Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Rozmowa z Adamem Matyskiem

Przyjeżdżam na mecz z Armenią. Chętnie założę szalik reprezentacji Polski, a nawet w zdrową rękę wezmę flagę i będę nią machał. Byle tylko pomóc chłopakom - mówi ?Gazecie? bramkarz reprezentacji Polski Adam Matysek
Znakomicie bronił w meczu z Norwegią w Oslo. W 60. min, po strzale Ole Gunnara Solskjaera, nieszczęśliwie upadł na łokieć. Kontuzjowaną ręką obronił strzał Jo Tessema. Zszedł z boiska przy stanie 2:1 dla Polski. W niedzielę wrócił do Leverkusen.

Robert Błoński: Jak się Pan czuje?

Adam Matysek: Znacznie lepie niż w sobotę. W Niemczech po raz kolejny przeszedłem gruntowne badania. Miałem tomografię, USG i potwierdziło się to, że mam naciągnięte mięśnie. Kontuzja nie jest poważna, ale muszę uważać.

Jak Pana przyjęto w klubie?

- Bardzo dobrze. Koledzy pytali co i jak. Wszyscy byli zaskoczeni naszym zwycięstwem. Znali szczegóły meczu, bo na stadionie Ullevaal był dziennikarz "Kickera". Napisał, że grałem bardzo dobrze, podobnie jak cały zespół. Podziwiał nas za to, że przy stanie 2:2 potrafiliśmy strzelić trzeciego gola.

A co mówiono o kontuzji?

- Wszyscy byli i są zmartwieni. Mają jednak nadzieję, że w sobotę na BayArena zagram przeciwko Schalke. Ale o tym zdecyduję ja sam. Jeśli w piątek będę czuł się przyzwoicie, w sobotę przejdę specjalne testy, czy mogę bronić. Jeśli tylko w piątek poczuję ból, zrezygnuję z gry. Nie wiem, czy pójdę na ryzyko wystąpienia z blokadą. Za dużo mam do stracenia. Z takim urazem jak mój sportowcy pauzują zwykle dwa-trzy tygodnie. A w sobotę minie dopiero tydzień.

Czy widzi Pan różnicę w tym, co pokazał w Oslo, a tym, co na Wembley, kiedy przegraliśmy 1:3, a kadrę prowadził Janusz Wójcik?

- Wszyscy chyba widzą. W Oslo obroniłem to, co mogłem, a nawet więcej. A na Wembley nic. W Norwegii byłem pewniejszy, uspokoiła mnie pierwsza interwencja, kiedy obroniłem strzał Solskjaera z 16 metrów.

Także za kadencji Janusza Wójcika grał Pan w kadrze w meczu z Armenią. Jak Pan wspomina tamto spotkanie?

- To nie był łatwy przeciwnik. Ale jestem optymistą. Obojętne jak, ale mamy ten mecz wygrać. Przede wszystkim trzeba będzie wykorzystać nadarzające się okazje, a tych może nie być za wiele. Jak na razie mamy sporo szczęścia. Oby dopisywało nam do końca eliminacji.

Żal Panu, że nie został na zgrupowaniu w Konstancinie?

- Bardzo. Chcę jednak przyjechać na mecz z Armenią. Sprawdzałem połączenia lotnicze i wszystko wskazuje na to, że będę na Łazienkowskiej.

Z szalikiem?

- Chętnie bym go założył. Tyle że ja... nie mam szalika reprezentacji Polski. Gdyby mi ktoś dał, to chętnie pomogę chłopakom dopingiem. Wziąłbym nawet flagę i zdrową ręką machał przez 90 minut.

Kucharz reprezentacji Robert Sowa obiecał, że jeśli Polska wygra z Norwegią i Armenią, przygotuje dla kadrowiczów żeberka w sosie miodowym i kwaśną kapustą.

- Mam nadzieję, że dotrzyma słowa. Przyjadę to sprawdzić.