Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ludovic do grania. Jak rozwiązać problem Obraniaka?

Nie łudźcie się, że sprawa Ludovica Obraniaka zostanie szybko rozwiązana. Sprawy Obraniaka się nie rozwiązuje, w sprawie Obraniaka się szuka winnych. Tu każdy ma swoje zdanie wyrobione z góry i będzie go bronił jak niepodległości.
Kto chce uderzyć w Zbigniewa Bońka, ten uderzy w Bońka, jako tego który powiedział, że "farbowane lisy" mają się z polskiej kadry wynieść. Choć tak nie powiedział. Mówił o zmianie reguł gry, ale zaznaczył, że ta zmiana nie będzie działała wstecz. Kto chce, ten uderzy i przy tej okazji w Obraniaka, bo przecież należy zostawić żonę tuż przed porodem i jechać na zgrupowanie kadry, jak to zrobili kiedyś Artur Boruc i Kamil Glik. Choć nie należy, najwyżej można, a na pewno nie można winić kogoś, kto w takiej sytuacji na zgrupowanie nie jedzie. Kto chce w końcu, ten uderzy w Adama Nawałkę, jako marionetkę Bońka, choć trener jest tu winny najmniej. Bo ani jego wywiad w "Przeglądzie Sportowym" ani jego postawa nie były w sprawie Obraniaka radykalne. Wygląda na to, że trener początkowo całej prawdy o rozmowach z Ludovicem nie mówił, bo nie chciał robić zawieruchy na pierwszym zgrupowaniu. Ale gdyby był marionetką prezesa, to po co miałby w ogóle sprawę Obraniaka ruszać? Nawałka w tej sprawie idzie środkiem i wierzy w siłę rozmowy. A w zamieszaniu wokół piłkarza Bordeaux takich ludzi jest najmniej. Tutaj albo trzeba być prawdziwym Polakiem i nie widzieć miejsca dla Polaków podrabianych, albo być najbardziej postępowym Polakiem od Vancouver do Władywostoku i uważać, że piłkarz może sobie mówić, w jakim języku chce, byle grał w reprezentacji dobrze.

Oczywiście, że Boniek w sprawie Obraniaka taktowny nie był, mówiąc, że go nie ceni, bo po pierwsze, nie on go do gry dla Polski namawiał (tak już bywa z wielkim ego), a po drugie, nie jest do niego przekonany jako piłkarza. Ale też i Obraniakowi jest coraz mniej z Polską po drodze, i było tak jeszcze, gdy rządził Grzegorz Lato, a na trenerskiej ławce siedział Franciszek Smuda. Jest świętym prawem szefa zarządzić, w jakim języku mówi się w jego firmie. A obowiązkiem piłkarza jest nauczyć się tego języka tak, by móc w tej firmie bez przeszkód pracować. Nikt nie wymaga od Obraniaka, żeby recytował "Pana Tadeusza". Ale mógłby się polskiego nauczyć choćby na tyle, żeby do rozmowy z trenerem nie potrzebować tłumaczy. Takie podejście to nie jest żadna zaściankowość. Chyba że zaściankowy jest też Pep Guardiola, który do Érica Abidala powiedział w Barcelonie już na wstępie: tu się mówi po hiszpańsku i masz się z tym pogodzić. A wszystkie najważniejsze decyzje podejmował w zaufanym gronie piłkarzy z Katalonii. Czy piłkarze spoza tego grona czuli się źle? Oczywiście, że się czuli źle. Ale jakoś to musieli przełknąć. Szef jest od rządzenia, a piłkarz od grania.

Adam Nawałka mówi po polsku, po angielsku, porozumie się też po włosku. Co jeszcze ma zrobić, żeby z piłkarzem, którego chciałby mieć w kadrze, porozmawiać bez wysyłania umyślnych? Nie róbmy z Bońka bohatera walki o czystość kadry ani z Obraniaka męczennika, który w tej walce musiał polec. Nie musiał. Mówimy o piłkarzu, który zaczął od dwóch goli strzelonych Grecji, a potem, niestety, dawał kadrze coraz mniej i coraz gorzej się czuł w cieniu trójki z Borussii. O piłkarzu, który na pierwszych zgrupowaniach kadry zalepiał sobie lustro w hotelowym pokoju kartkami ze słówkami po polsku, ale potem i pod tym względem stracił impet. O chłopaku, któremu niektórzy koledzy z kadry, i wcale nie Błaszczykowski ani Lewandowski, zarzucali, że jest w podejściu do kadry zbyt wyrachowany. Argumentów za Obraniakiem jest pod dostatkiem: ważne asysty w kadrze, dobre dośrodkowania, mało przekonujący Waldemar Sobota (nadzieje na zrobienie z Obraniaka "dziesiątki" są chyba jednak na wyrost, trzeba mu szukać miejsca tam, gdzie i tak sam schodzi). Argumentów przeciw - też.

Jeśli trener uważa, że mimo wszystko chce to sprawdzić, choćby po to, żeby mu po porażkach nie wypominać, że z Ludovicem wszystko by wyglądało inaczej - jego najświętsze prawo. Jeśli chce wyciągnąć rękę jeszcze raz, mimo pierwszego nieporozumienia, tym lepiej to o nim świadczy. Ale jeśli te wszystkie zaszłości mają zostać wreszcie wyjaśnione, to muszą to zacząć robić Obraniak z Nawałką w cztery oczy. Niech nawet dukają po polsku czy angielsku, mają czas. Najważniejsze, żeby wreszcie na koniec wydukać jasno i raz na zawsze: czy Ludo tak, czy Ludo nie.

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ