Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Trener reprezentacji Polski U-17: Za parę lat młodzi polscy piłkarze nie będą odbiegać od zagranicznych rywali

- Może nie dogonimy od razu wszystkich w Europie, ale idziemy w dobrym kierunku. Za parę lat młodzi polscy piłkarze nie powinni odbiegać od zagranicznych rywali - mówi selekcjoner reprezentacji rocznika 1998, w której grają duże talenty, Krystian Bielik z Arsenalu i Hubert Adamczyk z Chelsea.
Rozmowa z Robertem Wójcikiem, selekcjonerem reprezentacji Polski do lat 17

PRZEMYSŁAW ZYCH: Dostrzega pan różnice między młodymi z roczników 1995-2000 a starszymi?

ROBERT WÓJCIK: Dostrzegam pewną tendencję - pojawiło się więcej niż kiedyś piłkarzy dobrych technicznie. A jeśli piłkarz ma technikę, to ma świadomość swojej wartości. Chłopcy z młodszych roczników nie drżą przed żadnym przeciwnikiem, na boisku są pewni siebie.

Można powiedzieć, że w prowadzonej przez pana reprezentacji Polski rocznika 1998 jest sześciu, którzy grają na pianinie, i pięciu, którzy je za nimi noszą. To niespotykane proporcje w polskim futbolu, w którym dotąd selekcjonowano osiłków.

- Mamy w drużynie nieprzeciętnych piłkarzy, których nie musimy się wstydzić w Europie, jak Krystian Bielik (Arsenal), Hubert Adamczyk (Chelsea), Kamil Wojtkowski (Pogoń), Przemysław Mystkowski (Jagiellonia), Mateusz Ostaszewski (Dortmund), Kamil Jóźwiak (Lech) czy Marcin Listkowski (Pogoń). Oni robią różnicę, bardzo dobrze panują nad piłką, konstruują przemyślane akcje, wymieniają się pozycjami i współpracują. Mamy dziś więcej kandydatów do prowadzenia gry niż w przeszłości.

PZPN zmienił sposób selekcjonowania piłkarzy?

- Odpowiem tak: drużyna z rocznika 1998 to najniższy i najsłabszy fizycznie zespół ze wszystkich, z którymi miałem styczność w PZPN. Ale gra wygląda naprawdę dobrze. Jeśli zawodnik nie jest kolosem, ale szybko myśli, szybko operuje piłką i dobrze współpracuje z partnerami, to my będziemy nim zainteresowani. Piłkarzy o dobrych warunkach fizycznych też potrzebujemy, bo ktoś musi wygrywać pojedynki w powietrzu, ale stawiamy na tych, którzy są technicznie zaawansowani i myślą na boisku.

Skąd oni się wzięli?

- Wielu dostaje się w ręce właściwych ludzi. Więcej trenerów wie, nad czym powinni pracować z najmłodszymi, a czego unikać. Dotąd często bywało tak, że trener grup młodzieżowych, kopiował trening z seniorami. To było bardzo niebezpiecznie, nie rozwijało zawodnika. Dziś trenerzy wiedzą, że piłkarz musi być sprawny, skoordynowany, bo to ułatwi mu opanowanie elementów technicznych. Łatwiejszy jest dostęp do wiedzy, pojawiła się współpraca z niemiecką federacją. Powstają różne akademie - klubowe i inicjatywy prywatne.

To wszystko pokazuje, jak niewiele wcześniej się działo, skoro niewielkie zmiany przynoszą skutek.

- Kiedyś inaczej prowadziło się młodych. Trenerzy często za bardzo nimi kierowali. Podpowiadali, jak rozwiązywać sytuacje na boisku, co nie było dobre, bo zabijało myślenie piłkarza. Trenerzy mają większą świadomość, że trzeba zawodnikowi przekazywać pewne rzeczy, uczyć, jak się właściwie zachowywać, ale w meczu pozwolić mu na samodzielność. On musi być inteligentny.

Ma pan kluby w Polsce, o których wie, że zawsze znajdzie w nich kogoś do reprezentacji?

- Jest wiele akademii, które bardzo dobrze pracują, mają określony model gry. Jest duży dopływ zawodników z Legii, Lecha, Pogoni i Jagiellonii. Dziś mamy gwarancje, że jeśli jedziemy na mecz Centralnej Ligi Juniorów, to zanotujemy parę nazwisk i przekażemy sobie w PZPN.

Te raczkujące akademie mają styl? Widzi pan, że mimo iż wchodzą kolejne roczniki, to kolejne drużyny grają podobnie? Jedzie pan na mecz juniorów Legii i wie pan, że...

- ...zespół będzie grał bardzo ofensywnie, tworzył dużo sytuacji, że jest duży nacisk, by wygrywać pojedynki jeden na jeden, i na współpracę w ataku. Każdy klub ma swoją koncepcję, ale generalnie tendencja jest taka - młodzież ma czuć się pewnie na boisku, podejmować odważne decyzje. Ma być nie wybijanie piłki na oślep, lecz prowadzenie gry.

Tak jest tylko w sześciu-siedmiu klubach?

- Nie, ogólnie, ludzie chcą się uczyć i robią postępy. Na pewno musimy jeszcze bardziej w selekcji zwracać uwagę na to, żeby stawiać na mądrych zawodników. Teraz różnice w meczach potrafią być tak minimalne, że decydują sposób myślenia, postrzegania danej sytuacji i jej optymalne rozwiązanie.

Dorosła reprezentacja ma kłopot z rozgrywającym, lewą obroną i środkowymi obrońcami. Widać następców?

- Zdecydowanie lepiej to wygląda u stoperów. W naszej reprezentacji dobrze spisują się Ernest Dzięcioł, Kacper Wojdak i najmłodszy (rocznik 1999) Adam Chrzanowski. Ciekawi lewi obrońcy, z którymi pracowałem, to Michael Olczyk (Schalke 04) i Kamil Szubertowski (Lech Poznań) z rocznika 1997 czy obecnie Mateusz Hołownia (rocznik 1998).

Do Arsenalu właśnie wyjechał Bielik.

- Każdy wyjazd rozpatruję indywidualnie. Nie ma żadnej reguły. Z rocznika 1990, pierwszego, z którego wielu emigrowało za granicę - byłem w nim asystentem trenera Michała Globisza - większość przepadła, ale dwaj mocni mentalnie - Krychowiak i Szczęsny - się przebili. Za Krystianem przemawia bardzo dużo atutów piłkarskich - jest silny fizycznie, a pomimo to sprawny, technicznie dobrze wyszkolony. Ma zmysł do gry kombinacyjnej, świetnie gra głową, jest mądry. Nie powołałem go na zgrupowanie w tym miesiącu, bo chcę, żeby zintegrował się w klubie i był dobrze przygotowany na marzec, gdy zagramy w drugiej fazie eliminacji mistrzostw Europy U-17.

Widzi pan postępy u innych, którzy wyjechali za granicę?

- U Ostaszewskiego z Dortmundu, gdzie jest już półtora roku, widać większą pewność. Nie panikuje, potrafi się zastawić. Potrafił operować piłką, ale teraz robi to szybciej. Lepiej też gra w destrukcji. W pewnym momencie w Dortmundzie U-17 wygrał rywalizację z reprezentantem Niemiec na swojej pozycji. Cały czas walczą, ale Mateusz trochę stracił przez kontuzję w końcówce rundy jesiennej. Z kolei Hubert Adamczyk z Chelsea dopiero teraz zadebiutował w drużynie U-21 z przyczyn proceduralnych. Zawsze się wyróżniał panowaniem nad piłką, ale w Anglii może się dodatkowo nauczyć walki w defensywie. Jeśli tam stanie się twardszym piłkarzem, to będzie jeszcze lepszy.

Gonimy choćby Czechów? Inni też cały czas się rozwijają.

- Powiem, że tendencja jest pozytywna. Może nie dogonimy od razu wszystkich, ale idziemy w dobrym kierunku. Młodzież za parę lat nie powinna odbiegać od rywali. Ale potrzeba dużo cierpliwości w pracy z dziećmi. Potrzebna jest jeszcze lepsza baza treningowa, więcej boisk o naturalnej nawierzchni. To byłby komfort, którego trenerzy by nie zmarnowali. Umiejętności techniczne zawodników poszłyby jeszcze w górę.

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ