Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Tomasz Hajto o pierwszym golu w Lidze Mistrzów

- Udowodniliśmy wszystkim sceptykom, że zasługujemy na grę w Lidze Mistrzów. Tak wysoko na wyjeździe jak my wygrał chyba tylko Real Madryt - mówi Hajto, który we wtorkowym spokaniu z Mallorcą (4:0) zdobył swego pierwszego gola w Champions League.
Michał Pol: Gratuluję.

Tomasz Hajto: Gol był autoprezentem, bo akurat obchodziłem 29. urodziny. Ale jeszcze lepszy prezent sprawili mi koledzy, bo wreszcie wszyscy zagraliśmy na naszym poziomie i wygraliśmy w Champions League pierwszy mecz. Dzięki temu wciąż mamy szansę na awans i to jest najważniejsze.

Był moment, że po trzech porażkach straciliście wiarę?

- Nie, ani na chwilę nie przestawaliśmy wierzyć w awans. Wiedzieliśmy, że nie gramy źle, tylko mecze nam się nie układają. Nie mogliśmy po prostu zdobyć gola. Teraz zdobyliśmy szybko pierwszego, potem drugiego, potem jeden z rywali dostał czerwoną kartkę i było po meczu.

Kameruńczyk Samuel Eto'o został wyrzucony z boiska za zaatakowanie Pana głową.

- On od pierwszych minut próbował nas sprowokować. Najpierw opluł Ebbego Sanda, potem mnie. Podszedłem i powiedziałem mu: "Słuchaj, mistrzu. Pluć to ty sobie możesz w Kamerunie, ale nie tu i nie na mnie". Bo to chyba największa obelga dla piłkarza zostać oplutym na boisku. Potem w tej sytuacji, w której starał się wymusić karnego po wślizgu Tomka Wałdocha, uderzył mnie głową, ale że jest niski, to trafił w brodę. To mu się nachyliłem i trafił w twarz. I dostał czerwoną kartkę.

14 listopada znów się spotkacie, tym razem w meczu Polska - Kamerun w Poznaniu...

- Właśnie się dowiedziałem, że mamy grać w Poznaniu. Bardzo dobrze. Będę mu chciał pokazać, że nie jest tak dobrym piłkarzem, jak mu się wydaje.

To był chyba pierwszy karny w barwach Schalke w Pana wykonaniu...

- To prawda. Etatowym wykonawcą "jedenastek" był dotąd Joerg Boehme. Ale nie było go na boisku. Po raz pierwszy od półtora roku, czyli odkąd gram w Gelsenkirchen, trener posadził go na ławce rezerwowych. A to przecież reprezentant Niemiec.

Trener Huub Stevens zrobił chyba małą rewolucję w drużynie. Oprócz Boehmego nie zagrały przecież takie gwiazdy Schalke jak Andreas Moeller i belgijski napastnik Emile Mpenza.

- Moeller wprawdzie jeszcze leczy kontuzję, ale moim zdaniem w tej formie numerem jeden w pomocy jest Marc Wilmots. To prawda, że trener robi duże zmiany, bo też i duże zawirowania były w drużynie w ostatnim czasie. Przegrywaliśmy i w Lidze Mistrzów, i w Bundeslidze, nie wszyscy zawodnicy się przykładali do gry. Doszedł konflikt z Mpenzą, którego menedżer usunął z drużyny. Belg już w sobotę po ligowym meczu ustalił sobie, że nie będzie grał w tym wtorkowym spotkaniu z Mallorcą, bo go boli noga. Lekarze twierdzili jednak, że jest gotów do gry. Menedżer nie wytrzymał i powiedział, że tak w Schalke nikt nie będzie robił. Odstawił go i jeszcze w prasie powiedział, że o połowę obcina mu pensję. Wydaje mi się, że Mpenzie to wyjdzie na dobre. Musi zmienić swój stosunek do drużyny. Mam nadzieję, że wszystko w zespole się teraz ułoży, bo pokazaliśmy na Majorce, że mamy charakter.

A jaka jest pozycja w klubie kapitana Schalke 04 Tomasza Wałdocha? Popełniał ostatnio błędy. W ostatnim meczu Bundesligi ze Stuttgartem trener zdjął go już w 57. minucie.

- Ale z Mallorcą zagrał bezbłędnie. Błędy mogą się zdarzać. W tym spotkaniu z VfB Stuttgart błąd popełniłem ja, Tomek i nasz bramkarz Oliver Reck. Ale przecież przez cały rok graliśmy na równym poziomie i dawaliśmy z siebie wszystko. Nie miałoby więc sensu odsuwanie nas od gry.

W wyniku rewolucji w drużynie pojawiły dawno nie oglądane twarze jak Olaf Thon, jeden z ostatnich grających jeszcze mistrzów świata z 1990 roku...

- Olaf bardzo długo leczył kontuzję, ale ciężko pracował na treningach i zasłużył na powrót do zespołu. Zagrał bardzo dobrze. Mimo 35 lat nie zamierza jeszcze kończyć kariery, kontrakt ma ważny jeszcze ponad rok.

Żeby awansować do dalszej rundy Ligi Mistrzów, Schalke musi wygrać oba pozostałe mecze z Panathinaikosem w Atenach i z Arsenalem u siebie. Czy to jest możliwe?

- Z taką grą jak wczoraj - pewnie, że tak. Jeżeli wygramy obydwa mecze, na pewno wyjdziemy z grupy. Jeśli pokonamy Panathinaikos, będziemy mieli sześć puntów i nawet jeśli Arsenal pokona Mallorcę o wszystkim zadecyduje ostatni mecz, właśnie z Anglikami. Jeśli i ich pokonamy, wyjdziemy z grupy. Nie widziałem jeszcze meczu naszych rywali, bo od razu po meczu w nocy wracaliśmy, ale wiem, że "Oli" strzelił gola Arsenalowi w Londynie. Cieszę się, ale za tydzień w Atenach postaramy się go powstrzymać.