Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

T-Mobile Ekstraklasa. Lech, Legia, Wisła, czyli piłkarze z promocji

Faworyci sezonu T-Mobile Ekstraklasy nie szastali pieniędzmi. Wypożyczają lub zapraszają darmowych obcokrajowców po trzydziestce. Kupują w ostateczności. Wyjątkiem jest Polonia, której prezes Józef Wojciechowski nigdy nie liczył się z groszem.
Ale i tak był oszczędny w porównaniu z poprzednim rokiem, kiedy właściciel Polonii kupił Artura Sobiecha za milion euro i zagwarantował Euzebiuszowi Smolarkowi 400 tys. euro netto rocznie. Tym razem wydał niecałe dwa miliony euro, czyli więcej niż Lech, Legia i Wisła razem wzięte. Faworyci sezonu wzmacniali się bowiem skromnie.

Najskromniej Legia, która na trzech zawodników mających w sumie 96 lat nie wydała nawet grosza. W ubiegłym sezonie miała na transfery ponad 2 mln zł. Większość zmarnowano - z dziesięciu nowych graczy sprawdziło się najwyżej trzech. Wielu w klubie już nie ma.

Nikt nie poniósł konsekwencji za jedenaście porażek w sezonie, zmieniła się tylko polityka transferowa. Zamiast młodych piłkarzy, na których klub miał nadzieję w przyszłości zarobić, sprowadzano doświadczonych. Najważniejsze, że byli do wzięcia za darmo. Kiedy bowiem trener Maciej Skorża chciał ofensywnego rozgrywającego, a okazało się że za 23-letniego Izraelczyka Maora Buzaglo trzeba by zapłacić kilkaset tysięcy euro, doszedł starszy o pięć lat, ale za darmo, Moshe Ohayon. Nie jest rozgrywającym w pełnym sensie tego słowa. Woli grać jako defensywny pomocnik. A tych jest w Legii trzech.

Najmniej kupił Lech,

a transfer 21-letniego pomocnika Aleksandra Tonewa z CSKA Sofia za 600 tys. euro jest traktowany jako kapitał ulokowany w przyszłość. W Poznaniu zostały już tylko wspomnienia po dwóch poprzednich tłustych latach, kiedy sukcesy sportowe szły w parze z inwestycjami. Na boisku Lech zdobył mistrzostwo Polski, eliminował z Ligi Europejskiej Juventus, wygrywał z Manchesterem City. W ubiegłym sezonie wydał na transfery ponad 2 mln euro, a Serba Vojo Ubiparipa traktował identycznie jak dziś Tonewa. Za 23-letniego napastnika też zapłacił 600 tys. euro, ale na razie inwestycja się nie spłaca. Wiosną Ubiparip nie przebił się do jedenastki Lecha, a teraz nie zmieścił się nawet w kadrze na piątkowy mecz z ŁKS.

Najwięcej przybyło Wiśle,

ale siedmiu nowych zawodników kosztowało niecały milion euro. Kiedyś marzący o Champions League właściciel Bogusław Cupiał wydawał tyle na pojedyncze gwiazdy polskiej ligi. Od 2007 roku przestał kupować, a zaczął sprzedawać. Wyjątek zrobił jeden - zimą wydał 675 tys. euro na Maora Meliksona, piłkarza jak na polską ligę zjawiskowego. Od transferu Czecha Tomáša Jirsáka cztery lata temu żaden wiślak nie kosztował więcej.

Ostatnie mistrzostwo wcale nie zachęciło Cupiała do szaleństw. Na transfery przeznaczył tylko milion euro. Liczy, że dyrektor sportowy Stan Valckx tak jak zimą trafi w dziesiątkę z nowymi zawodnikami. Holender trzech piłkarzy wypożyczył, na trzech kolejnych wydał 800 tys. euro, a siódmy i chyba najlepszy, 32-letni król strzelców ligi serbskiej Ivica Iliew był do wzięcia za darmo.

W pierwszej jedenastce mistrza Polski gra najwyżej trzech Polaków.

- Chcieliśmy kupić Marcina Robaka z Widzewa, ale działacze zażądali za niego dwa razy więcej, niż kosztował Melikson - w ten sposób Valckx tłumaczy, dlaczego z trenerem Robertem Maaskantem wolą sprowadzać do Polski obcokrajowców, niż przepłacać za lokalne "gwiazdki".

Wygląda, że to dobra strategia. W maju Wisła odzyskała mistrzostwo, dziś jest blisko awansu do IV rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Jeśli odpadnie, we wrześniu i tak zagra w fazie grupowej Ligi Europejskiej, w której jeszcze nigdy nie wystąpiła.

Więcej o: