Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Przed rewanżami w ćwierćfinałach Ligi Mistrzów

Valencia podejmuje dziś Arsenal, a Deportivo La Coruńa Leeds United w rewanżowych meczach ćwierćfinałów Champions League


Jeśli w półfinale Ligi Mistrzów zdarzy się bratobójczy pojedynek, bardziej prawdopodobne, że będzie on angielski niż hiszpański. A jeszcze dwa tygodnie temu wydawało się, że faworytami będą Hiszpanie. Deportivo i Valencia wygrały swoje grupy w II fazie, Arsenal awansował do ćwierćfinału szczęśliwie, Leeds dzięki fatalnej postawie Lazio Rzym.

W poprzedniej edycji Champions League Hiszpanie mieli w półfinałach trzy zespoły - Anglicy ani jednego. Leeds w tym sezonie grało z klubami Primera Division cztery razy, zdobyło zaledwie jeden punkt u siebie z Barceloną. Z Realem przegrało dwa razy.

Tymczasem w pierwszym meczu z Deportivo pokazało futbol porównywany z tym, którym na przełomie lat 70. i 80. zadziwiał kontynent FC Liverpool. Młodzi gracze Davida O'Leary'ego zwyciężyli na Elland Road 3:0, a w ostatnim meczu ligowym wygrali w Liverpoolu 2:1. Są w wielkiej formie, grają z entuzjazmem i wiarą w siebie. W Premier League nie przegrali 11 kolejnych meczów. - Kiedy przychodziłem do Leeds, nie wierzyłem, że możemy zajść tak daleko w Champions League. Teraz wiem, że jesteśmy w stanie nawet zwyciężyć - twierdzi australijski napastnik Mark Viduka.

- Wiem, że w La Coruńi trzeba grać rozważnie, bez szaleństw. Ale naszą siłą jest atak, dlatego mimo przewagi trzech goli nie zrezygnujemy ze zdobywania dalszych. To może być klucz do awansu. Bo jeśli się cofniemy i będziemy tylko bronić, może być nieszczęście - mówi O'Leary. - Na pewno rywale wciąż wierzą w awans. Po tym jak - przegrywając 0:3 - zwyciężyli 4:3 PSG, Deportivo uwierzyło, że na swoim boisku są w stanie dokonać wszystkiego.

Hiszpanie nie ukrywają, że to byłby cud, gdyby znaleźli się w półfinale. Ale na ten cud nie myślą czekać. - Pierwszy gwizdek arbitra to będzie dla nas sygnał do szturmu. I nie spoczniemy do ostatniej minuty. W takim meczu trzeba zapomnieć o obronie. Musimy iść do przodu. I niech będzie, co będzie - twierdzi ich trener Javier Irureta.

Sytuacja Deportivo nie jest łatwa. W Primera Division obrońcy tytułu pogodzili się raczej z tym, że mistrzem będzie Real (ma osiem punktów przewagi). W ostatniej kolejce Deportivo wymęczyło 2:1 z broniącą się przed spadkiem Osasuną i jeśli tak samo zagra dziś, o półfinale Champions League może zapomnieć. - Potrzebujemy silnego podmuchu wiatru w plecy - mówi Irureta.

W zespole z La Coruńi do gry wracają obrońca Donato i pomocnik Mauro Silva. Do dyspozycji jest nieobliczalny Djalminha i Walter Pandiani, który w pamiętnym meczu z PSG zdobył trzy bramki.

Znacznie trudniejsze zadanie czeka w Valencii londyński Arsenal. Na Highbury wygrał tylko 2:1 dzięki wspaniałemu strzałowi Roya Parloura z 25 metrów. Ale po porażce w lidze 0:3 z Middlesbrough zespół z Londynu jest w fatalnej kondycji psychicznej. Zwłaszcza że dwa gole padły po strzałach samobójczych Brazylijczyków Edu i Silvinho. To była pierwsza ligowa porażka Arsenalu na Highbury od 14 miesięcy. - Wszystko zagrało przeciwko nam - mówi Arsene Wenger. - Jeśli w Valencii nie udowodnimy, że jesteśmy znacznie lepszym zespołem, to będzie bardzo niedobrze.

- Dla mnie to najważniejszy mecz w życiu, ważniejszy niż zeszłoroczny finał Pucharu UEFA - twierdzi Szwed Fredrik Ljungberg z Arsenalu.

Valencia też przegrała ostatni ligowy mecz - na swoim boisku z Alaves (już prawie finalista Pucharu UEFA po zwycięstwie w pierwszym meczu z Kaiserslautern 5:1). - Kibice są zawiedzeni wynikiem, ale z naszej gry powinni być zadowoleni - tłumaczył trener Hector Cuper. W meczu przeciw Arsenalowi jego zespół będzie osłabiony brakiem kontuzjowanego Kily'ego Gonzaleza. Jego miejsce zajmie prawdopodobnie Miguel Angel Angulo. Wciąż leczy się Didier Deschamps, dlatego pewny miejsca w drugiej linii obok Gaizki Mendiety i Pablo Aimara jest Ruben Baraja.

W 20 meczach z zespołami angielskimi Valencia wygrała tylko cztery razy. Żeby być w półfinale, musi zwyciężyć po raz piąty.



Największe emocje budzą jednak mecze środowe, szczególnie rewanż Bayernu Monachium z Manchesterem United. Pierwsi przegrali w lidze z Schalke 1:3 i stracili pozycję lidera Bundesligi, drudzy zapewnili sobie kolejny tytuł mistrza Anglii, ale to jednak zespół z Monachium jest bliższy półfinału. Pierwszy mecz wygrał na Old Trafford 1:0.

Największy faworyt Champions League Real Madryt musi odrobić gola ze Stambułu, gdzie Galatasaray zwyciężyło 3:2, przegrywając 0:2 do przerwy.



Dziś zagrają

Deportivo la Coruńa: 13-Jose Molina; 2-Manuel Pablo, 20-Donato, 4-Nourredine Naybet, 3-Enrique Romero; 18-Victor, 6-Mauro Silva, 10-Fran, 8-Djalminha, 17-Walter Pandiani, 7-Roy Makaay.

Leeds United: 1-Nigel Martyn; 18-Danny Mills, 29-Rio Ferdinand, 21-Dominic Matteo, 3-Ian Harte; 11-Lee Bowyer, 4-Olivier Dacourt, 23-David Batty, 10-Harry Kewell; 9-Mark Viduka 17-Alan Smith.

Sędzia Stefano Braschi (Włochy).

Pierwszy mecz 0:3.



Valencia: 1-Santiago Canizares; 20-Jocelyn Angloma; 12-Fabian Ayala; 2-Mauricio Pellegrino; 15-Amedeo Carboni; 6-Gaizka Mendieta; 19-Ruben Baraja; 14-Vicente or 10-Miguel Angel Angulo; 35-Pablo Aimar; 7-John Carew; 17-Juan Sanchez

Arsenal: 1-David Seaman; 2-Lee Dixon; 5-Martin Keown; 6-Tony Adams; 29-Ashley Cole; 8-Fredrik Ljungberg, 4-Patrick Vieira; 15-Ray Parlour; 7-Robert Pires; 14-Thierry Henry; 25-Nwankwo Kanu

Sędzia Kim Milton Nielsen (Dania).

Pierwszy mecz 1:2.