Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Reprezentacja Polski. Boniek dla Sport.pl: To był fantastyczny rok

- Nie podniecamy się, ale też nie musimy przepraszać, że coś nam wychodzi - ocenia dla Sport.pl miniony rok w wykonaniu reprezentacji Polski prezes PZPN-u, Zbigniew Boniek.
Michał Zachodny: - Dawno już polski kibic nie kończył roku tak usatysfakcjonowany.

Zbigniew Boniek, prezes PZPN: - Biorąc pod uwagę, że mieliśmy mistrzostwa Europy, zaczęliśmy eliminacje mundialu w Rosji oraz generalny stan polskiej piłki, to uważam, że miniony rok był fantastyczny. Reprezentacja nie przegrała żadnego meczu o punkty, nawet przez minutę nie przegrywała - i to seria dłuższa (12 meczów - red.), bijąca te drużyny Antoniego Piechniczka i Kazimierza Górskiego. Wszystko należycie funkcjonuje, prawda? Oczywiście wyniki reprezentacji trzeba włożyć w kontekst poziomu polskiej piłki. To są dwa różne tory kolejowe: piłka w wydaniu międzynarodowym oraz klubowym. Rozumiem bolączki tej drugiej, czyli różnicę w budżetach, pozyskiwanie najlepszych piłkarzy, odpływ tych najbardziej utalentowanych z polskiej ligi. Natomiast w wykonaniu reprezentacji wygląda to bardzo pozytywnie, ale nigdy nie można się rozluźnić. To nie jest jak dom, który zbuduje się i będzie stał taki sam wiele lat. W kadrze wiele się zmienia, przychodzą nowi piłkarze i o stabilizacji decyduje sporo różnych czynników.

- Który mecz w wykonaniu reprezentacji był najlepszy w 2016 roku?

- Wybrałbym dwa: z Irlandią Północną na mistrzostwach Europy i ten z Rumunią w Bukareszcie. W pierwszym wypadku graliśmy na turnieju, była spora odpowiedzialność, ale kompletnie zdominowaliśmy przeciwnika, który wcale nie był taki słaby. Oczywiście inny jest odbiór meczu z Niemcami, mistrzami świata, ale wtedy graliśmy defensywnie. Z Irlandią Płn. wygraliśmy 1:0, ale powinniśmy strzelić kilka goli jeszcze przed przerwą. W tych meczach widziałem wartość zespołu, scementowanie się składu. Natomiast oprócz tych wyróżnionych, najlepszych mieliśmy też spotkania bardzo dobre: z Portugalią, ze Szwajcarią.

- To spotkanie w Bukareszcie też zatarło wrażenie, że po Euro 2016 to Robert Lewandowski zaczął ciągnąć resztę drużyny do kolejnych zwycięstw. Z Rumunią każdy reprezentant zagrał na wysokim poziomie.

- Spójrzmy na to z przymrużeniem oka: Lewandowski to świetny zawodnik, najlepszy w drużynie. Ale gdybyśmy włożyli go do San Marino, to pewnie ani nie strzelałby tak wielu goli, ani nie mieliby lepszych wyników. Bardzo łatwo uciekamy w stwierdzenia, że zespół jest od niego uzależniony. Kto ma jednak strzelać dla Polski gole, jak nie jej najlepszy napastnik? Wiadomo, że w sportach zespołowych sukces jest dopinany przede wszystkim pod piłkarzy najbardziej znanych, tych z pierwszego szeregu. My musimy się z Lewandowskiego cieszyć. Śmieszy mnie, gdy ktoś mówi po takim meczu jak ze Słowenią, że jest w drużynie niezastąpiony. Owszem, pewnie takiego piłkarza nie będziemy mieli przez dwadzieścia lat, ale nie jest powiedziane, że korzystając z innych zawodników, nie będziemy grać dobrze, prawda? Nawet w tym meczu ze Słowenią widziałem czterech, pięciu piłkarzy, którzy włączeni do pierwszego składu by sobie poradzili. Na razie jednak bez nazwisk.

- Patrząc na samą jesień tego roku można powiedzieć, że po nieudanym Euro to był okres w którym najwięcej wygrał w reprezentacji Piotr Zieliński. Ponoć nawet inni kadrowicze podziwiają jego talent, możliwości. A on wreszcie zaczął je pokazywać w drużynie Adama Nawałki.

- Uważam jednak, że zbyt szybko utalentowanych piłkarzy kreujemy na liderów. Ja po raz pierwszy widziałem Piotra w akcji w drużynie U-17 w meczu w Siedlcach i już wtedy widziałem, jak duży ma potencjał. Natomiast uważam, że wciąż ma sporo do zrobienia pod względem mentalnym. Na razie stawia na piękno przerzucenia sobie piłki z jednej nogi na drugą, drybling, gdy w roli rozgrywającego czasem powinien się tego wystrzegać, stawiać na efekt. Robi wielki progres, jego potencjał wpasowany w zespół może nam wiele dać. Ale to już zadanie dla Adama Nawałki. Cieszymy się z tego co mamy, co wcale nie znaczy, że nie powinniśmy myśleć o tym, jak to poprawić.

- Oprócz tych głośnych bohaterów roku - Roberta Lewandowskiego, Michała Pazdana, jesienią Piotra Zielińskiego - są zawodnicy z drugiego planu, nie tak często wyróżniani. Według mnie najmniej mówi się o Łukaszu Piszczku i Jakubie Błaszczykowskim, którzy w 2016 wiele drużynie dali, ale dadzą jeszcze więcej, bo są zdeterminowani, by zagrać na pewnie ostatnim dla siebie turnieju międzynarodowym.

- Gdy grają we dwójkę na prawej stronie, to ich współpraca jest poukładana pod każdym względem: taktycznym, technicznym. Piszczek już od dawna nie schodzi poniżej pewnego wysokiego poziomu, natomiast bardzo cieszy mnie progres w tej drużynie Błaszczykowskiego. Reprezentacja czekała na niego siedem miesięcy, była sprawa zmiany kapitana, on sam później był lekko przygnębiony, ale zorientował się, że tu wszyscy go chcą, widzą w nim jednego z najważniejszych zawodników drużyny. Przyjemnie widzieć jego determinację, walkę, ale i pokorę.

- Czy poradzenie sobie przez Adama Nawałkę z aferą alkoholową i jej konsekwencjami jest jednym z jego największych sukcesów w tym roku?

- Nie chcę do tego wracać, ale to zasługa wielu ludzi. Trener jednak podejmuje na końcu decyzję o karach. Od początku nie było chęci palenia nikogo z winnych na stosie, widzieliśmy, że problem, który był trzeba wykorzystać i stać się jeszcze mocniejszymi. To się udało. Mówiłem po Euro, że trudno będzie w drużynie odbudować ten sam poziom pokory i ducha zespołu, jaki był przed mistrzostwami. Uważam jednak, że to przesilenie bardzo dobrze reprezentacji zrobiło, zapomnieliśmy o mistrzostwach.

- Selekcjoner ciągle mówi, że ten zespół ma ogromne rezerwy. Gdzie pan je widzi?

- Niektórzy po remisie ze Słowenią byli zawiedzeni, ale trudno jest grać z rywalem ciągle skupionym pod własnym polem karnym. Może brakowało nam tej właśnie jakości indywidualnej, wygrywania pojedynków. Ale nawet we Wrocławiu było widać, że ten zespół jest poukładany taktycznie, w rezerwowym składzie ma pewne określone zachowania. Dochodzi jeszcze wpływ poszczególnych piłkarzy: Karola Linettego, Zielińskiego, Arkadiusza Milika po jego powrocie do zdrowia i największą siłę widzę tym, że oni będą dorastać do swojego maksymalnego pułapu. Niżej też są zawodnicy, którzy równają w górę. Łukasz Teodorczyk to zupełnie inny piłkarz niż dwa lata temu. Także zupełnie inną sprawą jest to, gdy gra w klubie, otoczeniu, które doskonale zna, a wprowadzanie go w określone schematy. Pozytywne rzeczy jednak nas nie uśpią. Trzeba się rozwijać, analizować i pod tym względem nasz sztab jest znakomity. Mam do niego pełne zaufanie.

- Najbliższy rok jest dla reprezentacji takim bez turnieju. Co więc będzie dla niej największym wyzwaniem? Konkretny wyjazd, jak mecz z Czarnogórą w Podgoricy, czy może mecz z Rumunią u siebie?

- Mówię wprost: musimy zrobić wszystko, by awansować do mistrzostw świata. W sytuacji w jakiej dziś jesteśmy i po wyniku w Rumunii, gdybyśmy się nie zakwalifikowali na mundial w Rosji, to byłby dyskomfort psychiczny. Kluczem jest marzec i mecz w Podgoricy. Zwycięstwo w Czarnogórze otwiera autostradę do bezpośredniego awansu. A potem w listopadzie możemy rozegrać dwa mecze z rywalami z najwyższej półki, po młodzieżowych mistrzostwach Europy będzie możliwość wprowadzenia piłkarzy z reprezentacji U-21. Tam również chcemy zaprezentować się jak najlepiej: piłkarsko i organizacyjnie.

- Ten najbliższy rok to również walka o jak najlepszą pozycję w tworzonej Lidze Narodów.

- Kilka lat temu, gdy była mowa o Lidze Narodów, to byliśmy przyszeregowani do grupy C lub D, a teraz walczymy o tą najwyższą. Jeśli Włosi nie wygrają z Niemcami, to wyprzedzamy ich w rankingu FIFA, a to jeszcze niedawno było nie do wyobrażenia. Reprezentacja wykonuje bardzo dobrą robotę, jest ceniona w świecie, ale musimy się rozwijać, dbać o młodych piłkarzy. Nie podniecamy się, ale nie musimy też przepraszać, że coś nam wychodzi.





  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ