Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Polska - Anglia, sześć najważniejszych starć

2 : 0
Informacje
Eliminacje MŚ 2014 - Grupa H
Wtorek 15.10.2013 godzina 21:00
Wyniki szczegółowe
1 Poł
2 Poł
Wynik
Anglia
1
1
2
Polska
0
0
0
Składy i szczegóły
Anglia
Bramki:Rooney (41.), Gerrard (88.)
Kartki:Lampard, Rooney - żółta
Skład:Hart - Smalling, Jagielka, Cahill, Baines - Carrick (71. Lampard), Gerrard - Townsend (87. Milner), Rooney, Welbeck - Sturridge (82. Wilshere)
Polska
Kartki:Jędrzejczyk - żółta
Skład:Szczęsny - Celeban, Jędrzejczyk, Glik, Wojtkowiak - Krychowiak, M.Lewandowski (46. Klich) - Błaszczykowski, Mierzejewski (75. Zieliński), Sobota (65. Peszko) - R.Lewandowski
Niestety, to nie nazwiska Lubańskiego i Tomaszewskiego, ale Linekera i Scholesa unoszą się nad tą rywalizacją. Nawet jeżeli świadomi własnych słabości Anglicy boją się dzisiejszego meczu, naznaczona polską niemożnością historia dotychczasowych pojedynków przemawia na ich korzyść - pisze Michał Okoński, dziennikarz "Tygodnika Powszechnego" i autor bloga "Futbol jest okrutny". Mecz z Anglią we wtorek o 21. Relacja Z Czuba i na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl Live.
Najwyższy czas, by 17 października 1973 r. przestał być najważniejszą datą w historii polskiego futbolu, więc darujmy sobie przypominanie TAMTEGO Wembley. Wśród osiemnastu rozegranych dotąd spotkań między Polakami i Anglikami można znaleźć sześć równie emblematycznych. Kłopot w tym, że tylko jedno wygraliśmy...

6 czerwca 1973, Polska - Anglia 2:0. Myśl szkoleniowa

Mecz rozgrywany w ramach eliminacji do mistrzostw świata na kilka miesięcy przed "zwycięskim remisem": 130 tysięcy widzów na Stadionie Śląskim, wolny Roberta Gadochy, zamieszanie, w którym kontakt z piłką mogli mieć Jan Banaś i Bobby Moore, i prowadzenie Polaków. Potem gol Włodzimierza Lubańskiego na 2:0, po błędzie Moore'a - gol, który zawdzięczamy tyleż instynktowi słynnego napastnika, co prowadzonemu przez Jacka Gmocha bankowi informacji (jak przyznawali po meczu polscy piłkarze, asystent trenera Górskiego uczulał ich na fakt, że kapitan Anglików lubi przytrzymać piłkę i warto powalczyć o jej odbiór). Cieniem na wielkim sukcesie Polaków położyła się poważna kontuzja Lubańskiego - zniesiony na ramionach masażysty do karetki arcysnajper z Zabrza przez wiele miesięcy nie grał w piłkę i nigdy już nie wrócił do wielkiej formy (czy gdyby nie tamten faul Roya McFarlanda, wygralibyśmy mundial w 1974 r.?). Czerwona kartka dla Alana Balla (zabrakło go w rewanżu) podsumowała występ Anglików - podobnie jak fakt, że od tamtej pory bodaj nigdy nie przywdziali ponownie żółto-niebieskich strojów.

11 czerwca 1986, Anglia - Polska 3:0. Kat Polaków

Mundial w Meksyku, pojedynek toczony w wysokich temperaturach "piekła Monterrey". Polacy, których satysfakcjonował remis, zaczęli nawet nieźle, raz czy drugi pojawiając się pod angielską bramką - ale, jak to często w historii tych meczów bywało, miłe złego początki. Zdobycie hat tricka zajęło Gary'emu Linekerowi nieco ponad pół godziny; napastnik Anglików jak duch pojawiał się w polu karnym, by przystawić nogę do dośrodkowań ze skrzydeł i wykorzystać błąd Józefa Młynarczyka, który wypuścił piłkę zagrywaną z rzutu rożnego. A przecież przydomek "kata Polaków" dopiero na Linekera czekał - w sumie w ciągu pięciu starć z naszą reprezentacją angielski napastnik strzelił sześć goli. Z jego postacią wiąże się zresztą jedno z najbardziej dwuznacznych doświadczeń dorastającego wówczas pokolenia polskich kibiców: gdy patrzyliśmy, jak ten sympatyczny wypłosz z odstającymi uszami ośmiesza Stefana Majewskiego, Romana Wójcickiego czy Krzysztofa Pawlaka, niejeden z nas uświadamiał sobie, że istnieją więzi intensywniejsze niż narodowa; kibicując niezłym w tamtym turnieju Anglikom (pokonanym dopiero dzięki "ręce Boga i głowie Maradony"), zaczynaliśmy rozumieć, że nie jesteśmy bezwarunkowo związani z własnym miejscem urodzenia.

11 października 1989, Polska - Anglia 0:0. Historia alternatywna

Mecz jak mecz: pozbawieni szans wyjazdu na kolejne mistrzostwa świata Polacy grali o pietruszkę, Anglicy nie mogli przegrać. Rzecz w tym, że goście byli blisko porażki, a gdyby wówczas polegli, cały angielski futbol mógłby wyglądać inaczej. "Gdyby w ostatniej minucie piłka po strzale Ryszarda Tarasiewicza wylądowała w bramce Petera Shiltona, a nie na poprzeczce, Anglicy nie pojechaliby na mundial do Włoch" - pisał po latach Michał Szadkowski. "Gdyby nie pojechali, trener Bobby Robson zostałby zapamiętany jako nieudacznik, który z czterech eliminacji przegrał dwie, a Euro '88 skończył z trzema porażkami w fazie grupowej. Nie rozbłysnąłby talent Paula Gascoigne'a, obdarzonego największą wyobraźnią angielskiego piłkarza ostatniego dwudziestolecia. Nie zajęliby też czwartego miejsca - swojego drugiego najlepszego na MŚ. A gdyby go nie zajęli - w latach 80. terroryzowani przez stadionowych bandytów - nie zwariowaliby znów na punkcie futbolu". Fakt, że dramatyczny półfinał z Niemcami oglądały podczas tamtego mundialu miliony widzów, zwrócił uwagę Ruperta Murdocha, który wkrótce za prawa do transmisji spotkań ligi angielskiej zapłacił 300 mln funtów. Niedługo później narodziła się Premier League, a na Wyspy zaczęły zjeżdżać gwiazdy światowej piłki. Nawet jeśli dla samej reprezentacji Anglii skutki tej rewolucji nie są oczywiste, zgódźmy się: w sumie lepiej, że Tarasiewicz wtedy nie strzelił.

9 października 1996, Anglia - Polska 2:1. Stracona dekada

Jeden ze zbyt wielu meczów rozgrywanych między tymi zespołami w latach 90. XX wieku. Polska trafiała wówczas na Anglię niemal w każdych eliminacjach do wielkiego turnieju, z rzadka wychodząc z roli wdzięcznego tła. W 1996 r. przynajmniej zaczęło się obiecująco - golem przeżywającego wtedy gwiezdny czas Marka Citki (pierwsza bramka Polaków na Wembley po 23 latach, "jeśli nie wierzycie, ja was o tym przekonuję!" - upewniał widzów Dariusz Szpakowski) - ale skończyło się jak zawsze. Już 20 minut po bramce Citki fatalny błąd popełnia wychodzący z bramki Andrzej Woźniak, pierwszy przy wstrzelonej w pole karne przez Beckhama piłce pojawia się Alan Shearer i pada wyrównanie. Ukryta w rękawicach twarz polskiego bramkarza mówi wszystko o straconej okazji (choć drugi gol Shearera - po cudownym uderzeniu zza pola karnego - już Woźniaka nie obciąża) i jest symbolem tamtych zmarnowanych lat w równym stopniu, co słynne "Aj, Jezus Maria" Szpakowskiego wykrzyczane trzy lata wcześniej po chorzowskim pudle Marka Leśniaka.

27 marca 1999, Anglia - Polska 3:1. Cholerny stadion

"Scholes goals bury Poles" - ostatni hat trick angielskiego piłkarza na starym Wembley, w dodatku hat trick zdobyty nogą, głową i... ręką, wystarcza do pokonania ultradefensywnie ustawionej drużyny Janusza Wójcika. Na otarcie polskich łez bramkę zdobywa Jerzy Brzęczek, ale gdyby policzyć wszystkie niewykorzystane sytuacje Andy'ego Cole'a, triumf gospodarzy powinien być bardziej efektowny. Rzecz w tym, że Anglicy grali średnio (zdanie, które powtarzać powinniśmy jak mantrę, żeby na nowo odczarować ten cholerny stadion), tyle że Polacy i tym razem wydawali się nie wierzyć w to, że cokolwiek mogą tu zdziałać, a kiedy sami Anglicy wykładali im piłkę (jak Le Saux pod nogi Kowalczyka) - pudłowali. Debiutujący w roli selekcjonera Kevin Keegan żartował po meczu, że mając stuprocentową statystykę zwycięstw, powinien zrezygnować z posady - szczerze mówiąc, nie byłaby to najgorsza decyzja, bo okazał się jednym z najsłabszych trenerów w historii reprezentacji Anglii i odszedł w niesławie kilkanaście miesięcy później.

17 października 2012, Polska - Anglia 1:1. Bezsenność w Warszawie

Znów było blisko i znów się nie udało. Dzień po ulewie, która uniemożliwiła rozegranie meczu w planowanym terminie (dach Stadionu Narodowego nie został zamknięty, co stało się przyczyną dowcipów w całej Europie), a teraz powodowała, że piłka na rozmokłej murawie właściwie stawała w miejscu, goście byli dziwnie ospali. Po meczu któryś z Anglików skarżył się wprawdzie na fatalną sekwencję podawanych drużynie medykamentów: najpierw przygotowujące do gry o 21 tabletki z kofeiną miały utrudnić zaśnięcie, później pigułki nasenne nie pozwoliły rozbudzić się do grania następnego dnia o 17.00, ale podobne problemy mieli przecież gospodarze. Jakkolwiek było, gol Wayne'a Rooneya nie wynikał z rzeczywistej przewagi Anglików, a najbardziej znaczący i dla meczu, i dla całych angielskich eliminacji do mistrzostw świata w Brazylii okazał się błąd Joe Harta przy bramce Kamila Glika. Szkoda, że nawet jeśli dziś doczekamy się kolejnego kiksu bramkarza gospodarzy, on również nie będzie miał żadnego znaczenia. Na pożegnanie z trenerem prowadzącym Polaków powiedzmy jednak i to: wtedy, niemal równo przed rokiem, wydawało się, że Waldemar Fornalik radzi sobie na posadzie selekcjonera dużo lepiej niż Roy Hodgson.

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ