Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Podbeskidzie: 112 dni bez wygranej i koniec

Taniec radości górali po wygranym meczu z ŁKS-em był w sobotę wyjątkowo długi. Podbeskidzie po raz pierwszy od ponad trzech miesięcy wygrało mecz u siebie.
Łodzianie jechali do Bielska pewni siebie. - Z kim mamy zdobywać punkty, jeśli nie z drużynami słabszymi od siebie? W sobotę trzeba zrobić duży krok do przodu - zapowiadał trener Grzegorz Wesołowski.

Goście mieli pewne podstawy, by tak twierdzić, bo Podbeskidzie do soboty nie wygrało meczu u siebie od maja. Mijało właśnie 112 dni tej fatalnej passy. ŁKS tymczasem to siódmy zespół minionego sezonu ekstraklasy, w składzie z ligowymi wyjadaczami jak Tomasz Hajto czy Bogusław Wyparło.

Pierwsza połowa zdawała się potwierdzać słowa szkoleniowca gości. ataki Podbeskidzia odbijały się od twardej jak skała łódzkiej defensywy, a kontrataki gości były groźne. Kiedy tuż przed końcem I części gospodarze wreszcie strzelili gola (silny strzał Sylwestra Patejuka wpadł do siatki tuż obok krótkiego słupka) wydawało się, że rywale będą bezradni. Jednak 60 sekund później był już remis, gdy po podaniu Hajty Rafał Kujawa wbił piłkę do bramki.

To już kolejny raz w tym sezonie Podbeskidzie pozwala sobie na dekoncentrację po zdobytym golu i błyskawicznie traci prowadzenie.

W końcówce obaj trenerzy wpuścili na boisko swoich jokerów - Martina Matusa ze strony gospodarzy i Mieczysława Sikorę z ŁKS-u. Ten drugi był podwójnie zmotywowany, wszak jeszcze kilka miesięcy temu nie było dla niego miejsca w Bielsku. Ale Sikora był w sobotę niewidoczny, a Matus dziewięć minut po wejściu strzelił rozstrzygającego gola.

Mecz miał kilku bohaterów - bardzo dobrze spisywali się wspomniany Patejuk oraz Clemence Matawu, który dyrygował bielszczanami w środku pola. W szeregach gości po profesorsku grał natomiast Marcin Adamski. Trener Brosz zwrócił uwagę na jeszcze jednego asa. - Rzadko wystawiam laurki, ale Martin zasłużył na wyróżnienie. I nie mówię tu nawet o golu. Umiejętnie przytrzymywał piłkę, wziął na swoje barki naprawdę duży ciężar w końcówce meczu - chwalił Słowaka trener górali.

Po stronie ŁKS-u trwało tymczasem rozliczanie za porażkę. Tomasz Hajto: - mecz był słaby, nikomu nie należało się zwycięstwo, a bramki straciliśmy po indywidualnych błędach. Hajto nie powiedział kogo miał na myśli. Za to trener Wesołowski się nie patyczkował: - Tomek Hajto i Mietek Sikora dali się po prostu rozklepać, a przy pierwszej bramce zawalił bramkarz...

Po dwóch kolejnych zwycięstwach piłkarze z Bielska-Białej awansowali na ósme miejsce w tabeli. mają obecnie już tylko trzy punkty do trzeciego miejsca.

Podbeskidzie Bielsko-Biała - ŁKS Łódź 2:1 (1:1)

Bramki: 1:0 Patejuk (44.), 1:1 Kujawa (45.), 2:1 Matus (80.)

Podbeskidzie: Mikler - Cienciała Ż, Konieczny (44. Ganowicz), Dancik Ż, Osiński - Świerblewski, Matawu, Matusiak, Kołodziej (70. Matus) - Bagnicki (64. Malinowski), Patejuk.

ŁKS: Wyparło - Ognjanović, Adamski, Hajto, Klepczarek - Wolański (82. Nawrocik), Mowlik, Sierant (57. Mączyński Ż), Świątek (70. Sikora) - Kujawa, Gikiewicz.

Sędziował: Adam Kajzer (Rzeszów). Widzów: 3000.