Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Dariusz Wołowski: Przyszłość wielkich

Dla Bayernu i Manchesteru to najważniejszy moment w sezonie, a może nawet w tej dekadzie. W sobotę MU zdobył co prawda siódmy tytuł mistrza Anglii w ciągu ostatnich dziewięciu lat, ale to za mało, by apetyty zostały zaspokojone. Alex Ferguson mówił otwarcie, że jeśli jego drużyna nie wygra Ligi Mistrzów, sezon uzna za stracony. Kapitan Roy Keane dodał niedawno, że gdyby on i koledzy nie poradzili sobie z Bayernem, w Manchesterze polecą głowy. Może i jego także. Po prostu władze klubu uznają, że ci ludzie, którzy dziś decydują o sile zespołu, są już wypaleni.

A jeśli w Manchesterze stawiają sprawy tak kategorycznie, to co dopiero w Monachium. W sobotę na drodze do obrony tytułu mistrza Niemiec Bayern zrobił olbrzymi krok wstecz, przegrywając u siebie z Schalke. Menedżer Uli Hoeness natychmiast przerwał negocjacje z obrońcą Samuelem Kuffourem, stwierdzając, że nie ma o czym gadać z piłkarzem tak słabym. Na włosku zawisł kontrakt lidera drużyny Stefana Effenberga, który za swój następny sezon żądał 20 mln marek. Jeśli Bayern nie znajdzie się w półfinale Ligi Mistrzów, najwybitniejszy niemiecki piłkarz będzie pewnie musiał kończyć karierę gdzie indziej. Już kilka tygodni temu władze Bayernu ogłosiły, że po sezonie pójdą na wielkie zakupy, a kibice być może nie poznają swojej drużyny. Porażka z MU na pewno byłaby kroplą przepełniającą czarę goryczy. Wygląda na to, że rewolucja w Manchesterze lub Monachium jest nieunikniona. Ktoś przecież przegrać musi.

Na pewno w Madrycie sprawy wyglądają lepiej. Real kroczy pewnie po pierwszy od czterech lat tytuł mistrza Hiszpanii. Nikt w klubie nie bierze nawet pod uwagę, by najlepszej drużyny Europy nie było w półfinale Champions League. A jeśli nikt nie spodziewa się katastrofy, być może nie jest ona aż tak nieprawdopodobna. Na pewno remis z Galatasaray wstrząsnąłby Madrytem nawet bardziej niż porażki Monachium i Manchesterem.