Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Euro 2012. Czy to już cała prawda o kadrze?

Za czwartkowy występ w ?Kropce nad i? u Moniki Olejnik specjaliści od wizerunku przyznają kapitanowi reprezentacji Jakubowi Błaszczykowskiemu wysokie noty - pisze dziennikarz Gazety Wyborczej i Sport.pl, Przemysław Iwańczyk
Za czwartkowy występ w "Kropce nad i" u Moniki Olejnik specjaliści od wizerunku przyznają kapitanowi reprezentacji Jakubowi Błaszczykowskiemu wysokie noty. Był nienagannie ubrany i uczesany, mówił płynnie. Sześć razy, nie pytany wracał do - jak ją nazwał "niefortunnej" - wypowiedzi na temat skąpo wydzielanych przez PZPN-u biletów, za która zbiera teraz razy. Powtórzony za Robertem Lewandowskim manewr z podarowaniem koszulki też wyszedł fajnie, bo prowadząca ubrała ją na zakończenie.



Oczywiście Błaszczykowski ma prawo przyjmować zaproszenia do wybranych programów, ale poszedł na łatwiznę. Wiedział, że dziennikarka polityczna, nawet dociekliwa, nie zada mu trudnych pytań o przygotowanie fizyczne, atmosferę w drużynie. Być może piłkarz uznał, że kwadransem promocji zatrze złe wrażenia po nie przystających do klasy kapitana reprezentacji wypowiedziach zaraz po meczu z Czechami. Nie zatarł. Najzłośliwsi skwitowali występ: "Miał być Hugo Boss, wyszła Biedronka".

Mnie, lider reprezentacji też rozczarował. Nie dowiedziałem się, czy piłkarze zdają sobie sprawę, jak wielką szansę na sukces i promocję futbolu zmarnowali i czy nadal chcą pracować z Franciszkiem Smudą, czy może - o czym coraz głośniej opowiadają będący przy drużynie - krytykowali go zaraz po ostatnim gwizdku na Euro.



Ale razy powinien zbierać nie tylko Błaszczykowski. Nie wymagam, by w mediach o przyczynach niepowodzeń dyskutowali młodzi Rafał Wolski czy Marcin Kamiński, bądź mniej obeznani z polskimi realiami Ludovic Obraniak i Sebastian Boenisch. Są jednak w tej drużynie liderzy lub tacy, którzy chcieliby nimi być.

Nie spodziewam się, że będą opowiadać o tym, ile czasu zajmowała im batalia z prezesem o premie, dlaczego nie przepada za sobą dwóch kluczowych dla kadry piłkarzy i czy przekłada się to na klimat w drużynie, ani nawet o nocnych hotelowych harcach po meczu z Andorą.

Chciałbym jednak, by zachowali się jak reprezentanci wracającej po batach na mundialu w Niemczech, czy na poprzednim Euro. Tamci mieli odwagę, by z kibicami przez media rozmawiać, mimo że ich trenerzy zamykali się w sobie, szukając winnych dookoła. Tym razem było odwrotnie. Smuda - co prawda nie pojechał do fanzony z piłkarzami - ale podziękował za pracę z reprezentacją od razy po porażce, udzielił wywiadów w których mniej lub bardziej udolnie podsumował 2,5-letni czas kadry.

Pozytywnym wyjątkiem był Marcin Wasilewski. Obrońca Anderlechtu powiedział dziennikarzowi "Rzeczpospolitej" co myśli: "Jak pojechaliśmy w niedzielę do fanzony i widziałem zawiedzionych kibiców, to nie chciałem słuchać, że nic się nie stało. Nie chciałem podziękowań. Należał nam się kopniak w dupę, a nie brawa (...). Zostawiliśmy na boisku całe serce, ale naprawdę ciężko było to tak koncertowo zepsuć. (...).My, piłkarze, wychodzimy na boisko i realizujemy wizję trenera. (...) Można pytać, co by było, gdyby były inne zmiany albo ustawienie, ale teraz to nie ma sensu".

Po zapewnieniach, że mamy drużynę XXI w. spodziewałem się, że poza Wasilewskim są inni wojownicy zdolni do konfrontacji nie tylko na boisku, ale i poza nim. A na razie wygląda, że mamy chłopców gotowych tylko do miłych rozmów i chowających się w chwilach niepowodzeń. Być może ten brak charakteru najlepiej tłumaczy naszą porażkę.

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ