Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Franciszek Smuda dla Sport.pl: Nie odlatuję, stoję na ziemi

- Wezmę paru młodych jak kiedyś Kazimierz Górski. Dla Boruca, Żewłakowa i Peszki Euro to zamknięty rozdział. Nawet moi przeciwnicy wybraliby tych samych ludzi - mówi selekcjoner kadry.
W środę przed północą podczas koncertu na warszawskim podzamczu selekcjoner ogłosi nazwiska 26 piłkarzy, którzy pojadą na ostatnie zgrupowania przed Euro 2012. Sześciu kolejnych znajdzie się na liście rezerwowych i będzie czekać w pogotowiu, by ewentualnie zastąpić któregoś z powołanych.

Poza najbliższymi współpracownikami Smudy nikt nie zna jeszcze graczy, którzy od 8 czerwca będą się bić z Grecją, Rosją i Czechami w imprezie stulecia. Sensacji nie będzie, choć smaku Euro nie zazna kilku etatowych dotąd reprezentantów. Po zgrupowaniu w Austrii (28 maja) trzech piłkarzy z zaprezentowanych w środę Polakom, pożegna się z kadrą, wtedy poznamy ostateczny skład reprezentacji na mistrzostwa.

Przemysław Iwańczyk: Zrobił pan wszystko, co mógł, by Polska była na Euro jak najsilniejsza?

Franciszek Smuda: Podejmując się tej roli, powiedziałem: dam z siebie wszystko. Dałem. Zajrzałem w każdą dziurę, byłem na każdym meczu, przejrzałem na wszystkie strony tych, którymi interesowaliśmy się, wybierając skład. Dziś możemy powiedzieć, że zrobiliśmy, co było można, by kadra na Euro była najlepsza z możliwych. Mieliśmy tylko dwa i pół roku i półtora piłkarza. Musieliśmy wyszukać graczy, zebrać ich i spotkać się od czasu do czasu na zgrupowaniu. Chcieliśmy przy tym grać tak, by cieszyć Polaków.

Czuje pan dumę, że poprowadzi drużynę w najważniejszej dla kilku pokoleń imprezie sportowej?

- W takich chwilach cieszę się ze swojego charakteru, bo na pewno z tego powodu nie odlecę. W każdym razie skrzydeł nie dostałem, zawsze stałem twardo na ziemi, tak będzie i teraz. W klubach, kiedy sięgałem po mistrzostwo Polski, też nie zadzierałem nosa. Przejmując kadrę, pozostałem normalnym człowiekiem, z dużą pokorą. Brak pokory w sporcie prowadzi często do tragedii.

Jest pan jak belfer, który jutro stanie przed Polakami i ogłosi wyniki matury pana piłkarzy?

- Jeśli mam być jak nauczyciel, to na pewno jako ten sprawiedliwy, który nikomu nie zrobi krzywdy, a w odpowiedni sposób oceni. Na pewno tak się czuję. Nawet żona, która piłką interesuje się coraz bardziej, mówiła mi, że nikt nie powinien mieć wątpliwości. Podejrzewam, że nie będzie pytań jak kiedyś, dlaczego jadą ci, a nie inni. Oczywiście znajdą się tacy, którzy będą mieć inne zdanie, ale gdybym ich wziął i kazał im wybrać kadrę, ostatecznie mieliby na liście tych samych ludzi co ja.

Już mogę panu powiedzieć, że takich z innym zdaniem będzie wielu. Nie wkurza się pan, kiedy Polacy wchodzą w pana buty i mówią, że wybraliby zupełnie inny skład. Że powinien być Arkadiusz Piech, Maciej Jankowski, a nawet Tomasz Frankowski.

- Każdemu z nich daję więc zadanie: zmontujcie kadrę sami. Zobaczycie, że większość wyborów się powtórzy, a tych, których mi teraz wciskają, i tak ich odrzucą, bo zabraknie dla nich miejsca.

Naprawdę ma pan na sobie taki pancerz, że nie rusza to pana zupełnie?

- Bez tej skorupy już by mnie nie było na stanowisku. Albo skończyłbym w jakimś wariatkowie. Czuję się naprawdę świetnie, bo wiem, z której strony nadchodzi krytyka - czy to programy telewizyjne, czy gazety. Nawet nie wiem, czy wciąż tam ze mną "jadą", czy może już przestali, bo ani nie oglądam, ani nie czytam. Czasem tylko ktoś mi szepnie, że znów mnie gdzieś podszczypują, ale ja już się uodporniłem.

Stałem się mocniejszy, bo zacząłem żyć tylko z normalnymi ludźmi. Dziennikarze, którzy mnie atakują, w ogóle do mnie nie dzwonią. Bo z nimi i tak nie chciałbym gadać. Boli ich to pewnie, na pewno źle to o nich świadczy, bo opowiadają tylko to, co im się wydaje.

To prawda, że przygotował pan listę medialnych wrogów, którą ujawni pan podczas Euro?

- Czy Euro skończy się sukcesem, czy niepowodzeniem, żadnej listy nie będzie, a ja pozostanę ze wszystkimi w takich samych relacjach.

Jadąc na mundial, Jerzy Engel zostawił Tomasza Iwana, a zabrał niespodziewanie Pawła Sibika. Cztery lata później Paweł Janas o drzucił Jerzego Dudka, Tomasza Kłosa i Tomasza Frankowskiego. Jaką woltę pan szykuje?

- Nie będę strzelał na oślep. Niech Polacy będą pewni: to nasza wspólna drużyna, w której żadna nominacja nie będzie zaskoczeniem. Wy też byście tak wybrali, jestem pewien.

Szkoda mi oczywiście piłkarzy, których coś złego spotkało. Widziałem na Euro Marcina Komorowskiego, ale dosłownie kilkanaście dni przed ogłoszeniem kadry, doznał paskudnej kontuzji nogi. Wpisałem go na listę rezerwowych, ale żałuję, że tylko na rezerwę.

Ulubionego obrońcę z Podbesk idzia Bielsko-Biała Łukasza Mierzejewskiego pan weźmie?

- To kolejne bzdety, z jakimi spotykałem się, objeżdżając Polskę. Że jak jestem w Bielsku-Białej, to muszę patrzeć na Mierzejewskiego. A ja pojechałem tam przyjrzeć się trzem piłkarzom Śląska Wrocław, z którym akurat Podbeskidzie grało.

Sam Mierzejewski miał pecha, źle trafiał z wyborem klubów. Szkoda mi go, żałuję, bo to dobry chłopak, ale nie w formie.

A może weźmie pan Tomasza Frankowskiego nie jako trenera, ale jako napastnika, skoro tak wyróżnia się w naszej lidze?

- Byłem w poniedziałek na derbach Wisła - Cracovia, a później obejrzałem derby Manchesteru i nawet nie mam słów, by opisać jak bardzo się różniły. Przed rokiem śmialiśmy się z naszej ligi, że nikt nie chce zdobyć mistrzostwa. To co powiedzieć teraz, kiedy dwie kolejki przed końcem na tytuł ma szansę aż pięć drużyn. Dla kibica może to i ciekawe, ale poziom meczów... Czasem nie da się patrzeć.

Musiał mieć pan wielki ból głowy.

- Nie miałem większego problemu, na liście są prawie wszyscy ci, których sprawdzałem. Nie jest ich przecież aż tak dużo, to nie lata 70. czy 80., kiedy trenerów kadry od dostatku bolała głowa.

Ci, których nazwiska wyczytam w środę, każdy kibic widzi jako tych brylujących w naszej piłce. Mają umiejętności, dają gwarancję, że wiele dobrego wniosą. Nawet gdy, jak np. w przypadku Pawła Brożka w Celticu Glasgow, mają ostatnio kłopoty w klubie. Brożek w kadrze przecież mnie nie zawiódł, kiedy wchodził, to coś dobrego zdziałał.

Ireneuszowi Jeleniowi też pan da taką szansę?

- Trudno dawać taką szansę komuś, kto w klubie ma kłopoty, odmawia gry, a w kadrze zaprzepaścił swoją okazję, jaką dostał choćby w meczu z Portugalią.

Czym pana ujął Rafał Wolski, który jako jedyny bez reprezentacyjnego doświadczenia pojedzie na Euro?

- Młodzi, którzy mogą być w przyszłości podstawowymi kadrowiczami, też muszą przeżyć taką imprezę. Trener Kazimierz Górski nie zawahał się przecież wziąć Władka Żmudę i trafił idealnie.

Nie musi to być Rafał, może to być Michał Żyro lub jeszcze inni.

Chcemy mieć w kadrze ludzi, którzy jesienią - wzmocnieni dwoma, trzema nowymi - będą walczyć w eliminacjach mistrzostw świata.

Artur Boruc, Michał Żewłakow i Sławomir Peszko też czekają na powołanie.

- X razy powtórzyłem, że nie. I tego tematu ruszać nie chcę. Zresztą nie, zrobię to ostatni raz.

Każdy z nich miał szansę. Odrzucałem od siebie różne opowieści z przeszłości. O wcześniejszych numerach tych graczy u innych trenerów po prostu nie chciałem słuchać. Nie interesowało mnie zupełnie, co oni wyprawiali. Wziąłem ich i powiedziałem: zaczynacie u mnie na czysto, ale od tej chwili prezentujecie klasę i wielką kulturę. Każdemu z nich dałem szansę, a później każdemu z nich przepuściłem pewne występki. Drugi raz u mnie nie ma szans i żaden z nich nie może mieć pretensji, że został niesprawiedliwie potraktowany. Ten rozdział jest zamknięty. Koniec.

Ilu jeszcze poczuje się skrzywdzonych?

- Nie chcę nikogo krzywdzić i mam nadzieję, że tego nie zrobiłem. Ludzie podpowiadają różne nazwiska, my mieliśmy ustaloną listę 32-33 graczy, z których wybieraliśmy. 26 jedzie na zgrupowanie, a reszta będzie w pogotowiu, w każdej chwili będę mógł po nich sięgnąć. Nie wiem, czy będziemy ujawniać ich nazwiska, nie musimy tego robić, na pewno dostaną zaproszenia.

Prognozy Polaków przesuwają się w stronę tych optymistycznych. A pana?

- A dlaczego Polacy coraz bardziej w nas wierzą? Bo rok 2011 pokazał, że z silnymi przeciwnikami potrafimy grać. Choć oczywiście złośliwi powiedzą, że nie umiemy, bo nie wygrywamy. Na etapie przygotowań nie jest to wcale konieczne. I nie były to tylko towarzyskie spotkania, bo dawaliśmy z siebie wszystko. No więc nie wygrywaliśmy, ale dało się na nas patrzeć. Z Niemcami, Francją czy Portugalią itd. Biliśmy się jak równy z równym, mimo że mamy zespół, który w takim składzie w żadnym turnieju nie uczestniczył i takimi rywalami się nie ścierał. Stąd optymizm mój i Polaków.

Pan pozostaje wciąż akrobatą na linie - albo ogłoszą pana bohaterem, albo pan spadnie i jeszcze panu dokopią.

- Ryzyko zawodowe. Z innym też by tak postąpili, też by kopali. Mnie to nie wadzi, jak mawiają Czesi.

I po Euro zostanie pan na k olejne lata, czy da pan sobie spokój?

- Przeżyłem w kadrze najtrudniejszy czas w swojej karierze, nigdzie nie spotkało mnie nic podobnego - włożona praca, codzienne nerwy. We wtorek rano obudziłem się i mówię sobie: kurde, zapomniałem wczoraj zjeść. Ani śniadania, ani obiadu, ani kolacji. Człowiek w amoku nie myśli o jedzeniu. Ja tak właśnie żyję.

Marcin Komorowski: ? Będę gotowy na Euro


  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ