Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Piłka nożna. Dla kibola z zakazem droga wolna

Prokuratura zakazała wchodzenia na mecze kibolom, którzy demolowali stadion w Bydgoszczy. Jednak nie poinformowała o tym klubów. I kibole na mecze wchodzą
Pół roku temu Lech Poznań grał w finale Pucharu Polski z Legią Warszawa. Po meczu zamaskowani chuligani w barwach Lecha zaczęli demolować stadion w Bydgoszczy. Agresywnie zachowywali się także szalikowcy Legii.

Po burdzie premier Donald Tusk zapowiedział walkę z kibolami, wojewodowie zamknęli stadiony w Poznaniu i Warszawie, a policja zaczęła polowanie na chuliganów, wyłapując ponad stu. Prokuratura w Bydgoszczy zabroniła im wchodzenia na mecze do czasu zakończenia śledztwa. Dochodzenie nadal trwa. A co z kibolami?

Lech przed każdym meczem dostaje z policji aktualną listę zakazów stadionowych. - Jednak tych z Bydgoszczy nie mamy w swojej bazie - przyznaje Henryk Szlachetka, klubowy dyrektor ds. bezpieczeństwa. - Policja informuje nas tylko o zakazach nakładanych przez sądy, bo tak mówią przepisy.

Policjant zajmujący się w Poznaniu zwalczaniem chuliganerii stadionowej: - Kibole, którzy dostali zakaz od prokuratury, mogą więc wchodzić na stadiony.

Dlaczego prokuratura nie przekazała nazwisk klubom? Dariusz Bebyn, wiceszef prokuratury Bydgoszcz-Północ, zastanawia się głośno: - Musielibyśmy zastanowić się, czy w ogóle mamy takie prawo, bo w grę może wchodzić ustawa o ochronie danych osobowych. Nie chcielibyśmy jej łamać.

Potem Bebyn dodaje jeszcze, że zakaz obowiązuje w całej Polsce: - A to oznacza, że musielibyśmy powiadomić o tym wszystkie kluby, gdzie rozgrywane są mecze.

A i kluby - zdaniem Bebyna - nie pytały, kto z kiboli ma zakaz po bydgoskiej zadymie: - Dlatego nie wychodziliśmy przed szereg.

Szlachetka z Lecha: - Rok temu pytałem prokuraturę o nazwiska naszych zadymiarzy i usłyszałem, że to tajemnica śledztwa.

Rzecznik Legii Michał Kocięba nie odbierał telefonu.

- Skoro prokuratura sama nie chce ujawniać nazwisk kiboli objętych zakazem, to przepis jest martwy - mówimy Bebynowi. - Musimy wierzyć, że kibole będą go przestrzegać - odpowiada prokurator.

Kibole wiarę prokuratury docenili. Dwa tygodnie temu Lech grał we Wrocławiu. Z kibolami pojechał ukarany zakazem Bartosz P. - bez kłopotu kupił bilet w poznańskim klubie. Gdy wchodził na stadion, zatrzymała go policja, ale tylko dlatego, że wiedziała o jego wybrykach w Bydgoszczy sprzed pół roku i prokuratorskim zakazie.

Policja powiadomiła prokuraturę w Bydgoszczy, że kibol zignorował zakaz, ale prokuratura nadal nie przekazała jego nazwiska klubowi, lecz kazała mu częściej stawiać się w komisariacie w ramach dozoru policyjnego.

W polskim prawie zakazy stadionowe może nałożyć klub, sąd i prokuratura, ale o prokuratorskich zakazach nie wspomina ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych. Za złamanie zakazu sądowego grożą więc trzy lata więzienia, przy prokuratorskim takiego zagrożenia nie ma.

Policja i kluby muszą więc czekać, aż zakaz stadionowy orzeknie sąd. Sami kibole po zadymie w Bydgoszczy chcieli w większości dobrowolnie poddać się karze. Jednak prokuratura nie przekazała jeszcze sprawy do sądu, bo śledztwo trwa.