Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Milik wrócił do gry za szybko? Na Czarnogórę go oszczędzą. Fizjoterapeuta kadry dla sport.pl: "Miał testy siłowe kontuzjowanej nogi. Widać, że jeszcze musi nad nią pracować"

Poważna kontuzja, operacja, rehabilitacja i szybki powrót na boisko. Trudno jednak powiedzieć, by Arkadiusz Milik wrócił na dobre. - On nie jest w pełni gotowy do gry - mówi sport.pl Remigiusz Rzepka. Fizjoterapeuta kadry zdradza jak napastnik walczy o formę i sygnalizuje, że w reprezentacji będzie na razie oszczędzany. Na przydomową siłownię Milik wydał 150 tys zł.
Kontuzja Arkadiusza Milika wyłączyła go z gry 8 października 2016. Po dwóch dniach zawodnik Napoli przeszedł zabieg przeszczepu więzadła krzyżowego. Potem rozpoczął rehabilitację. Po trzech miesiącach normalnie trenował, a po czterech wybiegł na mecz Serie A. Imponujące tempo przy takiej kontuzji. Z szybkiego powrotu napastnika mogli cieszyć się kibice i klubowi działacze. Oni zawsze chętniej wierzą w medyczne cuda.

- Z moich obserwacji wynika, iż tendencja na świecie jest taka, by raczej wydłużać czas rehabilitacji po takich urazach - odwołuje się do swojego doświadczenia Remigiusz Rzepka, trener przygotowania fizycznego reprezentacji Polski. - Pewnych rzeczy po prostu nie da się oszukać. Najlepszym lekarstwem dla Arka są teraz ćwiczenia ukierunkowane na odbudowę siły, stabilności i mocy oraz trening motoryczny - sygnalizuje trener przygotowania motorycznego.

Pokaz siły lekarzy?

Milik do gry powrócił szybko, ale grał raczej niedużo. W Serie A czy Lidze Mistrzów po kilkanaście minut. Godzinę gry zaliczył w Pucharze Włoch. Były też mecze, w których nie wstawał z ławki rezerwowych. Patrząc na statystyki można wysnuwać tezę, iż teoretycznie zdrowy Polak przegrywa walkę o miejsce w składzie Napoli. Z punktu widzenia medycznego uzasadnienie jest inne.

- Liczba minut, które spędził na boisku w klubie, może świadczyć o tym, że Arek jest stopniowo wprowadzany do meczowych obciążeń, ponieważ nie jest w pełni gotowy do gry przez 90 minut. Przed kontuzją w październiku i podczas ME we Francji był w znakomitej dyspozycji fizycznej. Powrót do tego poziomu i formy zajmie jeszcze trochę czasu. Ten proces trwa. Możemy powiedzieć że rehabilitacja się skończyła, a teraz jest etap odbudowy formy fizycznej potrzebnej do rywalizacji na boisku - opisuje Rzepka.

Wpuszczenie Polaka na boisko już 19 lutego, czyli raptem cztery miesiące po poważnej operacji można odczytywać jako chęć pokazania siły przez włoskich lekarzy.

Z tym, że wyścig medyków nie jest dobry dla samych zawodników. Cudotwórców w medycynie nie ma. Przykładów nawracających kontuzji można znaleźć natomiast sporo. Także na Półwyspie Apenińskim.

Za szybko wracasz, za długo nie pograsz

Kevin Strootman z AS Roma przepadł na długo, gdy zerwał więzadła krzyżowe. Po operacji pojawiły się komplikacje, być może efekt złego leczenia. Po dokładnie 8 miesiącach przerwy Holender znów wybiegł na boisko. Nie na długo. Po kilku meczach wysiadło mu to samo kolano.

Bramkarz Genoi Mattia Perin po operacji prawego kolana u profesora Paolo Marianiego do gry wrócił szybko. Po kilku miesiącach podczas ligowego meczu opuszczał boisko z płaczem. Nieatakowany przez nikogo znów zerwał więzadła, tyle że w nodze lewej. Podobną historię w ostatnim czasie ma za sobą też m.in. Alessandro Florenzi. Co ciekawe gracz Romy kontuzji doznał dwa tygodnie po urazie Milika, a do gry szykowany był już w połowie lutego. Uraz odnowił mu się na treningu.

Pechowcy? Może, ale przy każdej historii z kontuzją w tle, w którymś momencie zaczynają ścierać się interesy kilku stron. Klubów - płacących za graczy grube miliony. Lekarzy - przez kluby opłacanych. I na końcu samych zawodników. Oni zdrowie mają jedno.

40 procent daje do myślenia

Andrew Williams, jeden z najlepszych w Anglii specjalistów od więzadeł kolanowych, pomagający graczom w Premier League, argumentował kiedyś, że zbyt szybki powrót na boisko po zerwaniu więzadła krzyżowego może skończyć się źle. W 40 procentach przypadków w ciągu kolejnych trzech lat graczom przytrafia się ta sama kontuzja, w jednej lub drugiej nodze.

- Może się tak zdarzyć, że zawodnik po kontuzji nie mając pewności co do siły czy stabilności operowanej nogi będzie odruchowo unikał jej obciążania np. podczas lądowania czy zmiany kierunku. Ryzyko jakie się z tym wiąże, to stopniowe przeciążanie drugiej nogi i w konsekwencji możliwy uraz po drugiej stronie ciała - tłumaczy Remigiusz Rzepka. Dlatego on od pośpiechu w procesie rehabilitacji stroni.

- W optymalnym modelu postępowania po rekonstrukcji więzadła krzyżowego przedniego wpierw odbudowujemy siłę, stabilność, wytrzymałość, by progresywnie wprowadzać zawodnika do treningów. Kolejno do meczów - tych na niższym poziomie, by potem już wrócić do pełnych obciążeń meczowych - podkreśla. Trzeba to wszystko robić w określonej kolejności - dodaje.

- To tak jakby umieścić ucznia z klasy ogólnej w tej o profilu matematyczno-fizycznym. Będzie musiało upłynąć trochę czasu zanim zacznie w niej normalnie i bez problemów funkcjonować - mówi Rzepka.

Kupił sprzęt, ćwiczy sam

Milik operacje miał w Rzymie u profesora Marianiego. Tam też jeździł na późniejsze badania, ale część kontroli wykonuje w Neapolu. Klub stara się dbać o jego rehabilitację, ale Milik postanowił wziąć również sprawy w swoje ręce. A właściwie również w ręce Remigusza Rzepki, z którym napastnik współpracował grając w Górniku Zabrze, w Niemczech czy w Ajaksie.

W czasie ostatnich świąt Bożego Narodzenia, podczas pobytu gracza w Polsce, obaj panowie zamiast przy świątecznym stole siedzieli na sali treningowej. Rzepka zresztą niedawno pojechał do Neapolu i dalej pomagał w rehabilitacji Arka.

- Arek jest bardzo zdeterminowany i skoncentrowany na tym co robi, jest świadomy jak wiele zależy od jego nastawienia i odpowiedniej pracy. Ćwiczy ile może, więc często się konsultujemy. Inwestuje w siebie właściwie pod każdym względem. Do mieszkania kupił sobie nawet sprzęt treningowy potrzebny w rehabilitacji. Informuje nas na bieżąco o postępach w ćwiczeniach i przesyła wyniki badań - mówi z podziwem Rzepka.

Napastnik, oprócz stu pięćdziesięciu tysięcy złotych zainwestowanych w rowery, bieżnie i inne przyrządy stojące w domu w Neapolu, mocno postawił też na odżywianie i odpowiednią suplementację. - Dla mnie jest wzorem - uśmiecha się Rzepka.

W kadrze go oszczędzą

Ogrom pracy którą Milik wykonuje w klubie i w domu przynosi efekty.

- Jest coraz lepiej w miarę prowadzonej rehabilitacji i treningu motorycznego, ale to jeszcze nie jest 100% procent możliwości Arka - ocenia Rzepka. - Niedawno miał testy siłowe kontuzjowanej nogi. Wyszły dobrze, ale widać, że jeszcze musi nad nią pracować, odbudowywać siłę uderzenia. Arek też jest świadom, że teraz nie może jeszcze dać z siebie wszystkiego - mówi fizjoterapeuta.

Milik w najbliższy poniedziałek pojawi się na zgrupowaniu piłkarskiej reprezentacji Polski, która szykuje się do trudnego, wyjazdowego meczu z wiceliderem grupy E - Czarnogórą. To może być jedno z najtrudniejszych fizycznie spotkań tych eliminacji. Rywale przyzwyczaili do tego, że u siebie nie odstawiają nogi i zmuszają do wyjątkowego wysiłku. Ostatni mecz biało-czerwonych w Podgoricy skończył się 21 faulami, czterema żółtymi i dwiema czerwonymi kartkami. Sztab szkoleniowy naszej kadry doskonale zdaje sobie sprawę, że występ napastnika Napoli od pierwszych minut tego spotkania nie byłby dobrą opcją. Milik na całym zgrupowaniu powinien być traktowany lżej.

- Dostajemy z klubu wskazówki na jakim poziomie wytrenowania zawodnik do nas przyjeżdża. W jego przypadku obciążenia będą z pewnością indywidualizowane. Co do trudnego meczu w Czarnogórze, jest to bardziej kwestia zastanowienia się co do ewentualnej liczby minut gry Arka w trakcie tego spotkania. To już jednak wspólna decyzja sztabów szkoleniowego i medycznego - wyjaśnia trener od przygotowania motorycznego.

Jeśli 23-latek w ogóle pojawi się na boisku w Podgoricy, to raczej jako rezerwowy. I zapewne w końcówce spotkania.

Strzelał, strzelał i... przestał

Reprezentant Polski bez gola w lidze od kilku miesięcy. CZYTAJ WIĘCEJ >>

Polska coraz wyżej w rankingu FIFA

Polska pnie się w górę! Ale co to właściwie oznacza? CZYTAJ WIĘCEJ >>



  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ