Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Rozmowa z Wojciechem Małochą

Wcześniej kibice mieli pretensje: co to za napastnik, co bramek nie strzela - mówi Wojciech Małocha, bohater ostatniej kolejki ligowej.
W 62. minucie niedzielnego meczu Wisły Kraków z KSZO Małocha zdobył bramkę, która dała beniaminkowi niespodziewane zwycięstwo nad mistrzem kraju. Tym samym piłkarze z Ostrowca sprawili największą - jak dotąd - sensację jesiennej rundy. Popularny "Strzelba" przyszedł do KSZO z Petrochemii Płock. W Ostrowcu gra już trzeci sezon.

Leszek Salva: Rozegrał Pan w ekstraklasie ponad 70 spotkań. Gol z Wisłą był Pańskim szóstym w pierwszej lidze. Który był najważniejszy?

Wojciech Małocha: Właśnie ten ostatni. Dał nam przecież zwycięstwo nad aktualnym mistrzem Polski, i to na jego boisku. To ma swoją wymowę.

Wasze zwycięstwo zaskoczyło wszystkich. Czy piłkarzy KSZO również?

- Tak. Ale w tej wygranej nie było przypadku. Trener Krzysztof Tochel cały tydzień powtarzał nam do znudzenia: ten mecz jest do wygrania, do trzech razy sztuka. I udało się. Już w pierwszym meczu sezonu powinniśmy wygrać, a przegraliśmy 0:1.

Jak Pan wspomina mecze z Wisłą?

- Na swoim boisku - czy to w Widzewie, czy w Płocku - grało mi się dobrze. Jako zawodnik Petrochemii wygrałem w Płocku 1:0. Potem pojechaliśmy do Krakowa i przegraliśmy sromotnie 0:5. W niedzielę miałem ten mecz i ten wynik przed oczami.

Piłkarze często grają w zakładach bukmacherskich. Który z piłkarzy KSZO obstawiał Wasze zwycięstwo z Wisłą?

- Słyszałem, że kurs był wysoki [ponad 8:1 - przyp. red]. Ja nie obstawiałem nic od zakończenia sezonu drugiej ligi. Wiem, że koledzy bawią się w typowanie, ale mamy zasadę, że nie gramy na swoje mecze. Lepiej nie zapeszać. Ale żeby obstawiać naszą wygraną w Krakowie, trzeba by być jasnowidzem. Jak trener Tochel.

Niektórzy przyczyn Waszej wygranej upatrywali w specyficznym, grząskim boisku, które miało przeszkadzać gospodarzom, a ułatwiać Wam zadanie.

- Śmieszą mnie takie tłumaczenia. A może to Wisła powinna mieć łatwiej, bo my graliśmy w środę bardzo ciężki mecz z Zagłębiem Lubin [zaległy, wygrany 2:1 - red.]? Oni w tym czasie mieli wolne. To Wisła ma zawodników niższych, którzy lepiej powinni się czuć na takim boisku. U nas ponad pół drużyny to wysokie chłopy i nikt mi nie powie, że nam było łatwiej biegać po murawie. Skoro rywale są lepsi technicznie, to powinno im być łatwiej opanować piłkę, dokładnie ją dograć. A to my stwarzaliśmy sytuacje. Mieliśmy jedną sam na sam, Jarek Popiela trafił w poprzeczkę. Oni mieli jedną sytuację Ryśka Czerwca. Argumenty o grząskim boisku są więc niepoważne, skończmy z tym.

Dostaniecie specjalną premię za pokonanie mistrzów Polski?

- Chyba tylko normalną, regulaminową. Chyba że prezes klubu [Jan Szostak, jednocześnie prezydent Ostrowca - red.] coś wymyśli i specjalnie nas uhonoruje.

W meczu z Zagłębiem Pan podawał Tomaszowi Żelazowskiemu, teraz było odwrotnie. Rozumiecie się doskonale.

- Rzeczywiście z Tomkiem gra mi się bardzo dobrze, a współpraca z meczu na mecz wygląda lepiej. W drugiej lidze strzeliliśmy w sumie z 20 goli. Niedługo będą chyba liczyć nam bramki razem.

Jutro gracie ligowy mecz z Górnikiem Zabrze. Który z Was strzeli gola?

- A niech strzeli nawet Waldek Piątek [bramkarz KSZO - red.], byle byśmy wygrali. Wcześniej kibice mieli pretensje: co to za napastnik, co bramek nie strzela. W drugiej lidze najlepszym strzelcem KSZO był obrońca Rafał Lasocki i wtedy nikomu to nie przeszkadzało, bo był awans. Jak teraz awansujemy do pierwszej czwórki, też nikt nie będzie narzekał.

Jak się Panu gra przeciwko Górnikowi?

- Grałem z nimi parę razy. Najmilej wspominam mecz z 1995 roku. Górnik miał wtedy szansę na mistrzostwo. Mieli piekielnie mocny skład: Alek Kłak w bramce, Grembocki, Wałdoch, Mielcarski, Brzęczek. To była paka! A Widzew wygrał z nimi wtedy 2:0. Jednego z goli strzelił Zbyszek Wyciszkiewicz [dziś w KSZO - red.]. Oby mu się to udało w sobotę. Ale pamiętam też występ w barwach Odry Wodzisław. W derbach Śląska zremisowaliśmy 3:3, a ja w 90. minucie dostałem czerwoną kartkę.

Nie ma Pan propozycji z innych klubów?

- Zdarzają się, ale ja jestem zżyty z Ostrowcem. Odejdę wtedy, gdy będą chcieli mnie sprzedać. Sporo zrobiliśmy dla tego miasta.