Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Przed środowymi meczami Ligi Mistrzów

W środę grają: Leeds United - Deportivo La Coruna (Polsat, 20.40), Arsenal - Valencia (Polsat Sport, 20.40); skróty obu meczów Polsat, 23.55
Gdyby siłę zespołów oceniać po liczbie zdobytych przez nie trofeów, atrakcyjniej zapowiadałby się ten pierwszy dwumecz. Obie drużyny zmierzyły się zresztą kiedyś ze sobą w finale PZP w 1980 roku. Górą była Valencia, która po karnych wygrała 5:4. I Anglicy, i Hiszpanie grają jednak ostatnio przeciętnie. Londyńczycy zakończyli drugą fazę grupową wyjazdową porażą z Bayernem i do ćwierćfinału awansowali tylko dlatego, że Lyon nie zdołał pokonać w Moskwie nie walczącego już o nic Spartaka. Wyspiarscy dziennikarze są zgodni: Arsenal ma szanse wyeliminować Valencię, ale potrzebuje "drastycznej poprawy w grze" (serwis BBC). - Nie chcę usprawiedliwiać piłkarzy, ale w Monachium w naszych głowach kołatała się tylko jedna myśl: "co się dzieje w Rosji". To mało profesjonalne, ale podświadomie liczyliśmy na pomoc Spartaka, dlatego wypadliśmy tak blado - powiedział dziennikarzom trener Arsene Wenger, który przyznał, że, kiedy przypomina sobie, styl w jakim jego drużyna wywalczyła awans, oblewa się rumieńcem wstydu.

- W Monachium to nie był prawdziwy Arsenal. W środowy wieczór zagramy zgodnie ze swoją mentalnością - bardzo ofensywnie. Musimy wysoko wygrać, by mieć czego bronić za tydzień na Mestalla. Poprosiłem piłkarzy, żeby czuli się na boisku wolni i robili, to co lubią - czyli strzelali mnóstwo goli. Mam nadzieję, że pokażą charakter.

Charakter może być wiceliderom Premier League bardzo potrzebny, bo Valencia w tym sezonie wyżej niż jedną bramką przegrała tylko raz (z Deportivo), w dodatku oba gole tracąc w doliczonym czasie gry. Piłkarze Hectora Cupera w minioną sobotę się jednak nie popisali - przegrali na własnym stadionie z przeciętnym Espanyolem. Wenger wierzy jednak, w słabość rywali. - Porażka z Espanyolem nie ma znaczenia - trudno skoncentrować się na każdy mecz w lidze - twierdzi. - Musielibyśmy być szaleńcami, żeby liczyć na to samo na Highbury. Nie trzeba być wielkim fachowcem, żeby wiedzieć, że Valencia jest faworytem. Ale mam dobre przeczucie. Nie pytajcie dlaczego, bo nie potrafię odpowiedzieć. Moi piłkarze są świadomi, że w najbliższych sześciu tygodniach rozstrzygnie się, czy ten sezon będzie dla nich fantastyczny.

Angielski szkoleniowiec nie wspomniał o jeszcze jednym powodzie, dla którego na Highbury podejmą "inną" Valencię niż ta, która nie poradziła sobie z Espanyolem. Do drugiej linii wrócą dwaj kluczowi gracze - dynamiczny lewoskrzydłowy Kily Gonzalez i potrafiący jednym podaniem wypracować kolegom doskonałą okazję do strzelenia gola Pablo Aimar (obaj leczyli kontuzje), a w ataku zagra pauzujący w Primera Division za kartki John Carew, z którym wygrać walkę w powietrzu będzie trudno nawet tak doświadczonym obrońcom jak Tony Adams i Martin Keown.

Hiszpanie obiecują, że nie będą się bronić. - Chcemy wygrać oba mecze - mówi Juan Sanchez. - Nie wierzycie? Chyba pokazaliśmy już, że to nie są czcze przechwałki. - W tamtym sezonie byliśmy o krok od najbardziej prestiżowego trofeum w piłce klubowej. Teraz, gdy nie mamy już szans na mistrzostwo kraju, spróbujemy zrobić ten jeden krok dalej - wtóruje mu trener Cuper, który zapowiedział już że latem opuszcza klub (prawdopodobnie obejmie Barcelonę).

Wściekli debiutanci

- Popatrzcie, jak grali piłkarze Realu w poprzednim sezonie. Dobrze się bawili, strzelali wiele goli i jak skończyli? Zdobyli trofeum. Nic łatwiejszego niż pójść w ich ślady - mówi napastnik Deportivo Roy Makaay przed meczem wyjazdowym z Leeds. Ostatnie wyniki mistrzów Hiszpanii (tytułu raczej nie obronią, bo Real ma już pięć punktów przewagi) pozwalają przypuszczać, że Holender przesadza tylko trochę. Zespół z La Corunii wygrywa efektownie, zdobywając zwykle cztery gole w meczu. Najczęściej do siatki trafiają Diego Tristan i Walter Pandiani, ale tradyjnie już pojawią się na boisku dopiero w końcówce. Javier Irureta uparcie stawia na mniej skutecznego Makaaya.

Dla Leeds, które tak jak rywale debiutuje w LM, bardzo ważny będzie pierwszy mecz, na Elland Road. U siebie Deportivo poniosło tylko jedną porażkę w ostatnich 12 miesiącach. Pomocnik Eirik Bakke zapewnia, że będą podwójnie zmotywowani. Norwega i jego kolegów rozsierdziła wypowiedź Victora, który stwierdził, "że Leeds to zdecydowanie najsłabszy spośród ćwierćfinalistów".

Obaj trenerzy narzekają na kłopoty kadrowe. Trener Anglików David O'Leary nie będzie mógł wystawić napastnika Robbie Keane'a (grał w eliminacjach do LM w barwach Interu, z którego jest wypożyczony), południowoafrykańskiego obrońcy Lucasa Radebe oraz rozgrywających Oliviera Dacourta, Dominica Matteo i Michaela Bridgesa. W drużynie Deportivo zabraknie dwóch bardzo doświadczonych piłkarzy: Mauro Silvo (w La Corunii gra od niemal dekady) i 38-letniego obrońcy Donato.

Liga Mistrzów w TV: Leeds United - Deportivo La Coruna (Polsat, 20.40), Arsenal - Valencia (Polsat Sport, 20.40); skróty obu meczów Polsat, 23.55