Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Valencia w finale Ligi Mistrzów

Po raz drugi z rzędu piłkarze Valencii zagrają w finale Champions League. We wtorek nie pozostawili złudzeń drużynie Leeds. Wygrali 3:0, choć pierwszego gola Juan Sanchez strzelił ręką
- Jeden gol nigdy nie wystarczy. Jeśli możesz, strzel i siedem - mówił z uśmiechem na przedmeczowej konferencji prasowej trener Valencii Hector Raul Cuper. We wtorek jego drużynie wystarczyły trzy bramki. Wszystko było jasne już po siedmiu minutach drugiej połowy, kiedy to Juan Sanchez i Gaizka Mendieta pokonali Nigela Martyna i było 3:0.

Anglicy, wszyscy jak jeden mąż ogoleni niemal do gołej skóry, byli bezradni. Tak jak w pierwszym meczu nie mieli pomysłu, jak strzelić gola. Świetnie grał tylko Australijczyk Harry Kewell. Jego akcje i wejścia w pole karne z lewej strony były jedynym zagrożeniem pod bramką Santiago Canizaresa.

W Leeds widać było brak Lee Bowyera, którego UEFA - w poniedziałek, 26 godzin przed spotkaniem - postanowiła zdyskwalifikować na trzy mecze za brutalny faul w pierwszym spotkaniu półfinałowym.

Wczoraj działacze UEFA zaproponowali - poprzez angielską federację - by przedstawiciele Leeds złożyli apelację przez telefon lub pocztą elektroniczną. - Lepiej będzie, jak osobiście - ja i menedżer David O'Leary - pojedziemy do szwajcarskiego Nyon, gdzie jest siedziba UEFA, i porozmawiamy o tej sprawie - powiedział jednak prezes Leeds Peter Ridsdale. - Mam nadzieję, że awansujemy do finału i kiedy nasza apelacja zostanie uznana, Lee będzie mógł zagrać w finale.

Prezes Ridsdale mylił się bardzo. A bohaterem spotkania był ten, którego na Ellan Road brutalnie sfaulował Bowyer - Juan Sanchez. W 14. min po dośrodkowaniu najlepszego na boisku Mendiety Sanchez rzucił się do piłki "szczupakiem". Po jego uderzeniu padł gol. Bramkarz Leeds reklamował zagranie ręką, ale sędzia Urs Meier gola uznał. Zapytał nawet Sancheza, czy przypadkiem nie strzelił ręką. Usłyszał odpowiedź negatywną, ale Sanchez skłamał. Udowodniły to powtórki telewizyjne zza angielskiej bramki. Gol padł po uderzeniu ramieniem.

W marcowym meczu drugiej fazy grupowej Ligi Mistrzów Leeds przegrał 2:3 w Madrycie z Realem. Wówczas przy stanie 0:1 wyrównującą bramkę dla Realu strzelił - ręką - Raul. Zagrania nie zauważył polski sędzia Ryszard Wójcik. Dzięki tamtej wygranej Real zajął pierwsze miejsce w grupie.

Wczoraj znów nielegalny gol ustawił mecz. Gospodarze grali o wiele spokojniej, kontrolowali sytuację. Nie popełniali żadnego błędu. Nadzieją dla Anglików była druga połowa. Szybko jednak marzenia o zdobyciu gola zostały rozwiane. Nie minęło siedem minut, a Hiszpanie prowadzili 3:0. Obie bramki - Sancheza i Mendiety - były niemal identyczne. Mocne, płaskie strzały z lewej strony zza pola karnego w lewy róg bramki Martina. Od 52. min Leeds straciło wiarę w możliwość awansu, a Valencia miała kolejne okazje - m.in. Sanchez trafił w słupek.

To będzie trzeci finał europejskiego pucharu trenera Cupera w karierze. Najpierw w 1999 roku prowadzona przez niego Mallorca uległa 0:1 Lazio w ostatnim w historii finale Pucharu Zdobywców Pucharów. Rok temu, już jako szkoleniowiec Valencii, grał z tą drużyną w finale Champions League i przegrał 0:3 z Realem.

Valencia - Leeds 3:0 (1:0)

Bramki: Sanchez (14. i 47.), Mendieta (52.). Czerwona kartka: Smith - Leeds (90. min). Widzów 53 tys. Valencia: Canizares - Angloma, Ayala, Pellegrino, Aurelio - Albelda, Mendieta (73. Angulo), Aimar (71. Deschamps), Kily Gonzalez (65. Vicente) - Carew, Juan Sanchez. Leeds: Martyn - Mills, Ferdinand, Matteo, Harte - Dacourt, Batty, Bakke, Kewell - Viduka, Smith. Pierwszy mecz 0:0, awans Valencii. Finał odbędzie się 23 maja w Mediolanie.

Dla "Gazety"

Wit Żelazko

Szef Wydziału Sędziowskiego PZPN ds. mediów

Powtórki telewizyjne gmatwają sprawę. Ja nie podejmuję się podjąć jednoznacznej decyzji. Głosy w tej sprawie są podzielone. Chodzi o to, czy gol był zdobyty barkiem, czy przedramieniem. Bark liczy się od pachy w górę, do szyi. Wszystko co poniżej, do łokcia, to już ręka. Jeśli Sanchez strzelił barkiem, gol został uznany prawidłowo, jeśli nie, sędzia musiał podyktować rzut wolny. Porównując to zagranie z uderzeniem ręką Raula, trzeba powiedzieć, że Sanchez zrobił to bardziej subtelnie. A sędzia niczego nie widział, bo był źle ustawiony.