Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Napastnik Herthy Berlin Artur Wichniarek dla "Gazety":

- O mistrzostwo Niemiec walczą już tylko cztery drużyny: Werder, Bayern, Stuttgart i Bayer. Choć to ci pierwsi grali najbardziej fantastycznie i zostali mistrzami jesieni, większe szanse na tytuł daję Bawarczykom, którzy i skład mają bardzo silny, i przemawia za nimi doświadczenie - mówi napastnik Herthy Berlin Artur Wichniarek
Hitowym meczem Borussia Dortmund - Schalke rozpoczęła się wczoraj runda wiosenna Bundesligi. Spotkanie skończyło się po zamknięciu wydania.

Michał Pol: Hertha zajmuje przedostanie miejsce. Patrząc na Wasz skład, trudno jednak uwierzyć, że będziecie się tylko bronić przed spadkiem...

Artur Wichniarek: My też mamy poczucie, że powinniśmy walczyć o więcej. Takie były założenia przed sezonem, ale z bardzo wielu przyczyn stało się inaczej. Bardzo byśmy chcieli rozpocząć rundę wiosenną od serii zwycięstw, którą zmazalibyśmy dotychczasowe niepowodzenia. Nie będzie łatwo, bo choćby już pierwszy, sobotni mecz wyjazdowy gramy z mistrzami jesieni - Werderem Brema. Nie będzie łatwo także dlatego, że w rundzie rewanżowej każdy mecz jest jak finał. Wszystkie drużyny o coś walczą. Jak nie o tytuł czy europejskie puchary, to pazurami bronią się przed spadkiem. Wszyscy wychodzą na boisko maksymalnie skoncentrowani i nikt nie odpuści. Niemniej jednak postaramy się jak najszybciej wydostać ze strefy spadkowej. Po prostu ten zespół nie może się zachować inaczej.

Zagra Pan w tym spotkaniu, ostatnio był Pan kontuzjowany?

- Lecę z zespołem do Bremy, ale nie wiem na sto procent, czy zagram. Miałem problemy z mięśniem łydki i nie trenowałem przez trzy ostatnie dni na zgrupowaniu i przez cały tydzień po powrocie. Nawet nikt mnie specjalnie nie skopał, po prostu nagle po treningu zacząłem czuć straszny ból. Teraz jest już w porządku. Skoro już jadę z zespołem na mecze, chciałbym wystąpić od pierwszych minut. Zwłaszcza w meczu z tak renomowanym rywalem. Ale decyzja nie zależy ode mnie.

Na ile nowy trener Hans Meyer zmienił oblicze Herthy? Czy to zupełnie inny zespół niż ten, który zaczynał rundę jesienną pod wodzą Huuba Stevensa?

- Tak naprawdę będziemy wiedzieć dopiero po pierwszych meczach ligowych. Na pewno trener Meyer wprowadził zupełnie nowe metody treningowe. Inna jest też jego wizja gry. Przekonamy się, czy potrafimy wprowadzić na boisku jego myśl taktyczną. Po stracie piłki nie będziemy się cofać na własną połowę, ale od razu atakować przeciwników. Mamy grać szybko, presingiem, na jeden, dwa kontakty. Nawet z silnymi drużynami na ich boisku, jak w sobotę z Werderem, mamy zamiar narzucać rywalom nasz styl gry.

Czy fatalna postawa drużyny skończyła się dla piłkarzy jakimiś konsekwencjami? Niemiecka prasa pisała, że macie się zgodzić na obniżkę pensji o 25 procent...

- Był taki pomysł władz klubu, ale ostatecznie skończyło się na tym, że my, piłkarze, postanowiliśmy opłacać z własnej kieszeni kibicom wyjazdy na wszystkie mecze wyjazdowe Herthy. Nie mam pojęcia, ile ostatecznie będzie to nas kosztować, ale każdy z zawodników przyznaje, że im więcej fanów będzie za nami jeździć, tym lepiej. Ich doping bardzo się nam przyda, wtedy inaczej się gra.

Po przyjściu do Herthy Meyer twardo uderzył pięścią w stół i oświadczył, że nie liczą się żadne nazwiska, a wszyscy zawodnicy zaczynają dla niego kariery od początku. W efekcie Gabor Kiraly stracił miejsce w bramce na rzecz Christiana Fiedlera, a Freddy Bobic miejsce w ataku. Wygląda na to, że na "nowym otwarciu" najlepiej wyszedł Bartosz Karwan, który przekonał Meyera do siebie i wreszcie zdobył miejsce w pierwszym składzie...

- Bartek pokazał się z bardzo dobrej strony w zimowych sparingach na Wyspach Kanaryjskich i wszystko wskazuje na to, że zagra z Werderem od pierwszych minut. Bardzo się z tego cieszę i mam nadzieję, że kolejny Polak porzuca ławkę rezerwowych dla pierwszego składu. Rywalami Bartka do miejsca w jedenastce są Roberto Pinto i Alexander Ludwig, ale on przekonał do siebie trenera duszą wojownika.

Zostawmy Herthę. Kto według Pana ma największe szanse na tytuł?

- Werder, Bayern, Stuttgart i Bayer. Choć to ci pierwsi grali fantastycznie i zostali mistrzami jesieni, podobnie jak Stuttgart, który bił rekordy bez straty gola, większe szanse daję Bawarczykom. Mają bardzo silną kadrę i przemawia za nimi doświadczenie.

W plebiscycie internautów na sport1.de aż 41 proc. kibiców stawia na Bayern, a 29 proc. na Werder. Dziennikarze twierdzą, że wszystko będzie zależeć od postawy napastników obu zespołów Roya Makaaya (dziesięć goli w sezonie) i Brazylijczyka Ailtona (16). Który jest lepszy?

- Obaj to klasa światowa, ale o mistrzostwie Bundesligi nie decyduje postawa jednego piłkarza. Makaay i Ailton to tylko świetni egzekutorzy, ale co by zrobili bez drugiej linii, która w obu drużynach jest bardzo silna. Ailtonowi dogrywają piłkę Christian Lisztes i Johan Micoud, a Holendrowi w Bayernie Michael Ballack i Ze Roberto. Jeśli obie pary grają dobrze, to cały zespół gra dobrze.

A kto według Pana jest kandydatem do spadku?

- Wolę nie typować. Mam tylko nadzieję, że nie Hertha.



Makaay i Ailton to tylko świetni egzekutorzy, ale co by zrobili bez drugiej linii, która i w Bayernie i w Werderze jest bardzo silna