Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"Komar", co kocha buraczki babci Frani. Karol Linetty idzie śladami Glika i Zielińskiego

Zamiast do deszczowego Londynu, Karol Linetty trafił do bajkowej Genui. Odkrył tam uroki posiadania basenu z widokiem na morze, zwariowaną miłość kibiców i zupę z muli. - Ale wciąż uwielbiam schabowego babci Frani! - zapewnia w rozmowie ze Sport.pl pomocnik Sampdorii Genua, który już latem ma pomóc reprezentacji Polski do lat 21 na mistrzostwach Europy. Na razie zwycięstw smakuje w Italii - tak jak przed tygodniem, gdy razem z kolegami pokonał w Mediolanie słynny Inter 2:1.
Film, który Linetty w grudniu opublikował na Instagramie, podbił Internet. Na nagraniu kilkudziesięciu rozśpiewanych włoskich fanów skanduje nazwisko reprezentanta Polski, a on, na początku lekko speszony, wyciąga telefon i włącza kamerę. Nad kibicowskim kotłem unosi się rytmiczne "Li-ne-tty, lalalalalala, Li-ne-tty". Takiego szacunku wśród tifosich Sampdorii Genua 22-latek z Damasławka dorobił się w zaledwie dziewięć miesięcy. - Na moich policzkach widać rumieńce, prawda? Zawstydziłem się, no co. Wiadomo, że już wcześniej kibice mnie poznawali, ale nigdy nie spotkałem się z czymś takim - mówi w rozmowie ze Sport.pl Linetty, wspominając niezapomnianą noc w Genui.

"To było tuż po zwycięstwie z Torino, wygraliśmy 2:0. Razem moim menadżerem i dziewczyną wyszliśmy przed stadion. I zamiast w prawo, skręciłem w lewo. Tam wpadłem na dwóch kibiców, zaraz przybiegli kolejni. Zaprosili mnie do pobliskiego pubu. I wszystko się zaczęło. Byłem w szoku! Zdążyłem tylko wyjąć telefon i nagrać tą radość. Chcieli, abym został na piwko, albo kawę, ale nie mogłem. Podziękowałem i. uciekłem".

Kolonia "Polonia"

W lipcu 2016 roku nie wszystko było tak oczywiste. Linetty i Lech Poznań zdecydowali, że nadszedł odpowiedni czas na transfer, ale nikt nie wiedział gdzie trafi utalentowany piłkarz. - Po informacji od agenta, że przyszła oferta, skonsultowałem wszystko z najbliższymi i podjąłem decyzję - tłumaczy. Nie jest jednak tajemnicą, że wielkim marzeniem Linettego była od zawsze gra na Wyspach Brytyjskich. Premier League ceni do tego stopnia, że oglądaniem meczów zaraził nawet Wiolę, z którą jest od dwóch lat. - Teraz sporo się zmieniło. Jeśli już coś oglądam, to raczej Serie A. Wiola oczywiście ogląda ze mną - wyjaśnia. Raz niewiele brakowało, by trafił do Anglii. Dwa lata temu z konkretną ofertą dla Lecha zgłosił się Tottenham. Karol postawił jednak weto. - Uznałem, że jest na to za wcześnie. Ale niczego nie żałuję. Wszystko wyszło mi na dobre - zapewnia.

Kolonia "Polonia" w Italii jest dziś liczna, jak nigdy. Poza Linettym i jego klubowym kolegą, Bartoszem Bereszyńskim, na Półwyspie Apenińskim grają: Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński (Napoli), Wojciech Szczęsny (Roma), Łukasz Skorupski (Empoli), Bartosz Salamon (Cagliari), Thiago Cionek (Palermo) i Bartłomiej Drągowski (Fiorentina). - Najlepiej trzymam się z "Beresiem" i "Zielem" - wyjaśnia i dodaje: "Niestety, do Neapolu mam 700 km, więc trudno się tam wybrać. Dlatego widujemy się wyłącznie na meczach naszych drużyn.".



Komar, zwany linią

Wychowanek Sokoła Damasławek (obecnie piątego zespołu pilskiej okręgówki) nie kryje, że spodobał mu się nie tylko włoski styl życia, ale i styl gry, do którego dostosował się ekspresowo. Media z Italii ochrzciły go "Zanzarem", komarem irytującego rywali. Swoją zaciętością i ambicją pomocnik zrobił na sympatykach Sampdorii wrażenie. To, jak duże, zaskoczyło nawet jego samego. Bo choć przyjechał do Włoch z kraju, który wychował Bońka i Glika, to jest przecież recluta, pierwszorocznikiem z egzotycznej ligi. A mimo to szybko wskoczył do wyjściowego składu dziewiątego zespołu Serie A. - Szatnia przyjęła mnie fenomenalnie. Szybko znalazłem wspólny język z kilkoma chłopakami: Czechem Patrikiem Schickiem, Słowakiem Milanem Skriniarem czy Belgiem Dennisem Praetem. Razem z "Beresiem" tworzymy paczkę, także poza boiskiem. Zdarzyło nam się już wyjść do restauracji czy na bowling - opowiada, dodając: "W klubie nie wołają na mnie "Komar", tylko "Line". Strasznie to mylące, bo czasem trener krzyczy "linia, linia" i ja się wtedy odwracam. Nie raz są z tego śmiechy".

Żarty zastępują zachwyty, gdy Polak wybiega na murawę. Docenił to także trener Adam Nawałka, który Linetty'ego wystawił w podstawowym składzie reprezentacji na mecz eliminacji mistrzostw świata z Czarnogórą. Karol nie ma wątpliwości, że po wyjeździe do Italii, stał się lepszym piłkarzem. - Rozwinąłem się technicznie i taktycznie, w ogóle moje umiejętności poszły w górę. Trafiłem do dobrej drużyny, czuję się tam jak w domu. Mam idealne warunki do rozwoju - zauważa. Pytam, co więc sprawiło, że jego talent eksplodował. "Piłka chodzi szybciej, trzeba szybciej myśleć i więcej biegać. Nie ma taryfy ulgowej. Czasem wypadasz ze składu po jednej kolejce. To mocny bodziec".

Chociaż Serie A lata świetności ma za sobą, wciąż można w niej spotkać gwiazdy formatu europejskiego. Dociekam więc, kto na Polaku zrobił największe wrażenie. "Takiego oszałamiającego jeszcze nikt, ale świetnie wyglądali: Suso z Milanu, Marek Hamšik z Nepolu i Radja Nainggolan z Romy. A Gonzalo Higuain? Nie jest grubaskiem, chociaż to kawał chłopa. Pierwsze kroczki ma króciutkie, ale niezwykle dynamiczne. W kolekcji koszulek mam już Suso, a także Miralema Pjanicia i Gerarda Deulofeu".

Papryczka chili? Ja nie zjem?

A więc raj na ziemi? Świetna atmosfera, niezłe wyniki, regularna gra i powołania do reprezentacji narodowej. "Line" pokochał także włoskie życie. Śmieje się, że dla niego "życie" jest nie "jak w Madrycie", a jak w Genui. - Czuję się tam kapitalnie. Każdy pyta co u mnie, pogawędzi, nawet jeśli mnie nie zna. Ludzka życzliwość. Poza tym ciągle świeci słońce. Obok naszego mieszkania mamy ogród, a w nim basen z pięknym widokiem na Morze Śródziemne. Dolce vita! - mówi.

W nadmorskiej sielance Karola o jego zdrowie dba dziewczyna Wioletta. Pomocnik od kilkunastu miesięcy współpracuje z Anną Lewandowską, która przygotowuje dla niego specjalną dietę, ale to właśnie Wiola jest strażnikiem jej przestrzegania. Szczególnie pilnować musi, aby jej ukochany nie jadł. słodyczy. - O ludzie, jak ja lubię słodkie! Czekoladę mógłbym jeść bez przerwy. Ale nie przesadzam. Wiola nie raz musi jednak bić "po łapach", dosłownie. Czasem się nade mną zlituje i przygotuje bezglutenowe babeczki, z przepisu Anki. Wtedy zamiast jednej od razu jem pięć! Wiem, że nie powinienem, ale to ode mnie silniejsze - opowiada, ale zaznacza, że to wyłącznie "raz na jakiś czas".

Kiedy dopytuję, czy sam zapędza się do kuchni, odpowiada bez zawahania: "Oczywiście! Lubię gotować, sprawia mi to frajdę. Moi koledzy nauczyli mnie kiedyś dania, które nie ma nazwy, ale wszystkim smakuje. Do ugotowanego makaronu dodaje się sos składający się z pomidorów, papryki, cebuli i kilku innych warzyw, zmiksowany na dodatek z kilkoma rodzajami mięs. Wiem, że brzmi to dziwnie, ale zawsze przygotowuję to gościom. Chociaż. nie zawsze wychodzi - śmieje się dodając, że ostatnio "przesypała się trochę ostra przyprawa". - Ile się przesypało? - No trochę. Ledwo dało się zjeść. - szczerze przyznaje i dodaje: "W ogóle z tym ostrym to muszę uważać. Jeszcze w Lechu nie wierzyłem kolegom, że zjedzenie całej papryczki chili to jakiś problem. I poszedł zakład. Zjadłem, ale przez kolejne pół godziny nie mogłem wciąć niczego do ust. Masakra!".

Ogórków już nie ma, buraczki się kończą

Dla chłopaka z Wielkopolski królową smaku zawsze będzie jednak babcia Frania. Kiedy piłkarz ją odwiedza, za każdym razem czeka na niego ulubione danie: kotlet schabowy z ziemniakami i burakami. Babcia o ukochanym wnuczku nie zapomniała nawet wtedy, gdy ten wyemigrował do Włoch. - Kiedy moi rodzice odwiedzili mnie po raz pierwszy, przywieźli dwie wielkie skrzynie babcinych słoików. W jednym byłym ogórki, a w drugim - buraczki. Ogórków już nie ma, szybko poszły, buraczków jeszcze trochę zostało. Jem je tylko na specjalne okazje, kiedy namówię Wiolę, żeby przygotowała mi schabowego - opowiada i dorzuca rozmarzony: "Po takiej potrawie od razu czuję się jak w domu.".

W Italii jak wiadomo królują jednak nie kotlety schabowe, a makarony. 22-latek długo musiał przekonywać się do włoskiej kuchni. Wciąż nie pokochał parmezanu, którego Włosi dodają "do wszystkiego", ale i tak postęp w jego akceptacji do miejscowego jedzenia jest duży. - Ostatnio zasmakowałem na przykład w mozzarelli z pomidorkiem. Spróbowałem też owoców morza. Ostra zupa z muli? Rewelacja! Chociaż dziwne te mule, żelkowate takie - krzywi się.

Linetty musi uważać na to, co je. Jeszcze w czasach poznańskich zdecydował się na badania krwi, które określają nietolerancję na pokarm. W przypadku Karola okazało się, że nie powinien jeść wszystkiego, co lubi. Pierwsze miesiące nowego reżimu dla młodego chłopaka były męczarnią. Po czasie przyznaje jednak, że odkąd zmienił nawyki, czuje się lepiej, wysypia się, zaczęły omijać go kontuzje. I gra, tak jak w Mediolanie, gdzie Sampdoria wygrała z Interem po raz pierwszy od 20 lat. I choć Polak zrezygnował z wielu smaków, to ostatnio coraz częściej czuje ten najprzyjemniejszy: smak sukcesu.





  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ