Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Maciej Żurawski dla "Gazety": Asysty to nie to samo

Robert Błoński: Czy to możliwe, byście zagrali z USA trzema napastnikami?

Maciej Żurawski: To chyba tylko plotki. Wtedy musielibyśmy zagrać w ustawieniu 3-5-2, ze mną jako operującym tuż za dwójką napastników. Ale na takie eksperymenty to można chyba pozwalać sobie w meczu z Wyspami Owczymi, a nie USA.

Denerwują Pana pytania o to, kiedy strzeli gola w kadrze i dlaczego nie jest tak skuteczny jak w klubie?

- Już nie (śmiech). Przyzwyczaiłem się, nie spędzają mi snu z powiek. Teraz mówię sobie, że lubię stadion w Płocku. Tam strzelałem gole dające Wiśle Puchar Polski i reprezentacji wygraną z Serbią. Wiem, tego wymaga się od napastników, ale ja w każdym meczu chcę zaznaczyć swoją obecność czymś pozytywnym. Choćby asystą.

Nie ma Pan dosyć meczów o nic w reprezentacji?

- Nie. Nie popadłem w apatię. Ale rzeczywiście, przed sparingami jest spokój, luz. To niby gra na poważnie, ale wyniki nie zobowiązują. W meczach o punkty tylko one się liczą. Jak pokonamy Anglię i awansujemy do MŚ, wszyscy zapomną o stylu, tylko będą myśleli, jak zagramy w Niemczech.

Polska wygrała siedem meczów. A jednak mam wrażenie, że cała para na razie idzie w gwizdek.

- Faktycznie, te wygrane mają tylko psychologiczne znaczenie. Wierzymy, że możemy wygrywać z każdym. Boję się tylko, by zimny prysznic nie przyszedł w eliminacjach. Bo wtedy rok zostanie zmarnowany. To, że nie gramy o punkty, rekompensujemy sobie w klubach. Jestem pod wielką presją. Wisła musi zostać mistrzem, a Żurawski musi strzelać gole. Czuję odpowiedzialność, mam motywację, cel. Już w tym sezonie chcę strzelić sto bramek w ekstraklasie. To mi nie daje spokoju. Gdybym grał w średniej drużynie, niewalczącej o nic, to może wszystko by mi zobojętniało, spowszedniało...

Nie brak Panu meczów o stawkę w kadrze?

- Przynajmniej wreszcie nie powiemy, że nie mieliśmy czasu na przygotowania... Widzę, że powstała drużyna, która zaczyna mieć swój styl, która jest coraz mniej przypadkowa, widać zagrania na pamięć. Może nie gra jeszcze powalająco pięknie, ale skutecznie.

Z czego wynika ta skuteczność? Wcześniej jej brakowało.

- To samo przyszło. Jesteśmy ze sobą już długo. Taktyka, własny styl przyniosły zwycięstwa. Naprawdę, cokolwiek by o tych wygranych sparingach mówić, to jednak... zawsze lepiej być lepszym od rywala niż gorszym. Poczuliśmy się fajnie. Każdy, kto w kadrze został po okresie selekcji, poczuł się pewniej.

Pojawiają się jednak kontuzje, stabilizacja jest zachwiana.

- Na to nic nie poradzimy. Nas dotyka to tak samo jak innych. Ale wciąż, od jakiegoś czasu, wszystko kręci się wokół 20-25 zawodników. I dobrze.

Myśli Pan o tym, że w końcu przyjdzie porażka?

- Nie. Ale wiem, że tak się stanie. Oby nie w eliminacjach. Bo wtedy to wszystko, co stało się wcześniej, straci sens. Każdą teorię będzie można dorobić. Ale ja najbardziej chciałbym, żeby ta dotycząca nas była taka: wygrywali mecze towarzyskie, to wygrali i eliminacyjne.

Czuje się Pan pewnie w kadrze?

- Nigdy nie miałem głowy w chmurach. Długo jestem w drużynie, jakąś pozycję sobie wypracowałem. Ale nikt nie da mi miejsca za darmo. Spełniony w kadrze na pewno nie jestem. Asysty cieszą, ale - powiem szczerze - to nie to samo, co bramki. Chcę je zdobywać nie tylko w lidze.