Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Analityk reprezentacji: Grecy? Zdyscyplinowani, pewni siebie i zabójczo skuteczni

- Dla drużyny Fernanda Santosa porażka podczas inauguracji nie będzie tak dotkliwym ciosem, jakim może być dla nas. W drugim meczu z Czechami Grecy zagrają tym samym składem i z tymi samymi założeniami taktycznymi. Jeśli dorównamy Grekom jako zespół, o wyniku mogą zdecydować indywidualności. A tu mamy więcej atutów - mówi analityk odpowiedzialny w reprezentacji Polski za rozpracowanie rywali
1 : 1
Informacje
Euro 2012 - Grupa A
Piątek 08.06.2012 godzina 18:00
Wyniki szczegółowe
Wynik
Polska
1
Grecja
1
Robert Błoński: Czy nasi piłkarze wiedzą już wszystko o Grekach?

Hubert Małowiejski: Futbol uczy pokory, więc jeśli w piątek niczym nas nie zaskoczą, to powiem: wiedzieliśmy o nich wszystko. Nie chcemy uchodzić za takich, którym przed meczem wydaje się, że rywal nie ma tajemnic. Na pewno jednak będziemy przygotowani teoretycznie. Ogólną charakterystykę greckiej drużyny powinni znać wszyscy piłkarze, ale mamy też bardzo szczegółowe materiały o formacjach i stałych fragmentach gry. Jeśli którykolwiek z kadrowiczów będzie potrzebował czegoś więcej niż to, co niezbędne, jestem do dyspozycji 24 godziny na dobę. Z doświadczenia wiem, że piłkarze będą coraz bardziej ciekawi. Nadszedł czas ostatecznych podsumowań, Grecy tak jak my rozegrali ostatni sparing [pokonali Armenię 1:0], oba zespoły czekają już na piątek na godzinę 18. Są stale monitorowani i jak tylko przylecą do Warszawy, będziemy śledzić, co się u nich dzieje. Chodzi na przykład o obrońcę Vassiliosa Torossidisa, który w majowym meczu ze Słowenią doznał kontuzji i zszedł z boiska. Greckie media nie informują, co dokładnie się stało, jak poważny jest uraz i czy zdąży się wyleczyć na mecz z nami. Zakładamy, że tak.

Żaden szczegół dotyczący Greków nie umknął?

- Od dnia losowania grup na każdym ich sparingu mieliśmy swoich wysłanników. Byli też w trakcie ich przygotowań do Euro w Austrii. Kiedy my trenowaliśmy w Lienz, Grecy ćwiczyli niecałe 100 km dalej, w Kitzbühel. Trener Fernando Santos otwierał większość zajęć, więc mieliśmy dostęp do informacji. Po sparingach ze Słowenią i Armenią dostawałem raport, bo trener odpowiedzialny za Greków przyjeżdżał do Lienz, rozmawialiśmy i razem oglądaliśmy materiał.

Z Grekami było o tyle łatwiej, że w kwietniu ubiegłego roku graliśmy z nimi sparing w Pireusie. Zremisowaliśmy 0:0, ale przygotowując się do tamtego meczu, miałem materiały z pierwszej fazy eliminacji Euro 2012. Obserwujemy ich, odkąd po MŚ w 2010 roku w RPA selekcjonerem został Santos. Widziałem ich mecze po kilka razy. Wiedza jest spora; kwestia, by piłkarzom przekazać to, co najważniejsze, co może pomóc na boisku. Od poniedziałku rozpocznie się "wałkowanie" Grecji na wszystkie strony. Dla mnie to będzie mecz tak ważny jak finał. Jeśli jednak, odpukać, coś się nie uda, końca świata nie będzie. Turniej to minimum trzy mecze, nie jeden. Tyle tylko, że pierwszy zawsze jest kluczowy. Na ostatnich trzech wielkich imprezach przegrywaliśmy go i dlatego teraz nie chcemy, by drugie spotkanie Euro 2012 - z Rosją - było meczem o wszystko.

Przeciętny kibic niewiele wie o reprezentacji Grecji. Kojarzy się z mistrzostwem Europy, które zdobyła w 2004 roku, brakiem indywidualności i mało efektownym futbolem.

- Ja mówię: Grecja, a myślę: drużyna. Porównując ją z Rosją czy Czechami, uważam, że może nie mają takich gwiazd, ale jako zespół wyglądają najlepiej. Mówi się, że drużyna jest tak dobra jak jej najsłabszy piłkarz. U Greków trudno takiego wskazać. W każdej formacji mają liderów, ale ich główną siłą jest kolektyw i doświadczenie. Odkąd Santos zastąpił Otto Rehhagela, przegrali tylko raz - 1:3 listopadowy sparing z Rumunią, w którym trener wystawił eksperymentalny skład. Tylko wtedy stracili więcej niż jednego gola. Kilka takich spotkań może być przypadkiem, ale 17 - już nie. Grecy tracą średnio pół bramki na mecz. W eliminacjach rzadziej tracili je tylko Włosi i Rosjanie.

Od dwóch lat nie grali z Hiszpanią, Niemcami, Włochami, Francją czy Portugalią, ale przecież Polska też nie należy do faworytów turnieju. Grecy są zdyscyplinowani, w ich drużynie panuje znakomita atmosfera, to jedna wielka rodzina. Santos nie wahał się powołać rezerwowych w klubach, np. 35-letniego Georgiosa Karagounisa z Panathinaikosu, który w lidze wchodził głównie na końcówki meczów. To mentalny lider zespołu, prawa ręka selekcjonera na boisku, w niego wpatrzeni są inni.

Dlaczego tak ciężko strzelić im gola?

- Można Greków nie doceniać, ale ostrzegam, że mają doświadczenie z wielkich turniejów, w których regularnie grają. W klubach występują w Lidze Mistrzów i Lidze Europejskiej, sześciu gra za granicą. Trzon stanowią piłkarze Olympiakosu, który kilka miesięcy temu wyprzedził w Champions League "naszą" Borussię Dortmund. Nasze gwiazdy zespołu mistrza Niemiec oczywiście w niczym nie ustępują Grekom, ale próbuję powiedzieć, że to bardzo solidni gracze.

Santos nie próbował ich zmienić, kontynuuje politykę Otto Rehhagela.

- Portugalczyk pracował od lat w greckich klubach i zna mentalność zawodników, a oni znają jego. Kadra na Euro nie jest niespodzianką. Powołał zawodników, z którymi wygrał eliminacje. Nie pominął nikogo z pierwszych stron sportowych gazet.



Jak grają Grecy?

- Generalnie w ustawieniu 4-3-3 modyfikowanym na 4-1-4-1 albo 4-2-3-1. Sprowadza się to do czwórki obrońców, trójki pomocników ustawionych w środku, dwóch skrzydłowych i napastnika.

W defensywie zawsze jest ich czterech, w tej formacji trener stara się mieszać jak najmniej. Ma pięciu kandydatów na cztery pozycje: Torosidis gra na prawej obronie, Iossif Cholevas na lewej, w środku Avraam Papadopoulos i Sokratis Papastatopoulos. Piąty to 20-letni Kyriakos Papadopoulos z Schalke, który strzelił gola w ostatnim sparingu z Armenią. Po stracie piłki obrońcy muszą jak najszybciej wracać do swoich podstawowych obowiązków z tyłu. Podobnie jest z trójką środkowych pomocników. Obrońcy Papadopoulos i Torosidis dobrze grają głową, są groźni przy rzutach wolnych i różnych. Ten drugi potrafi także skończyć akcję dośrodkowaniem ze skrzydła lub strzałem. Wzrost jest ich atutem, ale nie można im zarzucać małej zwrotności czy braku szybkości.

Czy ich pierwsza jedenastka jest dla nas tak klarowna jak nasza dla Greków?

- Większych tajemnic nie ma. W bramce stanie 38-letni Konstantinos Chalkias albo o dziesięć lat młodszy Michalis Sifakis. Nie wiem, czy trener już zdecydował. Z Armenią bronił Sifakis, ze Słowenią Chalkias. Będziemy przygotowani na oba warianty, ale to, kto ostatecznie zagra, wielkiej różnicy nie robi. W eliminacjach greccy bramkarze nie popełniali błędów.

W defensywie zakładamy, że Torossidis się wyleczy, więc na środku powinno zabraknąć miejsca dla Papadopoulosa z Schalke. Z drugiej strony tamtejsza prasa pisała, że to on ma być greckim antidotum na Roberta Lewandowskiego. W środku pomocy pewniakami są 33-letni Katsouranis i o dwa lata starszy Karagounis, czyli mistrzowie Europy z 2004 roku. Ten pierwszy nie grał z Armenią, ale to filar Greków. W kwalifikacjach nie wystąpił tylko w jednym meczu, gdy pauzował za kartki. Karagounis zagrał we wszystkich, podobnie jak skrzydłowy Dimitros Salpingidis. Wszyscy są Santosowi niezbędni. Trzecim obok dwójki doświadczonych mistrzów z 2004 roku może być 26-letni Ioannis Maniatis. Trójka ofensywna to Georgios Samaras z Celticu z lewej strony, Salpingidis z prawej i Theofanis Gekas na środku ataku. W takiej ofensywnej konfiguracji kończyli eliminacje.

Grecy mało goli tracą, ale niewiele też strzelają ...

- Kibic, który oglądałby ich mecze z odtworzenia, znając wynik, mógłby usnąć. To nie jest futbol cieszący oko. Ale potrafią być zabójczo skuteczni, potrafią doprowadzić przeciwnika do stanu, w którym ten przestaje wierzyć, że cokolwiek złego może mu się z ich strony przytrafić. Wtedy Grecy wykonują stały fragment gry albo wykorzystują kontrę i ten jeden złoty moment zamieniają na gola. Mnie wręcz poraża ich konsekwencja taktyczna. Południowców znamy jako piłkarzy z gorącymi głowami, emocjonalnym podejściem do meczów. Temperamenty Greków trenerzy okiełznali. Spowodowali, że gracze wychodzą na boisko skupieni na zadaniach, rzadko kiedy zdezorganizowani w defensywie. W wielu fragmentach przypominają dawną żelazną dyscyplinę Włochów. Nie boją się faulować. W eliminacjach dostali 27 żółtych kartek. Więcej miały tylko cztery zespoły, z finalistów to oni byli upominani najczęściej. To pokazuje, że po stracie piłki mają nakazane przerywać akcje przeciwnika faulem. Wszystko po to, by zdążyć wrócić i ustawić się w defensywie.

To, że ktoś strzeli Grekom gola, nie znaczy, że wygra mecz. Od 2010 roku pięć razy odrabiali stratę.

- Są silni mentalnie i pewni wartości. Bierze się to z przekonania o swojej mocy. Pomogły wyniki, 14. miejsce na świecie. Grekom ciężko uwierzyć w porażkę, dlatego grają bardzo spokojnie. Trudno mi skojarzyć drugą drużynę, która w trudnych momentach jest tak wyważona i spokojna. Patrząc na nich, odnoszę wrażenie, że to nie mecz, lecz film, do którego ktoś napisał pozytywny dla Grecji scenariusz, i piłkarze już w trakcie gry wiedzą, jakim wynikiem się skończy. Nic nie wskazuje, by odrobili straty, ale nadchodzi ten jeden moment i pada gol.

Dlaczego tak często udaje im się strzelić po stałym fragmencie gry?

- Siła ich rzutów wolnych i rożnych polega na tym, że mają zawodników, którzy potrafią je wykonać. Można mieć wymyślonych tysiąc wariantów, a złe dośrodkowanie i tak zburzy każdą koncepcję. Podanie to klucz. Głównym wykonawcą jest Karagounis, ale Katsouranis też potrafi trafić piłką w punkt. Grecy potrafią też rozegrać atak pozycyjny, ale nie mają skomplikowanych schematów. Bazują na zgraniu i zrozumieniu.

Jak mogą zagrać z nami?

- Generalnie zawsze grają mniej więcej tak samo. Robią wszystko, by nie dać się skontrować. Po stracie piłki wracają i możliwie najszybciej organizują blok obronny przed bramką. Rzadko wychodzą do pressingu, podkręcają tempo.

W wyjazdowym meczu z Izraelem, który musieli wygrać, potrafili jednak zdominować przeciwnika. Zagrali inaczej niż zwykle, czyli zdarzają się dni, w których dyktują warunki. Ale to wariant mniej prawdopodobny na mecz z nami. W piątek będą pod mniejszą presją niż my. Jeśli przegrają, greckiej tragedii nie będzie. Na następny mecz z Czechami wyjdzie ta sama drużyna, z takimi samymi wytycznymi. Dla nas porażka byłaby dużo bardziej odczuwalnym ciosem.

Skąd się bierze ten ich spokój?

- Z przekonania do swoich umiejętności i doświadczenia z poprzednich turniejów. W przedostatniej kolejce eliminacji Grecy grali u siebie z Chorwacją. Długo było 0:0 i mecz wyglądał tak, jakby ten wynik dawał awans Grekom. A tak nie było. W 71. min gola zdobył Samaras, parę minut później po rzucie rożnym drugiego dołożył Gekas. Ale wcześniej, kiedy minuty uciekały, nie było żadnej paniki, żadnego chaosu, żadnych nerwów. Grecy grają bardzo ekonomicznie, ich taktyka pozwala oszczędzać energię. Częściej mądrze stoją, niż niepotrzebnie biegają, oszczędzają rezerwy na kluczowe momenty. Ich przygotowanie fizyczne w połączeniu z kulturą gry sprawiają kłopot rywalom. Grecy nie chcą zabiegać rywali i zadać cios. Oni tylko nie pozwalają przeciwnikowi wykończyć fizycznie siebie.

Polska biało-czerwoni: Wygraj Xboxa!


Jakie nazwiska powinni zapamiętać polscy kibice?

- Na pewno Torosidisa i starszych mistrzów z 2004 roku, którzy rozdzielają piłkę, wykonują stałe fragmenty i potrafią uderzyć z dystansu. Groźna jest ofensywna trójka. Napastnik Gekas po transferze do Samsunsporu odzyskał skuteczność. To typowy egzekutor, ma łatwość znajdowania się w sytuacjach bramkowych. Samaras w odróżnieniu od Celticu więcej pracuje w defensywie, pomaga bocznemu obrońcy. W ataku to jeden z liderów. Trzeba jednak zapamiętać nazwisko Salpingidisa - najszybszy piłkarz greckiej kadry, groźny przy kontrach. Prostopadłe podania za obrońców będą kierowane do niego. Umie odnaleźć się wszędzie, pod nieobecność Gekasa grał jako środkowy napastnik.

Są jakieś szczeliny w tym greckim murze?

- Są. Ale te szczegóły przekażę zawodnikom. Nie chcę się mądrzyć przed meczem. Poza tym wiem, że oni nas też monitorują. Podobno wynajęli powierzchnię w biurowcu Intraco, skąd zamierzają podglądać nasze treningi na stadionie Polonii. Nie wiem, czy to prawda, ale nie zamierzamy ułatwiać im zadania.

Już w piątek mecz otwarcia Polska-Grecja»




Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ