Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Reprezentacja. Błaszczykowski: Mniej narzekania proponuję

Europa wciąż nam ucieka. Gdy osiem lat temu wyjeżdżałem do Bundesligi, takiej przepaści nie było. Cieszę się, że Ludo Obraniak znów będzie z nami - mówi kapitan reprezentacji Polski Jakub Błaszczykowski
Przemysław Iwańczyk: Czy to będzie przełomowy rok? Dla reprezentacji, ale też dla ciebie, bo chyba masz dość bycia najlepszym w drużynie, która nie umie wygrywać?

Jakub Błaszczykowski: Rok jak wszystkie inne - jest okazją, by znów potwierdzić swoje umiejętności. Właściwie każdy mecz daje taką możliwość. To, co za mną, przestaje się liczyć, istotna jest przyszłość moja i drużyn, dla których gram.

Uprawiamy sport zespołowy. Nieważne, kim jesteś i jak grasz, ważny jest wynik. Wszyscy doświadczaliśmy tego samego - rozgrywaliśmy wiele spotkań, w których byliśmy lepsi, ale przegrywaliśmy. I odwrotnie: sprawialiśmy wrażenie słabszych, a wygrywać się udawało. Mówi się, że w sporcie potrzeba szczęścia. Coś w tym jest, a jeśli mówimy o 2014 r., właśnie szczęścia życzyłbym nam jak najwięcej. By w chwilach kryzysu szybko "wracać" do meczu, by przy jednym strzelonym golu wygrywać spotkanie itd.

Z czym trudniej było ci się pogodzić w 2013 r. - rozczarowaniami w reprezentacji czy przegranym finale Ligi Mistrzów z Borussią?

- Samo dojście do finału z Bayernem było sukcesem, ale kiedy już tam jesteś, chcesz wygrać za wszelką cenę, nie wiadomo przecież, czy to nie ostatni raz. Ocena reprezentacji jest trudniejsza, choć na tyle długo siedzę w tym biznesie, że chyba stać mnie na obiektywną. Nie daliśmy kibicom wielu momentów uniesień, to oczywiste. Tak jak i oczywiste jest to, że drużyna narodowa ma potencjał, o którym wszyscy mówią. Pytanie, czy aż taki jak ci, którzy regularnie awansują do wielkich turniejów? Nie. Na dziesięć meczów z Anglikami wygramy może trzy i niewykluczone, że przypadną one właśnie na eliminacje, ale umiejętnościami im nie dorównujemy, nasza trójka z Borussii i kilku innych chłopaków grających na Zachodzie tego nie zmienią.

Inna sprawa, że w eliminacjach do mistrzostw świata z Ukrainą czy dwumeczu z Czarnogórą powinniśmy wygrać i koniec. W pierwszym spotkaniu z tymi drugimi wszystko było w naszych rękach, ale zabrakło doświadczenia, w rewanżu byliśmy lepsi, ale za efektowną grę punktów się nie przyznaje, trzeba goli. Naszym największym mankamentem jest po prostu skuteczność.

Wielką sztuką jest wyciągać wnioski z niepowodzeń.

- Wciąż zbieramy informacje o sobie, analizujemy, czego nam brakuje. Ale jeszcze raz przypominam, byśmy zwrócili uwagę na nasz potencjał. Upieram się, że nie jest tak wielki, jak sądzimy. Trzeba ciężkiej pracy od najmłodszych lat, bo w wieku 21 czy 22 lat na naukę jest już za późno. Obserwuję to na przykładzie polskiej ligi. Europa wciąż nam ucieka. Kiedy osiem lat temu wyjeżdżałem do Bundesligi, aż takiej przepaści nie było.

Jeśli trójka z Borussii jest anomalią, a przyszłe pokolenia nie rokują, to kibic powinien się bardzo zmartwić.

- Polakom o wiele łatwiej jest dziś wyjechać za granicę, a występy naszej trójki w finale LM podniosły markę naszych piłkarzy w Europie. Teraz sztuką jest to wykorzystać, a nie zepsuć. Jeszcze raz wrócę do podstaw - ciężko pracować należy nie tylko po wyjeździe z kraju, lecz już w polskiej lidze, gdziekolwiek się gra, nawet będąc najlepszym graczem swego zespołu. W Borussii nikt nikogo do niczego nie namawia. Wchodzę na siłownię przed treningiem, a tam ćwiczy już połowa drużyny, mimo że nie musi. Bierze górę świadomość, że mnóstwo konkurentów czyha na nasz słabszy moment. Dlatego zabierasz się do pracy, by ten słabszy moment nigdy nie przyszedł. Proste, prawda? Mniej narzekania, więcej pracy proponuję.

Powiedz to młodemu ligowcowi, który osiągnie byle sukcesik i odlatuje.

- Nie ma mnie w Polsce od ośmiu lat, nie mam zamiaru mówić, że wszystko jest "be". Ale coś w tym jest, że my, starsi piłkarze, mieliśmy do futbolu inne podejście. Obecną młodzież, która wyjeżdża z Polski, inne realia zaczynają przerastać. Nie są przygotowani na tak duży przeskok.

Rozpoczynają się eliminacje Euro 2016.

- Najpierw poznajmy rywali, dopiero potem pomówimy o prognozach. Przyznam szczerze, że wolałbym w końcu odejść od obietnic, zapewnień, że teraz na pewno się uda, a zamiast tego wyjść na boisko i to zrobić. Niezależnie od przeciwnika. Potrafimy grać, potrafimy też wygrywać, ale z jednym zastrzeżeniem - musimy dać z siebie wszystko, nie zostawiając rezerwy. Wspomniana Anglia czy inny mocny rywal nie musi, ich możliwości są wiele większe, bywa, że zwyciężają, dając z siebie 80 proc. U nas to nie przejdzie. Im szybciej zdamy sobie z tego sprawę, tym lepiej.

Czujesz jako kapitan dodatkową odpowiedzialność?

- Oczywiście, że czuję, w końcu wiele lat gram w reprezentacji. Zawsze największa presja spada na tego, który ma najwięcej meczów, ale akurat mnie to nie deprymuje, lecz mobilizuje.

Poczułeś, że wraz z Adamem Nawałką idzie nowe?

- Z każdym trenerem miałem dobry kontakt. W nowych okolicznościach stawiane są nowe cele, a wtedy u każdego ambitnego człowieka wzrasta mobilizacja. To normalne. Mogę jeszcze raz powiedzieć, jak bardzo chcemy przejść przez eliminacje z sukcesem, ale zapewnienia bez czynów i realnych efektów nie mają sensu. Pokażmy, a ludzie docenią.

Byłeś zaskoczony, że do reprezentacji wraca Obraniak?

- Przede wszystkim cieszę się, że Ludo znów będzie z nami. W reprezentacji zawsze powinni grać najlepsi i już.

Masz wyobrażenie podstawowej jedenastki?

- To pytanie do trenera, choć nie ukrywam, że jestem z nim w stałym kontakcie. Ma swoją wizję i za nią odpowie, nam pozostaje jego plan zrealizować. Życie nauczyło mnie wiele, ostatnia rzecz, która może mi się przytrafić, to się poddać. Będziemy walczyć, na ile wystarczy sił i zdrowia. Wiem, jak skrajne emocje wywołują takie deklaracje, ale jeszcze raz zamknę to w słowach: wyjdźmy, pokażmy, udowodnijmy.

Zawiedzeni fani gwiżdżą na reprezentację. Rozumiem, że ty zakazów stadionowych nie będziesz na nich nakładał, jak zrobił to Mateusz Klich?

- Ciężko pracujmy, ludzie to dostrzegą i docenią.

Borussię też czekają zmiany. Czy po kolejnych wzmocnieniach Bayernu, także waszym kosztem, walka o mistrzostwo Niemiec ma jeszcze sens?

- Zobaczymy. Jeszcze cztery lata temu nikt na nas nie stawiał, a mimo to zdobywaliśmy mistrzostwo dwa razy z rzędu. Piłka wiele rzeczy widziała, nie można nam odbierać marzeń.

Nie zniechęca cię, że odchodzą topowi piłkarze - Mario Götze, Robert Lewandowski, mówi się też o transferze Marco Reusa? Może należy już pytać, co dalej z Kubą?

- Każdy podejmuje decyzje, za które ponosi konsekwencje. Dobre czy złe, życie pokaże. Jeden ma marzenia, by zagrać w pięciu ligach, drugi dobrze czuje się w jednym klubie. Piłkarz sam wybiera drogę, inni niezależnie od tego, czy im się podoba, czy nie, powinni to szanować, dalej żyć i walczyć. To chyba najzdrowsze podejście, prawda?

Ciebie nie korcą nowe wyzwania?

- Nigdy nie wiesz, co przyniesie życie, ale w Dortmundzie czuję się bardzo dobrze, dlatego przedłużyłem kontrakt na kolejne pięć lat. Mam swoje wartości i plan.

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ