Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Dlaczego kapitan Lewandowski schodzi z boiska sfrustrowany?

Kiedy w 63. minucie sparingu ze Szwajcarią schodził z boiska, miał minę człowieka podpisującego się pod rozpowszechnioną, lecz absurdalną opinią, że dla napastnika mecz bez gola to czas zaprzepaszczony. Frustracji kapitana reprezentacji zupełnie nie rozumiem. I nie podzielam.
Lewandowski był najlepszy na boisku we Wrocławiu, tak jak najlepszy był w Tbilisi, gdzie zespół narodowy wykonywał istotny krok w stronę awansu na Euro 2016. Zamiast obsesyjnie wyrzucać sobie brak skuteczności i szczęścia pod bramką, kapitan ma prawo przyjąć do wiadomości, że nigdy wcześniej nie zrobił dla reprezentacji więcej niż w ciągu ostatnich miesięcy.

Raz do roku oglądam mecze Polaków z gościem z Meksyku. On śledzi naszą drużynę narodową incydentalnie, można go więc uznać za obiektywnego obserwatora. Podczas listopadowych spotkań z Gruzją i Szwajcarią kilka razy podkreślał, że kibicowanie drużynie Nawałki sprowadza się u niego do ściskania kciuków, by dziesięciu graczy jak najczęściej dostarczało piłkę temu jedenastemu.

Jedenastym jest napastnik Bayernu. Gdy on dotyka futbolówki, gra nabiera rozpędu, nieprzewidywalności, chwilami ocierając się o magię - jak przy podaniu piętą do Tomasza Jodłowca w 56. sekundzie meczu ze Szwajcarami. Lewandowski nie snuje się wzdłuż pola karnego, czekając, aż zdarzy się cud, ale próbuje brać los drużyny w swoje ręce. I od startu eliminacji Euro 2016 zespół Nawałki jest naznaczony jego jakością. A przecież wciąż gra pod największą presją.

Oczekiwanie goli dla reprezentacji od pierwszego polskiego króla strzelców Bundesligi stało się u nas czymś w rodzaju odrębnej dyscypliny sportu lub kibicowskiego obrzędu narodowego. Sceptycy zawsze będą kręcić nosem, sprowadzając ocenę piłkarza do ironicznego spojrzenia na listę snajperów w protokole meczowym. Na tym jednak świat się nie kończy. Każdy ma prawo do własnych ocen. Przypomnę tylko, że asysta w wygranym spotkaniu miewa większy ciężar gatunkowy niż hat trick w meczu przegranym, gdy trzeba zliczać poniesione straty i zaprzepaszczone szanse.

Od niedawna Lewandowski zaczął robić coś bezcennego - definiować charakter drużyny Nawałki. Jest milionerem przyjeżdżającym z Bayernu, Polakiem, któremu w świecie się udało. Mógłby w naszych realiach czasem pokręcić nosem. Tymczasem biega i walczy jak debiutant lub ktoś w stu procentach świadomy, że jego przykład emanuje na resztę.

Kapitan schodzi z pokładu ostatni. Ma obowiązek utrzymać wiarę, że zespół narodowy da się wydobyć z dna. Jasne, że ktoś taki jak napastnik Bayernu nie chce zostać zapamiętany jako strzelec goli wyłącznie w meczach z rywalami pokroju Gibraltaru czy San Marino. Ebi Smolarek zdobył więcej bramek dla reprezentacji Polski niż jego ojciec Włodzimierz, lecz nigdy nie dane mu było doścignąć legendy medalisty hiszpańskiego mundialu. Nie gole, ale osiągnięcia i trofea opisują kariery piłkarzy. Sfrustrowany 335 minutami bez bramki dla kadry Lewandowski powinien o tym pomyśleć.

Kapitan nie strzela jak karabin maszynowy, ale pomaga drużynie zdobywać punkty. U jego boku rozkwita talent Arkadiusza Milika. Lewandowski odciąża 20-latka od presji, robi mu pod bramką miejsce, skupia na sobie wysiłek obrońców. To w żaden sposób nie umniejsza dokonań napastnika Ajaksu, który trafia do siatki jak nakręcony. Nieodległa jest jednak perspektywa, gdy trenerzy rywali Polski przestaną dostrzegać zagrożenie ze strony tylko jednego zawodnika. Dziś Lewandowski pracuje na Milika, jutro Milik popracuje dla Lewandowskiego. Cel nadrzędny i wyznacznik klasy ich obu zawsze pozostanie ten sam - drużyna.

Bez awansu na Euro 2016 reprezentacja Polski pozostanie tam, gdzie była trzy miesiące temu - na dnie. I dopiero wtedy zacznie się polowanie na czarownice: rozliczanie z goli, zasług (raczej ich braku) oraz podobne objawy frustracji i niemocy będące regularnie udziałem polskiego kibica. Na razie drużyna Nawałki jest jednak od tego daleko, także dzięki pracy swojego kapitana ciągnącego ją za uszy na wyższy poziom. To była jesień Lewandowskiego - nie mam co do tego cienia wątpliwości.



Najlepsze rok kadry od 2001 roku! Jak do tego doszło?


  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ