Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Reprezentacja Polski. Czy Łukasz Piszczek zagra na Euro?

Jeżeli odwołanie Łukasza Piszczka poczeka na rozpatrzenie w PZPN tak samo długo, jak tkwi tam sprawa brazylijskiego pomocnika Jagiellonii Hermesa, a potem związek podtrzyma dyskwalifikację - obrońca Borussii Dortmund może nie zagrać w mistrzostwach Europy.
W czwartek Piszczek dostał od Wydziału Dyscypliny PZPN pół roku bezwzględnej dyskwalifikacji za ustawienie meczu Cracovia - Zagłębie Lubin w ostatniej kolejce sezonu 2005/06 (bezbramkowy remis, w załatwianiu którego wzięło udział kilkunastu zawodników obu ekip, dał gościom awans do europejskich pucharów). Teraz WD wyśle mu na niemiecki adres uzasadnienie, po otrzymaniu którego gracz będzie miał dwa tygodnie na odwołanie się do drugiej instancji PZPN - Związkowego Trybunału Piłkarskiego. Kiedy ten zajmie się sprawą - nikt dziś nie jest w stanie przewidzieć.


Do tego czasu orzeczenie WD nie jest prawomocne, a więc Piszczek mógł być powołany do kadry Franciszka Smudy na mecz 10 sierpnia z Gruzją w Lubinie i na pewno będzie mógł zagrać z orzełkiem na piersi na boisku klubu, w barwach którego zrzucił się na kupno meczu.

Kara Piszczka dotyczyć może wyłącznie reprezentacji i ligi polskiej. - W przepisach PZPN nie ma nic o konieczności egzekwowania orzeczenia naszego związku w rozgrywkach innych federacji - wyjaśnia szef Wydziału Dyscypliny Artur Jędrych. O to, że ligową jesień spędzi na boiskach, a nie trybunach Bundesligi i Ligi Mistrzów, Piszczek może być zatem spokojny.

Reprezentacja to co innego. - To zespół firmowany przez PZPN i wszelkie dyskwalifikacje związkowych instancji dyscyplinarnych muszą obejmować także ją - mówi Jędrych.

Nie wiadomo, czy Piszczek się odwoła, bo nie odbiera telefonu. Jeśli jednak się odwoła, a rozpatrywanie apelacji potrwa w trybunale tak samo długo jak sprawa Hermesa, i jeśli półroczne zawieszenie zostanie przez trybunał potwierdzone - obrońcy Borussii Dortmund może zabraknąć na Euro.

Jutro minie pół roku, od kiedy zapadł wyrok Wydziału Dyscypliny na Hermesa. Zdyskwalifikowany na rok za korupcję w Koronie Kielce Brazylijczyk odwołał się do ZTP i bez przeszkód dograł do końca sezonu w Jagiellonii Białystok, bo trybunał do tej pory... nie zajął się jego wnioskiem, tłumacząc to nawałem pracy i zmianami kadrowymi. Łatwo policzyć, że powtórka czasowa plus ewentualne przyklepanie sankcji w przypadku Piszczka już zahacza o terminy meczów Euro.

Serbowie egzekwują swoje prawo także w Polsce

Są jednak federacje, które twardo wymagają, by ich postanowienia były respektowane. Z bliźniaczym do Piszczka zjawiskiem mamy akurat do czynienia w Wiśle Kraków, która sprowadziła 23-letniego obrońcę Partizana Belgrad Marko Jovanovicia.

Serb też został zawieszony - najpierw na pół roku, później karę zmniejszono o połowę - za śpiewanie piosenek obrażających rywala po finale krajowego pucharu z Vojvodiną Novy Sad. Ale tu podobieństwa się kończą, ponieważ - jak opowiada dyrektor mistrzów Polski Stan Valckx - serbska federacja przy przekazywaniu certyfikatu gracza zastrzegła, że dyskwalifikacja musi być też wyegzekwowana w polskiej lidze. I Jovanović nie zagra w niej do końca sierpnia.

Nowy obrońca Wisły już jednak zaliczył epizody ze Skonto Ryga i Liteksem Łowecz w eliminacjach Ligi Mistrzów, w których wybiegać na boisko może, bo to rozgrywki organizowane przez UEFA - a ta nie wymaga, by lokalne zawieszenia przenosić na puchary.

Żeby było ciekawiej, wiceprzewodniczący Związkowego Trybunału Piłkarskiego przy PZPN Cezary Grzybowski twierdzi, że gdyby Piszczek do dziś bronił barw polskiego klubu i zdyskwalifikowany w ekstraklasie zagrał pod szyldem UEFA, związek mógłby za to klub ukarać. Oczywiście nie walkowerem, bo nie wolno mu ingerować w wyniki europejskich pucharów, ale np. grzywną. Casus Jovanovicia jest tu inny, bo przecież serbska federacja nie może nakładać kar na polski klub.

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ