Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Eliminacje MŚ 2014. Fornalik kończy jak Smuda

1 : 0
Informacje
Eliminacje MŚ 2014 - Grupa H
Piątek 11.10.2013 godzina 20:00
Wyniki szczegółowe
1 Poł
2 Poł
Wynik
Ukraina
0
1
1
Polska
0
0
0
Składy i szczegóły
Ukraina
Bramki:Jarmołenko (64.)
Kartki:Stepanenko, Edmar, Rakicki, Chaczeridi - żółta
Skład:Pjatow - Fedecki, Chaczeridi, Rakicki, Szewczuk - Rotań, Stepanenko - Jarmołenko (90. Husiew), Edmar (90. Bezus), Konoplanka - Zozula (62. Dević)
Polska
Kartki:Peszko, Szukała - żółta
Skład:Boruc - Jędrzejczyk, Szukała, Glik, Wojtkowiak - Krychowiak, M.Lewandowski (76. Zieliński) - Błaszczykowski, Klich (66. Mierzejewski), Sobota (61. Peszko) - R.Lewandowski
- Fornalik ma nosa, w jego drużynie jest duch, wszystko wygląda zupełnie inaczej niż u Smudy - mówił w październiku ubiegłego roku Andrzej Juskowiak. - Naprawdę nie ma się do czego przyczepić - cieszył się Tomasz Iwan. Niestety, ostatecznie Waldemar Fornalik poszedł drogą swego poprzednika i również nawet nie otarł się z kadrą o sukces.
Remisując 1:1 z Anglią reprezentacja Polski kończyła jesień 2012 roku z pięcioma punktami zdobytymi w trzech meczach rozpoczynających eliminacje MŚ 2014. W najbliższy wtorek rewanżowym spotkaniem z Anglią na Wembley zespół Fornalika zakończy eliminacje, które ostatecznie przegrał w piątek w Charkowie.

W meczu z Ukrainą polscy piłkarze nie zaprezentowali się najgorzej i tak naprawdę nie przez tę porażkę stracili szanse gry na brazylijskim mundialu. Kluczowe były remisy we wcześniejszych meczach z Mołdawią i Czarnogórą oraz domowa klęska z Ukrainą. To w tych spotkaniach okazało się, że były trener Ruchu Chorzów nie jest wybitnym strategiem, psychologiem i odważnym wizjonerem.

Trenerski nos

- Fornalik ma nosa, umie dobierać zawodników i stawiać na tych, którzy akurat pokazują się z dobrej strony - oceniał po pierwszych meczach eliminacji Juskowiak.

Dziś widać, że selekcjoner w ważnych momentach się myli. W pierwszym meczu z Ukrainą uznał, że człowiekiem zdolnym do kreowania gry jest pomijany przez niego wcześniej (później też) Radosław Majewski. W rewanżu niespodziewanie zrezygnował z Piotra Zielińskiego, bezsprzecznie jednego z liderów drużyny w poprzednich meczach.

Taktyka? Głową w mur i za podwójną gardą

- Jest dużo lepszym taktykiem od Smudy, bo wreszcie nie gramy tylko długich piłek do Lewandowskiego, licząc, że sam coś zrobi - mówił Iwan.

Niestety, długich piłek granych do Lewandowskiego cały czas jest za dużo, pomocnicy są ustawieni za daleko od naszego napastnika, a ten nadal zbyt często musi samotnie walczyć z obrońcami. Myśli na pokonanie rywala w poczynaniach naszej kadry nie było widać i w poprzednich meczach. Po stracie gola z Mołdawią gracze Fornalika przez całą drugą połowę bili głowami w mur, a w meczu z Czarnogórą trener nie umiał zareagować na ruch szkoleniowca rywali, który zmianą w swym zespole wyłączył z gry najlepszego wcześniej po naszej stronie Klicha.

Na początku pracy z kadrą trener chciał grać ofensywnie, wystawiał dwóch napastników, a kiedy trzeba było rzeczywiście atakować i wygrywać, nie potrafił zrezygnować z wstawiania do składu dwóch defensywnych pomocników. Taki wariant stosował nawet w meczach z Mołdawią, pierwszym z San Marino i w Charkowie, gdzie marzenia o mundialu mogło przedłużyć tylko nasze zwycięstwo. Podobną decyzję w meczu z Czechami o wyjście z grupy na Euro 2012 podjął Smuda, wierząc, że skoro aż trzech defensywnych pomocników dobrze spisało się w meczu z Rosją, to warto powtórzyć manewr również w meczu, który bezwzględnie trzeba wygrać.

On trafia, oni nie?

- Trener jest dobrym psychologiem, trafił do piłkarzy dotąd niedocenianych, jak Glik czy Grosicki, wyzwolił z nich to, co najlepsze - twierdził Iwan. - Fornalik świetnie dociera do swoich zawodników, dzięki czemu oni grają najlepiej, jak potrafią - przekonywał Zieliński. - Widać, że w jego drużynie jest duch, że on sam trafia do piłkarzy, że umie ich zmobilizować - podkreślał Juskowiak.

Szkoda, że i pod tym względem sporo się zmieniło. Nasi piłkarze niby się starają, niby walczą, ale tak naprawdę nigdy nie potrafią na rywala naskoczyć i zdusić go, bardzo źle znoszą niepowodzenia. - Nie wiedzieli, co zrobić, i spuścili głowy - złościł się Józef Młynarczyk po pierwszej porażce z Ukrainą. Wtedy sami zawodnicy przyznawali, że nie zdołali się podnieść po tym, jak tuż przed przerwą stracili gola na 1:3. - Mentalnie Ukraińcy byli lepsi, od początku wiedzieli, po co przyjechali do Warszawy, przewyższali nas agresywnością, widać było, ile faulują, nie bali się ostrej gry, kartek. Oni walczyli o każdy centymetr boiska, pokazali, że to oni rządzą - wyliczał Młynarczyk.

Przed rewanżem z Ukrainą Iwan i Jacek Bąk mówili wprost, że w drużynie Fornalika nie ma lidera, że brakuje w niej piłkarzy z charakterem. Może byłoby inaczej, gdyby trener porwał zespół tak, jak swego czasu zrobił to choćby Leo Beenhakker.

Niekończący się eksperyment

Beenhakker ostatecznie skończył w podobnym stylu, w jakim kończy Fornalik, ale Holender niewątpliwie przez jakiś czas był prawdziwym bossem (tak tytułował go zresztą asystent Bogusław Kaczmarek). Wydawało się, że panuje nad sytuacją, kiedy jego drużyna nie pękła i po kompromitacji Polskiego Związku Piłki Nożnej nie zawiodła w opóźnionym o dobę meczu z Anglią. Później "Waldek King" już coraz częściej przypominał miotającego się Smudę. - Jesteśmy chyba jedynym zespołem w Europie, który na tym etapie eliminacji jeszcze eksperymentuje - zauważał Jacek Ziober na dwie kolejki przed końcem walki o mundial. W Charkowie eksperyment trwał w najlepsze, bo tam Fornalik po raz pierwszy dał zagrać Mariuszowi Lewandowskiemu i Sławomirowi Peszce.

Co ciekawe, budując drużynę przez całe eliminacje trener tak naprawdę nie potrafił nawet dokończyć stawiania fundamentów. Obrona do tego momentu nie funkcjonuje w jasno określonym zestawieniu. Oczywiście nie mamy dziś wielu defensorów na dobrym poziomie, ale choćby podstawowy w trzech ostatnich meczach stoper Łukasz Szukała został sprawdzony dopiero w sierpniu bieżącego roku, a Grzegorz Wojtkowiak zagrał u Fornalika dopiero po raz drugi, po rocznej przerwie (w październiku 2012 roku wystąpił w sparingu z RPA).

Nowy Olisadebe, nowy Bronowicki? Nie ma

- Mądrość sztabu szkoleniowego Waldka wielu może zaskakiwać. On w krótkim czasie pozyskał dla drużyny tak dobrych i perspektywicznych zawodników jak Wszołek, Krychowiak i Glik, a za chwilę kolejną ważną postacią może zostać Milik - mówił przed rokiem Zieliński.

Dziś widzimy, że Glik, choć rzeczywiście jest liderem obrony, to jednocześnie nie jest jej pewnym punktem (przez niego traciliśmy gole z Ukrainą i Czarnogórą), że Robert Lewandowski nadal nie ma w ataku żadnej konkurencji, że w pomocy również przez postawę trenera straciliśmy Ludovika Obraniaka, że Krychowiak, choć solidny, pewniej wyglądał w ubiegłym roku. Nawet Klich i Zieliński, którym Fornalik dał szansę, nie stali się jeszcze jego pewniakami, a przez to nie są też gotowymi reprezentantami, których ten trener po sobie zostawi. Selekcjoner, który po meczu z Anglią niemal na pewno pożegna się z kadrą, nie znalazł dla niej tak wyrazistych postaci jak Emmanuel Olisadebe, Jacek Krzynówek czy bracia Żewłakowowie odkryci dla drużyny narodowej przez Jerzego Engela, albo jak Grzegorz Bronowicki, Paweł Golański czy Radosław Matusiak, których z pożytkiem dla kibiców wymyślił sobie Beenhakker.

Stracił głowę

W 17 meczach kadry pod wodzą Fornalika wystąpiło 64 zawodników, a co najmniej kilku z nich selekcjoner po raz pierwszy oglądał dopiero na prowadzonych przez siebie zgrupowaniach. Czasami, jak jego poprzednik, sprawiał wrażenie nie do końca zorientowanego w sytuacji swoich podopiecznych. Przed wrześniowymi meczami z Czarnogórą i San Marino powołał kontuzjowanego Arkadiusza Milika, później również kontuzjowanego Artura Sobiecha, a w końcu Pawła Brożka, który wówczas dopiero wprowadzał się na nowo do Wisły Kraków i nie zdążył jeszcze rozegrać dobrego meczu. Fornalikowi, tak jak Smudzie, często zarzucano, że za rzadko jeździ na mecze swoich zawodników, a przed spotkaniem Polski z Czarnogórą dziwiono się, że zamiast przyglądać się piłkarzom kadry, ogląda mecz polityków z celebrytami. Zaglądanie innym do kieszeni nie jest eleganckie, ale wielu tłumaczyło, że Fornalikowi trzeba przypominać, że na miesięczną pensję w wysokości 150 tys. zł powinien pracować solidniej.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ