Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Amerykanie przed meczem z Polską

W Płocku nie damy się tak zaskoczyć jak na mistrzostwach świata w Korei, kiedy nas pokonaliście - mówił trener Bruce Arena. Dzień przed meczem był w doskonałym nastroju
Obie reprezentacje przygotowują się do eliminacji do kolejnego mundialu - w 2006 roku. - My zaczynamy już w czerwcu, wy trochę później - mówił Arena. - Dlatego ani moim celem, ani Polaków nie jest wygrana w środę, tylko punkty w kwalifikacjach i awans. Poważne mecze dopiero przyjdą.

Dla Areny i jego zawodników grających w większości w klubach europejskich przyjazd do Polski nie był żadnym problemem. - Są w dobrej formie, gorzej z tymi, co grają w MLS. W Ameryce liga startuje w sobotę i gra bez przerwy do końca roku - opowiadał Arena. - Nie ma jak w Europie letnich wakacji. Poza tym MLS ma dopiero dziewięć lat. Trudno ją porównać do którejkolwiek z lig europejskich.

Poza bramkarzem Timem Howardem z Manchesteru Utd, który do Polski nie przyleciał, Amerykanie nie mają gwiazd, ale być może się ich doczekają. Urodzony w Ghanie 14-letni Freddy Adu uchodzi za talent formatu Pelego czy Maradony. - Umie wszystko. Ma strzał, podanie, drybling - chwalił go Arena. - Ale to wszystko pokazywał na razie na tle swoich rówieśników bądź 17-latków. Grał tylko z dziećmi. Zobaczymy, jak wypadnie w konfrontacji z dorosłymi mężczyznami - dodał szkoleniowiec.

W jego drużynie nikt nie rozpamiętuje porażki na mundialu w Korei (1:3). - Zaskoczyliście nas dwoma golami w pierwszych pięciu minutach - wspominał Arena. - I nasza taktyka legła w gruzach. Wtedy byliście lepsi, czapki z głów. Mam nadzieję, że w Płocku nie damy się tak zaskoczyć.

- Wygra ten, kto strzeli więcej bramek - wypalił ze śmiechem zapytany o wynik. I zapytał o typ polskiego dziennikarza. Usłyszawszy "2:1 dla Polski", odetchnął. - Może być. Byle nie 3:1 dla was. Nie chcę przeżywać tego drugi raz.