Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Mecz Polska - Ukraina: nie tylko prestiż

Polacy kończą wygrane już eliminacje w dniu 49. urodzin trenera Jerzego Engela. - Polacy cel już osiągnęli. Być może nie zagrają z pełnym zaangażowaniem. My przyjechaliśmy wygrać - powiedział gracz AC Milan.
Dla reprezentacji Engela nie jest to jednak mecz bez znaczenia. Ważne są punkty w rankingu FIFA, który będzie się liczył przy podziale drużyn na koszyki przed losowaniem grup w finałach MŚ.

W piątek po śniadaniu polscy piłkarze wyjechali z Konstancina, gdzie byli na zgrupowaniu, do Katowic. W autobusie obejrzeli film "Tytani" o szkolnej drużynie futbolu amerykańskiego.

- Film o odpowiedzialności zbiorowej, współdziałaniu. Pokazałem go zawodnikom w celach motywacyjnych - powiedział trener Engel, który kończy dziś 49 lat. - Mamy dla trenera prezent. Ale to niespodzianka. Damy go po meczu - zapowiedział lider reprezentacji Piotr Świerczewski. W pokoju hotelu Novotel Rondo w Katowicach, gdzie mieszka reprezentacja, przygotowano dla trenera butelkę szampana. Piłkarze dotarli wczoraj do Katowic przed godziną 13. Wchodząc do hotelowego holu, rozglądali się z niedowierzaniem. Czekało na nich zaledwie ośmiu łowców autografów. - Przed meczem z Norwegią był taki ścisk, że nie dało się dopchać - kręcił głową Piotrek z Rybnika. Przyjechał głównie po autograf Jurka Dudka. - On też pochodzi z Rybnika - mówił z dumą.

Piłkarze zostali zakwaterowani na siódmym piętrze w dwuosobowych pokojach. Na tych samych łóżkach spali przed zwycięskim meczem z Norwegią. - Widać są szczęśliwe. Nie było co zmieniać - tłumaczono w recepcji.

Reprezentanci nawet nie zdążyli rozpakować bagaży, bo w restauracji czekał już obiad. Pierwszy za stołem usiadł Paweł Kryszałowicz. - Właśnie dla niego przygotowaliśmy pieczarki z grilla. To jego przysmak - zdradził Robert Sowa, kucharz reprezentacji. Pozostałe dania były nie mniej wykwintne. Bulion z pomidorami, marynowana polędwica z grilla, spaghetti z dwoma sosami do wyboru, filet z pstrąga i fura sałatek. W menu pojawił się ryż. - Trzeba się powoli przyzwyczajać. W Japonii będziemy go mieć aż nadto - uśmiechał się Sowa. W ryżu szczególnie zasmakował Emmanuel Olisadebe, który zrezygnował dla niego z makaronu.

Wczoraj w Polsce pojawiła się reprezentacja Ukrainy. Z kłopotami. W czwartek na lotnisko w Pyrzowicach dotarła depesza, że przewoźnikowi, który miał dowieźć Ukrainę, skończył się termin ważności ubezpieczenia. Pomogła armia. Samolot TU-134 z godłem państwowym oraz szyldem "Siły Zbrojne Ukrainy" wylądował wczoraj na lotnisku o godz 11.40.

Gości witali prezes PZPN Michał Listkiewicz i dyrektor departamentu szkolenia Andrzej Strejlau, który wyściskał się z legendarnym trenerem Ukraińców Walerym Łobanowskim. - Kilkanaście lat temu w Lubinie prowadziłem naszą reprezentację w meczu przeciwko ZSRR. Trenerem rywali był Łobanowski. Dla mnie było to szczególne spotkanie, bo debiutowałem w roli selekcjonera. Skończyło się remisem - mówił Strejlau.

Wczoraj trener Łobanowski swoim zwyczajem milczał jak zaklęty. Ma jednak spore kłopoty, największe z bramkarzami, bo aż pięciu czołowych golkiperów nie będzie mogło grać w Chorzowie. Nie będzie mógł wystąpić ukarany za kartki napastnik Serhij Rebrow z londyńskiego Tottenhamu. - Mimo kłopotów chłopcy bardzo ciężko pracowali, zaś w ich oczach widać płomienie - mówił z nadzieją Łobanowski w specjalnym wywiadzie, który pojawił się na internetowej stronie "Ukrainian Football".

- Musimy wygrać, gramy o trzy punkty, które bez żadnych warunków dadzą nam drugie miejsce w grupie premiowane barażem - mówił Oleg Łużnyj, obrońca w londyńskim Arsenalu. 29 września najsłynniejszy z Ukraińców Andrij Szewczenko obchodził 25. urodziny. Wtedy zapowiedział, że wygrana w Chorzowie ma być spóźnionym prezentem. - Szkoda, że nie może zagrać Rebrow, z którym bardzo dobrze mi się współpracuje. Ale i tak będziemy grali o trzy punkty - powiedział na lotnisku gracz Milanu, ściskając w ręku niewielki papierowy obrazek z podobizną Matki Boskiej, który chwilę wcześniej wyjął z paszportu podczas kontroli granicznej.

Grupkę łowców autografów obserwował stojący w holu polski bluesman Ireneusz Dudek, który przyjechał do Pyrzowic po gości katowickiego festiwalu Rawa Blues. Dziennikarze, którzy chwilę wcześniej pytali Szewczenkę, czy obawia się polskiego bramkarza, byli ciekawi, co poza nazwiskiem łączy muzyka z golkiperem Liverpoolu. - Obaj przez pewien czas mieszkaliśmy w Holandii. Tyle nas łączy. Wiem o Jurku sporo, dużo o nim czytałem i jestem jego kibicem - powiedział Ireneusz Dudek.

Prosto z lotniska reprezentacja Ukrainy pojechała autobusami do Pałacu Kawalera w Świerklańcu koło Tarnowskich Gór. Po obiedzie, rozpakowaniu bagaży Łobanowski wziął swoich zawodników na Stadion Śląski. Ukraińcy przeprowadzili trening w godzinach, w których dziś będzie mecz. Łobanowski siedział na trybunach, zajęcia prowadzili asystenci. Trener zabronił piłkarzom kontaktów z prasą, ale Szewczenko poświęcił dziennikarzom minutę. - Nie interesuje mnie walka o tytuł króla strzelców eliminacji, ani z Olisadebe, ani z nikim innym - powiedział. - Obawiamy się polskich kontrataków, takich jak w Kijowie. Z kim wolelibyśmy grać w barażach: Anglią czy Niemcami? A co to za różnica? - zakończył.

Potem na płytę weszli zawodnicy Jerzego Engela.

Przypuszczalne składy.

Polska: Jerzy Dudek - Tomasz Kłos, Tomasz Wałdoch, Tomasz Hajto, Michał Żewłakow - Bartosz Karwan, Arkadiusz Bąk, Piotr Świerczewski, Marek Koźmiński - Emmanuel Olisadebe, Marcin Żewłakow.

Ukraina: Juri Virt - Oleg Łużny, Andrij Nesmaczny, Alexander Gołowko, Władysław Waszczuk - Serhij Serebrennikov, Dmitrij Parfionow, Giennadij Zubow, Olexander Mielaszczenko - Andrij Szewczenko, Andrij Worobej. Sędziuje Hugh Dallas ze Szkocji.

Tabela grupy 5

1. Polska 9 20 20-10

2. Ukraina 9 16 12-7

3. Białoruś 9 15 12-10

4. Norwegia 9 7 8-13

5. Walia 9 6 9-12

6. Armenia 9 5 6-15

W sobotę grają:

Polska - Ukraina, Walia - Białoruś, Armenia - Norwegia.