Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Mistrzów. Środowe mecze pierwszej kolejki 2. rundy

Bez bramek w Atenach. Emanuel Olisadebe mógł strzelić gola dla Panathinaikosu, ale po jego uderzeniu piłka trafiła w słupek Real z trudem pokonał Spartę Anglicy znów dostali lanie od Hiszpanów Juvetus i Bayer zagrają jeszcze raz, bo ich spotkanie odwołano z powodu mgły
Grupa C, czyli najlepszy Olisadebe

Porto rozpoczęło mecz w wyjątkowo defensywnym ustawieniu. Jedynym napastnikiem był Jesus Pena, z drugiej linii mieli wspomagać go Capucho i Clayton. Trener Machado wolał nie ryzykować, w tym sezonie w Lidze Mistrzów ateńczycy wygrali wszystkie spotkania na własnym stadionie.

Panathinaikos zaczął tak, jakby chciał podtrzymać serię zwycięstw. Olisadebe i będący ostatnio w świetnej formie Cypryjczyk - strzelił dwa gole w ostatnim meczu ligowym - próbowali kombinacyjną grą sforsować defensywę Porto. Na początku o wiele lepiej prezentował się Konstantinou, ulubieniec trenera Michalisa Kiratsasa. Olisadebe sprawiał wrażenie zagubionego, podobnie jak w wielu meczach reprezentacji nie było go w ogóle widać na boisku. To jednak Polak jako pierwszy groźnie strzelił. Wyprzedził obrońców Porto i uderzył głową po dośrodkowaniu Karagounisa. Zastępujący w bramce Owczynnikowa Paulo Santos, debiutujący w LM, pewnie chwycił piłkę. W całym meczu nie popełnił błędu i w dużej mierze przyczynił się do wywalczenia przez Porto punktu.

W drugiej połowie Porto zepchnięte zostało do głębokiej obrony. Piłkarze wicemistrza Portugalii przeprowadzili w tym czasie zaledwie dwie groźne akcje, obie zakończone strzałami Claytona. Pierwszy był niecelny, drugi obronił Nikopolidis. I to w zasadzie wszystko na co było stać gości w tym meczu.

W przeciwieństwie do Panathinaikosu. Grecy grali szybko, kombinacyjnie. Zabrakło tylko prostopadłych zagrań Paulo Sousy. Portugalczyk w Atenach chce doczekać chyba końca kariery, w środę grał słabo. Kilka razy próbował długiego zagrania, ale za każdym razem piłka grzęzła wśród obrońców Porto lub wychodziła na out.

W ciągu pierwszych dziesięciu minut drugiej części meczu dwie świetne sytuacje miał Konstantinou. Zamiast podawać do znajdującego się na czystych pozycjach Olisadebe, Cypryjczyk decydował się na strzały. Oba minęły bramkę Santosa o dobre kilka metrów. Emmanuel Olisadebe podobnie jak w Londynie był najlepszym napastnikiem na boisku. W 65. minucie mógł zostać bohaterem meczu. Z lewej strony podawał Fyssas. Oli w biegu przyjął piłkę na pierś, oszukał balansem ciała Andrade i uderzył z 14 metrów. Piłka przeszła między nogami Costinhy, Santos nie drgnął, tylko z przerażeniem śledził lot futbolówki. Piłka trafiła w słupek i wyszła w pole. Oli z niedowierzaniem pokiwał głową. Na dziesięć minut przed końcem został zmieniony przez Gorana Vlaovicia. Grecy starali się strzelić zwycięskiego gola, ale nie byli w stanie przebić muru portugalskich obrońców. W końcówce spotkania trener Machado wprowadził do gry dwóch defensywnych pomocników i obrońcę.



Liczby meczu:

20 strzałów (w tym 12 celnych) oddali piłkarze Panathinaikosu

5 strzałów (tylko jeden celny) oddali piłkarze Porto

... i królewski Morientes

W drugim meczu grupy C dramatyczny mecz obejrzeli kibice na stadionie Letna w Pradze, gdzie Sparta podejmowała wielki Real Madryt. Wcześniej obie drużyny jako pierwsze dwie kolejki przed końcem wywalczyły awans do 2. rundy Ligi Mistrzów. "Królewscy" szybko objęli prowadzenie po strzałach mistrza świata i Europy Zinedine Zidane w 20. minucie i wracającego do strzeleckiej formy reprezentanta Hiszpanii Fernando Morientesa. A jednak gospodarzom udało się doprowadzić do wyrównania. Najpierw kontaktową bramkę zdobył Rastislav Michalik, a gola na 2:2 strzelił w 72. minucie pomocnik Libor Sionko. Kibice "Żelaznej Sparty" jednak tylko przez minutę cieszyli się z wyrównania. Dokładnie 60 sekund później Morientes przejął piłkę, którą bramkarz odbił przed siebie po mocnym strzale Roberto Carlosa i ustalił wynik spotkania na 3:2 dla gości.

Grupa D, czyli mgła nieprzenikniona...

Z powodu wyjątkowo gęstej mgły na Stadio Delle Alpi odwołano spotkanie w grupie D Juventus Turyn - Bayer Leverkusen. Mgła w całych Północnych Włoszech była tak nieprzenikniona, że sparaliżowala na wiele godzin lotniska w Mediolanie, Turynie i Wenecji.

Po konsultacji z obiema stronami UEFA zadecydowała, żeby przenieść mecz na środę 28 listopada. Przedstawicielem UEFA, który podjął decyjzę był Dag Svinsaas, który ma wyraźnego pecha do mgły, dwa lata temu z jej powodu odwołał spotkanie Herthy Berlin z Barceloną.

Sędzia główny, sędzia techniczny i niemieccy piłkarze chcieli rozegrać mecz. Ci ostatni do końca rozgrzewali się na boisku. - Doszliśmy jednak do wniosku, że nie ma sensu grać. Mogliśmy rozegrać mecz, ale nikt by tego nie zobaczył, ani widzowie na trybunach ani ci przed ekranem. A w końcu ludzie, którzy zapłacili za bilety powinni mieć możliwość obejrzeć spotkanie - wyjaśniał Svinsaas.

Póki co lepiej na przeniesieniu meczu wyszli Włosi. Korzystając z okazji przeprowadzili lekki trening przed sobotnim ważnym spotkaniem z Lazio na Stadionie Olimpijskim w Rzymie. W dodatku przeniesienie meczu o tydzień pozwoli wyleczyć kontuzje kluczowym zawodnikom - francuskiemu obrońcy Lilianowi Thuramowi i Urugwajczkowi Paolo Montero. Tym czasem piłkarze i działacze Bayeru nie mogli nawet odlecieć spowrotem do domu. W dodatku będą musieli przełożyć spotkanie w Pucharze Niemiec z VfL Bochum.

...kolejne lanie Anglików

Piłkarze londyńskiegio Arsenalu w europejskich pucharach nigdy jeszcze nie wygrali, ani nawet nie zremisowali spotkania w Hiszpanii. I na pierwszy triumf będą musieli jeszcze trochę poczekać. Deportivo la Coruna, które w pierwszej rundzie dwukrotnie pokonało mistrzów Anglii - Manchester United, poradziło sobie także z wicemistrzem, wygrywając 2:0.

Pierwszego gola dla gospodarzy zdobył już w 9. minucie Holender Roy Makaay (zdobywca hat-tricka podczas weeknedu w ligowym meczu przeciwko Realowi Sociedad). Miał przy tym sporo szczęścia - Sol Campbell wybił piłkę tak nieszczęśliwie, że ta odbuiła się od dwóch jego kolegów i sadła prosto pod nogi Holendra. Po jego strzale piłka jeszcze otarła się o Ashley Cole'a i Richard Wright nie był bez szans. W 25. minucie wynik meczu ustalił Diego Tristan.