Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Michał Listkiewicz dla Sport.pl: Wrócić do roboty na której się znam

- Jeśli brać trenera zagranicznego, to tylko z najwyższej półki. Ale zastanawiam się, kto mógłby go teraz znaleźć. Dlatego wydaje mi się, że najlepszą opcją jest Jurek Engel albo Heniek Kasperczak - mówi były prezes PZPN.
Robert Błoński: Dlaczego polskiej reprezentacji znowu się nie udało?

Michał Listkiewicz: W trzech poprzednich wielkich futbolowych imprezach byłem prezesem i przynajmniej potrafiliśmy awansować na dwa mundiale i Euro w pięknym stylu. Jeśli teraz Franek Smuda pyta, ile punktów na Euro zdobył Leo Beenhakker, to się ośmiesza. Euro dostał w prezencie ode mnie i grupy osób, którymi kierowałem w latach 2003-07. W karierze selekcjonera Franek rozegrał trzy mecze: dwa zremisował i jeden przegrał. Na wielkim turnieju zdobył dwa punkty, a awans do ćwierćfinału był obowiązkiem. Meczów towarzyskich nie liczę, bo nie mają obecnie żadnego znaczenia. Nawet te z Niemcami, Francją czy Argentyną. Tam już nikt nie pamięta wyników potyczki z Polską.

To oczywiście nie jest Franka wina, że grał tylko sparingi. Jednak przygotowanie zespołu do wielkiego turnieju go przerosło. Arsene Wenger, menedżer Arsenalu, powiedział, że taktycznie byliśmy jedną z najsłabszych drużyn na Euro. Przegraliśmy ogromną szansę.

Wszyscy przygotowywali się i pracowali niemal perfekcyjnie, z największym zaangażowaniem. Miasta, samorządy, rządy, budowniczowie lotnisk, dróg i dworców wykonywali robotę najlepiej jak można. Schrzanił ją Smuda. Przy pomocy piłkarzy. W katastrofalnym stylu przegrali imprezę życia. Następne Euro nie będzie już takie samo. Nie u nas, zagrają aż 24 zespoły, czyli połowa z tych, które przystąpią do eliminacji. Mistrzostwa 2016 zaczną się tak naprawdę od ćwierćfinałów. Żal mi Euro, bo - prócz piłkarzy - Polacy są jego zwycięzcami. Kibice śpiewają "Polska! Biało-czerwoni!" i tak rekompensują sobie porażkę. Od piłkarzy są lepsi o wiele długości.

To akurat nie było trudne.

- Mogliby się odwrócić od Euro i pozamykać w domach jak cztery lata temu Austriacy i Szwajcarzy po fazie grupowej, na której skończyli grę w turnieju. Tam atmosfera siadła, fanzony opustoszały. A u nas wciąż jest święto. Tylko politycy, od prawej do lewej strony, próbują je psuć. Znów ktoś chce wprowadzić kuratora do PZPN. Mam dokumenty z dokonaniami kuratorów związku. Żaden nie zrobił nic pozytywnego, a jeden wydał około pół miliona złotych na cele niezwiązane z działalnością. Kurator to nie jest dobry pomysł.

Kto będzie nowym trenerem? Waldemar Fornalik?

- To faworyt wiceprezesa, Antka Piechniczka. Ja nie jestem przekonany. Franek, król naszego podwórka, też wydawał się kandydatem idealnym. Ale to nie ten sam rozmiar kapelusza nie tylko w porównaniu z Hiszpanem del Bosque czy Niemcem Löwem, ale nawet z Czechem Bilkiem. Bycie selekcjonerem dziś jest sto razy trudniejsze, niż prowadzenie klubu i dwieście razy trudniejsze, niż prowadzenie kadry 20 lat temu. Trener musi być genialnym strategiem i motywatorem. Nie ma czasu, by przygotować zespół fizycznie. Na początku września gramy mecze eliminacyjne z Czarnogórą i Mołdawią, a potem w październiku przyjadą Anglicy. Musimy mieć trenera, który zwoła pospolite ruszenie i w tych trzech meczach wywalczy siedem punktów. To musi być człowiek od zadań specjalnych, na początek eliminacji. Ja widzę tylko dwie Jurka Engela albo Heńka Kasperczaka. Waldek Fornalik mógłby być asystentem. Jurek i Heniek ostatnio nie pracowali, ale dobremu pianiście wystarczy krótka rozgrzewka, by po przerwie zagrać dobry koncert. Po tych trzech meczach możnaby zdecydować, co dalej.

Zastanawiam się też, czemu nie pada nazwisko Adama Nawałki. Uważam, że jego kandydaturę należałoby rozważyć przynajmniej tak poważnie, jak Fornalika. Dobrze sobie radził w trudnych warunkach, to wspaniały człowiek i były świetny piłkarz.

A trener zagraniczny?

- To byłoby bardzo dobre rozwiązanie, ale musiałby przyjść fachowiec z najwyższej półki, a nie Berti Vogts czy Lothar Matthaeus. Pamiętam, że kiedy starałem się o zatrudnienie Leo Beenhakkera, razem z Henrykiem Apostelem spotykaliśmy się z kandydatami nawet w przygranicznych miasteczkach, by zacierać ślady. I wtedy wybraliśmy dobrze. Ale zastanawiam się, kto mógłby znaleźć "nowego Beenhakkera" w obecnych czasach.

26 października wybory na prezesa PZPN.

- Słyszałem, że Grzegorz Lato może znowu kandydować. Moim zdaniem byłoby to z jego strony potężne ryzyko, a porażka bardzo prawdopodobna.

To kto będzie nowym prezesem?

- To będą nerwowe wybory, podobne do tych w 1999 roku, kiedy pokonałem Mariana Dziurowicza. Wszystko ważyło się do końca. Jeśli szefowie okręgów się dogadają, to wygra ktoś z opcji piłka amatorska plus województwa. Kandydaci? Stefan Antkowiak z Poznania, Eugeniusz Nowak z Bydgoszczy, Edward Potok z Łodzi, Andrzej Padewski z Wrocławia... Na pewno jednak chętnych będzie wielu.

A pan?

- Ja już swoje przeżyłem na tym stanowisku. Może poszukajmy kogoś innego? Śmieszy mnie, że politycy, którzy kiedyś prawie mnie zabili, dziś chwalą. Nie ukrywam, że chciałbym wrócić do PZPN. Może jako wiceprezes ds. zagranicznych, a może sekretarz generalny? Ostatnie cztery lata byłem odsunięty. Wiodłem życie rentiera. Mecze Euro oglądam z loży vipów dzięki UEFA. Ale chciałbym wrócić do roboty, na której się znam.

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ