Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liverpool wygrywa. Dudek kontuzjowany

Liverpool fetuje, bo pierwszy raz od 14 lat wygrał na Stamford Bridge. Powody do smutku ma Jerzy Dudek. W 77. min meczu opuszczał boisko z grymasem bólu na twarzy. Doznał kontuzji pachwiny. Pech dopadł Polaka w sytuacji, gdy miał ogromną szansę na powrót do bramki ?The Reds" na stałe.


Do kontuzji doszło w 67. min wczorajszego meczu Chelsea - Liverpool. Dudek po jednej z interwencji w polu bramkowym złapał się za pachwinę lewej nogi. Na twarzy Polaka pojawił się grymas bólu. Zaczął machać w kierunku ławki rezerwowych, sygnalizując konieczność interwencji lekarskiej. Polakowi odnowił się prawdopodobnie stary uraz. Gdy lekarz go opatrywał, Dudek nadal wykrzywiony z bólu kręcił głową, wyraźnie domagał się zmiany. Przy linii bocznej rozgrzewał się już trzeci bramkarz "The Reds" Patrice Luzi Bernardi (do wczoraj nie rozegrał żadnego meczu w Premier League). Początkowo wydawało się, że wszystko będzie dobrze. Dudek pozostał na boisku. Niestety, tylko na ok. 10 minut. W 77 min Houllier dokonał zmiany. Dudek opuszczał boisko, kulejąc, kręcił głową. Wydawał się że przeprasza kolegów. "Sorry, ale naprawdę nie mogę" - zdawał się mówić. W asyście lekarza udał się od razu do szatni.

Na razie nie wiadomo, na ile poważna jest kontuzja. Być może jednak szanse Dudka na odzyskanie pozycji pierwszego bramkarza Liverpoolu legły w gruzach. Polak powrócił do bramki w grudniu tylko dlatego, że kontuzjowany jest Kris Kirkland. Kilka dni temu okazało się, że jego uraz (złamany palec) jest poważniejszy i Dudek będzie bronił co najmniej przez dwa miesiące. Miała być to dla niego szansa na odzyskanie zaufania trenera Gerarda Houlliera, fanów i angielskich dziennikarzy, którzy ostatnio zgodnie faworyzowali Kirklanda.

Wczorajszy mecz Chelsea - Liverpool był marnym widowiskiem Jedynego gola strzelił Bruno Cheyrou, piłkarz, który - gdyby nie fala kontuzji - z pewnością by nie zagrał. Francuz wykorzystał precyzyjne podanie Emila Heskey'a z prawej strony i strzałem lewą nogą w długi róg pokonał Cudiciniego. Chelsea rzuciła się do bardziej zdecydowanych ataków, ale w większości zatrzymywały się one na obrońcach Liverpoolu. Dudek do przerwy był bezrobotny, nie licząc kilku interwencji na przedpolu i dalekich wykopów. Dopiero w końcówce meczu, już po zejściu z boiska Polaka, przewaga Chelsea stała się przygniatająca. W pewnym momencie statystyka "posiadanie piłki" wynosiła 86 proc. na korzyść londyńczyków. Nie ma to jednak znaczenia, bo Liverpoolowi udało się dowieźć jednobramkową przewagę do końca. Zwycięstwo to zbawienna informacja dla Houlliera, który będzie mógł odsapnąć od ciągłej krytyki za brak wyników i utratę kontaktu z czołówką. Co spotkanie z Chelsea będzie oznaczało dla Dudka, przekonamy się pewnie dziś...

Houllier zadedykował zwycięstwo fanom Liverpoolu, którzy przybyli na Stamford Bridge, a także prezesowi klubu Davidowi Mooresowi. - Ostatnie tygodnie były trudne, to zwycięstwo przyszło w dobrym momencie. Dziękuję tym, którzy wierzyli w nas i byli cierpliwi - powiedział szkoleniowiec "The Reds".