Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Franciszek Smuda: Gdybym miał jedenastu idealnych graczy, niepotrzebne byłoby im żadne ustawienie

W ubiegłym tygodniu reprezentacja rozegrała sparingi z Litwą (0:2) i Grecją (0:0). Polacy spisali się słabo, na trenera Franciszka Smudę i jego zespół spadła krytyka. Ostro wypowiedział się nawet jeden z liderów drużyny Robert Lewandowski. Jego zdaniem największym kłopotem kadry jest brak dobrej taktyki.
Przemysław Iwańczyk: Najpierw trudno było namówić pana na rozmowę, teraz słyszę w pana głosie gorycz i wielkie rozżalenie.

Franciszek Smuda: U nas w piłce jest tak, że wszyscy są dla siebie kochani, kiedy ze sobą rozmawiają. Później jednak rozchodzą się w swoją stronę i rozpoczyna się "nawalanka". Czy to dziennikarze, czy to kibice. Bez pobłażania, żadnych sentymentów, kto mocniej uderzy. Na Zachodzie tego nie ma, wszyscy, którym zależy na piłce, szanują się wzajemnie. Myślałem, że u nas też tak jest, że widać gołym okiem trudność sytuacji, że budujemy wszystko od nowa, bo Smuda nie dostał gotowej drużyny, nie miał jej nawet w 50 proc.

Przeliczyłem się, bo choć na początku był spokój, teraz czeka się na byle pretekst, aby tylko przyłożyć. I żeby nie było, gotowy jestem na krytykę, byle zasadną, nie z założenia, że w reprezentację można walić, ile wejdzie.

Nabrałem doświadczenia, jestem ostrożny, może stąd mój ton. Ale ani struty, ani rozżalony nie jestem, bo nigdy się nie załamuję i nie poddaję. Walczę do końca - i ja, i moje zespoły. W pierwszym roku mojej pracy z Lechem Poznań było podobnie albo jeszcze gorzej: "Smuda, gdzie te cuda", "Wynoś się z Poznania", było nawet "Smuda, ty, k...". Wytrzymałem, choć zaczynaliśmy tak jak teraz w kadrze - budując wszystko od nowa. Przez trzy lata stworzyłem tam eksportową drużynę. Kiedy wjeżdżam teraz do Poznania, mówią do mnie: "Dziękujemy", "Witaj w domu".

Ludzie się zmieniają, a ja muszę być dalej cierpliwy. Początki nie są łatwe, ale wiem też, że nie wszystkie mecze kadry były złe, widać postęp, zalążek czegoś dobrego w naszej grze. Spójrzmy też, w jakich warunkach pracuję - jest posucha, mamy nielicznych kandydatów do kadry. Byłem na ostatnim ligowym hicie Wisła - Jagiellonia. Grało tylu obcokrajowców, że mogłem popatrzeć tylko na Sobolewskiego, który reprezentacyjną karierę już zakończył, i Małeckiego. Czyli faktycznie na jednego piłkarza w perspektywie Euro 2012.

Nie jest łatwo zbudować w Polsce kadrę. Mam trudniej niż ktokolwiek przede mną, bo Engel brał 80 proc. piłkarzy z drużyny Wójcika, Janas - Engela, Beenhakker - Janasa. Każdy z nich miał trzon zespołu, ja zacząłem praktycznie od zera.

Są i tacy - a jest ich niemało - którzy zdają sobie sprawę, w jak trudnej jesteśmy sytuacji. Nie będziemy mieć superdrużyny w stylu niemieckim po pstryknięciu palcami.

A jaką będziemy mieć? Jak ona ma grać, jaka będzie myśl taktyczna pana zespołu?

- Optymalne ustawienie zespołu to 4-3-3. Można modyfikować go na różne sposoby w zależności od tego, w jakiej sytuacji znajdzie się zespół, kto stoi po drugiej stronie boiska. Wymaga to jednak od zawodników dużej elastyczności. Tego zamierzam się trzymać, sprawdzać jak najczęściej.

Robert Lewandowski, czołowy piłkarz pana drużyny, mówił w "Gazecie", że systemu gry brakuje najbardziej...

- Jestem pewien, że miał na myśli co innego. Na pewno nie to, że proponowany przeze mnie system jest zły. Zresztą jeśli tak uważa, niech zadzwoni bezpośrednio do mnie, porozmawiamy.

Lewandowski twierdzi, że taktykę trzeba dostosowywać do piłkarzy, a nie odwrotnie.

- Odpowiem inaczej: niech Robert wykorzystuje idealne sytuacje bramkowe, jak np. tę w meczu z Grecją, i problemu nie będzie. Przecież ja doskonale wiem, że system zależy od piłkarzy, ich umiejętności technicznych, poruszania się po boisku. Gdybym miał jedenastu idealnych graczy, niepotrzebne byłoby im żadne ustawienie. Sami wiedzieliby, jak ograć każdego, kto stanie na ich drodze.

No właśnie, mówi pan tylko o jedenastce, o rezerwach dla niej nie wspominając. Zapewnia pan, że trzon kadry na Euro już jest, ale to bardzo kruchy trzon, bo środkowi obrońcy, których pan widzi - Manuel Arboleda i Damien Perquis - na razie nie mają polskich paszportów, Lewandowski nie ma w ataku zmiennika itd.

- Jeśli wszyscy będą zdrowi, mam już jedenastu graczy, na których można polegać. Nie chcę mówić personalnie, bo to bez sensu, niech wszyscy walczą, pracują nad sobą do końca, bo jeśli któryś wypadnie z powodu kontuzji, wskakujący na jego miejsce nie będzie czuł się gorszy. To samo z bramkarzami - nie powiem, kto jest numerem jeden aż do rozpoczęcia mistrzostw.

Nie ukrywam, że Arboleda i Perquis to para, którą widzę w jedenastce, ale na razie nie ma o czym mówić. Tak samo dobrze poradzimy sobie z Arkadiuszem Głowackim, Grzegorzem Wojtkowiakiem czy Tomaszem Jodłowcem, który wszedł na boisko w meczu z Grecją na 40 minut i zagrał bardzo dobrze.

A Michał Żewłakow? Nie przydałoby się panu jego doświadczenie, ogranie?

- Kiedy był do dyspozycji, psioczono na niego. Żewłakow zdecydował o zakończeniu reprezentacyjnej kariery, uważam, że był to dobry pomysł.

Żewłakow z tego zakończenia nie jest zadowolony...

- Był zadowolony, bo zakończenie było takie, jakiego sam chciał. Jeśli teraz mówi inaczej, nie gra fair.

Inaczej wyobrażał sobie przede wszystkim współpracę z panem.

- Znacie Żewłakowa, tylko odkąd ja zostałem trenerem?

Był podstawowym piłkarzem trzech poprzednich selekcjonerów.

- Więc na pewno wiecie, jakie wtedy były numery, ale w tym momencie urywam dyskusję na jego temat i dodam, że kadra musiała zostać odmłodzona, bo ma w perspektywie nie tylko Euro 2012, ale również kolejne imprezy - mundial i następne Euro we Francji. Nie wyobrażam sobie, że budujemy zespół tylko na najbliższe mistrzostwa, a później znów zaczynamy wszystko od nowa.

Wróćmy do zmienników. Tak naprawdę kadra ich nie ma, bo rzadko daje im pan pograć.

- Gdybym miał jedenastu rezerwowych tak dobrych jak ci z podstawowego składu, zmieniałbym ich w każdym meczu. Niestety, takiego komfortu nie mam. Do mojej dyspozycji jest tak naprawdę 16, może 18 równych graczy. Patrząc na ostatnie mecze z Litwą i Grecją, wypadło nam około dziesięciu ludzi, których wyłączyły kontuzje, więc to była jeszcze inna sytuacja, dlatego grali przede wszystkim ci z żelaznego składu.

Z Ireneuszem Jeleniem rozstał się pan w mało dyplomatyczny sposób, narzekając, że co nie przyjedzie na zgrupowanie, to z kontuzją. Przecież on terminów swoich urazów nie wybiera.

- Mam być zadowolony z zawodnika, który po dwóch dniach wyjeżdża mi z powodu kontuzji? Może źle mnie zrozumieliście, nie miałem pretensji do niego, tylko na całą sytuację. Chcę Jelenia w kadrze. Jelenia zdrowego, gotowego do wyzwań i nie boję się mówić o tym otwarcie. On też powinien wiedzieć, czego chce.

Rozmawialiśmy niedawno, powiedziałem, że jeśli coś go trapi, niech odpuści sobie przyjazd, spróbujemy następnym razem. Inaczej szkoda jego podróży i zdrowia.

Dlaczego nie chce pan sprawdzać piłkarzy wyróżniających się w lidze, np. Przemysława Kaźmierczaka ze Śląska Wrocław.

- Nie można zmieniać zdania z sekundy na sekundę. Strzeli ktoś gola, drugiego, od razu zaczyna się wciskanie do kadry. Kaźmierczaka znam, przecież z nim pracowałem [dziewięć lat temu w Piotrcovii], i patrzę, czy jest na tyle szybki, zwrotny i gibki, by pomóc nam w reprezentacji. Nie potrzebuję go tylko na stałe fragmenty gry, bo skacze wysoko i nieźle uderza głową. Nie mam nic do tego chłopaka, ale mu się przyglądam i czekam, by pokazał coś na dłuższą metę.

Jeśli wezmę kogoś nowego, to tylko na pozycję, z której wypadną mi podstawowi zawodnicy, których już w kadrze mam. Ale przyglądam się wszystkim. Ostatnio coraz mocniej Ebiemu Smolarkowi czy Arturowi Sobiechowi z Polonii Warszawa.

A Patryk Małecki? Wyróżnia się w Wiśle, a powołań nie dostaje. Poza tym bez przerwy docinacie sobie wzajemnie w gazetach.

- Miałem go pięć razy na zgrupowaniu, wiem, co potrafi. Wiem też, że tak jak on grają Sławek Peszko czy Kuba Błaszczykowski. Nikt mnie nie zmusi, bym brał go na siłę. Niech gra w lidze, niech pokaże, że jest od tych dwóch lepszy, że jest najlepszy w ekstraklasie. Wtedy na pewno go wezmę.

Mnie już nie chodzi o jego charakter, patrzę na niego od strony piłkarskiej. Że po stracie piłki musi jak cały zespół pomóc w defensywie. Że nie może tylko czekać, aż ktoś poda mu piłkę. Zresztą to samo powiedziałem mu przy naszym ostatnim spotkaniu.

Zamiast gadać, niech Patryk pokaże mi w najbliższym meczu w Kielcach z Koroną, że gra tak, jak kadra potrzebuje. Wybieram się na ten mecz, więc będę go oglądał.

Trzyma pan kadrę w ryzach?

- Jak mam to rozumieć.

Czy są zdyscyplinowani na zgrupowaniach, czy są wobec pana lojalni?

- Nie mam z nimi problemów, jeśli pan chce wracać do afery "bunga-bunga" na zgrupowaniu, odpowiem: wierzę piłkarzom. Za chłopakami, których teraz mam, wskoczę w ogień. Koniec i kropka.

Wierzy pan, że nie przyniosą wstydu na Euro?

- Nikomu wierzyć nie należy, nawet Argentynie, Brazylii czy Francji, które przyniosły wstyd na ostatnim mundialu. O drodze, jaką przyjąłem w swojej pracy, jestem przekonany. Celem jest wyjście z grupy, jeśli osiągniemy więcej, będą nam klaskać.

Nie boi się pan, że nie usiedzi na gorącym stołku selekcjonera do Euro?

- Nie mam 15 lat, by przejmować się tym, co mówią inni. Prezes Grzegorz Lato w ogóle nie porusza tej kwestii. Plotkami się nie przejmuję.

"Smuda nie potrzebuje ludzi z charyzmą" - mówi Michał Żewłakow »


Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ