Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Korupcja w FIFA. Na celowniku Jerome Valcke, tajemniczy człowiek numer dwa w FIFA. "Zły policjant Blattera", "Kariera błyskawiczna, pełna zwrotów akcji i gaf"

Jeśli FBI zatrzyma też Jerome'a Valcke'a, to Sepp Blatter już nie będzie mógł powiedzieć, że nie odpowiada za korupcję innych. Bo sekretarza generalnego prezes wybiera sam. A Valcke był zawsze do zadań specjalnych. I stawał już za to przed amerykańskim sądem.
To może być punkt zwrotny najnowszej afery w FIFA. Po pierwsze, korupcyjny cień padł nie na któregoś z kacyków futbolu na Karaibach czy w Ameryce Południowej, co do których nikt i tak nie miał złudzeń, ale na pracownika centrali w Szwajcarii. Na człowieka numer dwa w FIFA, Francuza, który zna wszystkie tajemnice FIFA. Po drugie, podejrzenia wobec Valcke'a dotyczą nie, jak większość wątków śledztwa FBI do tej pory, malwersacji i korupcji przy sprzedaży praw telewizyjnych i marketingowych w Ameryce Łacińskiej i USA, ale wątku kupowania głosów przy wyborze gospodarza mundialu.

10 milionów dla Warnera

Jak wynika z informacji "New York Timesa", najlepiej poinformowanego w sprawie śledztwa, to Valcke miał zarządzić wypłatę łącznie 10 mln dolarów dla CONCACAF, rządzonej wówczas po gangstersku przez prezesa Jacka Warnera i jego sekretarza generalnego Chucka Blazera, dziś informatora FBI. Zdaniem amerykańskich śledczych, te pieniądze mogły być łapówką za poparcie CONCACAF (ma aż 35 głosów) dla RPA w wyborach gospodarza mundialu 2010. Według nich, taką zapłatę mieli obiecać przedstawiciele RPA, ale pieniądze przelała ostatecznie FIFA, w kilku transzach w 2008 roku. Czyli kilka lat po wyborze RPA i na dwa lata przed rozegraniem mundialu w Afryce. A Jack Warner, jak wynika ze śledztwa, sporą część tych pieniędzy zatrzymał dla siebie.

"Katar kupił ten mundial"

FIFA nie zaprzecza, że taki przelew miał miejsce. Ale tłumaczy, że nie było w nim nic podejrzanego: pieniądze miały być przeznaczone na rozwój futbolu wśród licznej afrykańskiej diaspory na Karaibach, a pieniądze przelała FIFA z pieniędzy, które i tak przekazałaby RPA na przygotowania do mistrzostw. Więc przychyliła się do prośby federacji południowoafrykańskiej i zrobiła przelew od razu do CONCACAF. W wydanym komunikacie FIFA zaprzecza też, że to Valcke autoryzował przelew. Miał to zrobić nieżyjący już Argentyńczyk Julio Grondona, wieloletni wiceprezes FIFA do spraw finansowych.

Skoro przelew nie był podejrzany, to dlaczego FIFA odpowiedzialność przerzuca na nieżyjącego Grondonę? Dlaczego Valcke w ostatniej chwili odwołał swój wyjazd na zaczynający się wkrótce kobiecy mundial w Kanadzie? I dlaczego list federacji RPA w sprawie tego przelewu był adresowany do Valcke'a? Wszystko to brzmi mało przekonująco, zwłaszcza że czasu na przygotowanie się do obrony było niemało.

Już od kilku miesięcy pojawiały się przecieki, że Warner, jeden z najbardziej skorumpowanych działaczy FIFA, przez lata sojusznik Blattera, ma haki na Valcke'a. Warner już w 2011, gdy został odsunięty od władzy w FIFA i CONCACAF - za to że był korupcyjnym pośrednikiem Katarczyka Mohammeda bin Hammama, który ośmielił się walczyć z Blatterem w wyborach szefa FIFA - postanowił, że razem za sobą na dno pociągnie Valcke'a. I ujawnił mail od sekretarza generalnego, w którym Valcke napisał, że "Katar kupił ten mundial". Potem tłumaczył, że chodziło tylko o to, że Katarczycy "użyli całej swojej finansowej potęgi, by lobbować w sprawie mistrzostw w 2022 roku".

Kłamstwo biznesowe, normalna rzecz

Afera przycichła, Valcke nie poniósł żadnych konsekwencji. Dla Seppa Blattera Francuz jest teraz nietykalny. Blatter wspominał kiedyś, że Valcke ma ogromne zasługi w wyprowadzeniu FIFA z zakrętu finansowego, na którym się znalazła kilkanaście lat temu po kłopotach swoich biznesowych partnerów. Poza tym Valcke przeszedł już kiedyś w FIFA próbę ognia i okazał się bardzo lojalny. Chodzi o spór z Mastercard (z jego rywalem VISA w tle), gdy Valcke był jeszcze dyrektorem marketingu FIFA. To on dostał zadanie, by zakończyć wieloletnią współpracę z firmą Mastercard, a podpisać kontrakt z jej konkurentem, VISA. Mastercard miał pierwszeństwo w negocjacjach o przedłużeniu umowy z FIFA, ale Valcke zataił przed tą firmą, że negocjuje z VISA. A ludzi z VISA okłamywał, że nie ma w umowie żadnego pierwszeństwa dla Mastercard. Sprawa skończyła się przed sądem w Nowym Jorku, Valcke przyznał się tam do kłamstw, bagatelizował je, mówiąc, że to były "kłamstwa biznesowe", normalna praktyka.

Valcke jest zresztą w składaniu zeznań zaprawiony, bo jeszcze we Francji, jako szef Sport+, czyli spółki córki Canal+, musiał wyjaśnić śledczym, czy kierowana przez niego firma nie oszukiwała francuskiego fiskusa przy transferze Ronaldinho do Paris Saint-Germain (część pieniędzy dla Brazylijczyka miało być wypłacanych z udziałem Sport+ na konto w banku szwajcarskim). Przy okazji wyszło na jaw, że Sport+ regularnie angażował się w handel piłkarzami z Brazylii, choć było to bardzo dwuznaczne etycznie w przypadku firmy z branży medialnej. Ale taka jest cała kariera Valcke'a: kontrowersyjna i błyskawiczna, z wieloma dziwnymi zwrotami akcji.

Ochroniarz konwojów, cudowne dziecko show-biznesu

Edukacji nie dokończył, najmował się jako ochroniarz konwojów w Paryżu, zanim odkrył w sobie powołanie do biznesu. W latach 80. (Valcke to rocznik 1960) razem z żoną Rose Leandri Valcke zaczęli podbijać branżę organizacji widowisk, jako producenci przedstawień i agenci artystów. Ich spółka Backline, działająca dla agencji Artmedia, negocjowała m.in. kontrakty reklamowe Catherine Deneuve i Serge'a Gainsbourga. Potem Valcke przeskoczył do sportu (żona też już działa w tej branży), był w Canal Plus wiceszefem redakcji sportowej, a od 1997 do 2002 roku kierował wspomnianą spółką Sport+. Potem na rok przeskoczył do agencji Sportfive, czyli giganta na rynku praw TV, firmy której Canal Plus był wówczas udziałowcem. A już w 2003 po talenty Valcke'a sięgnęła FIFA, robiąc go szefem marketingu. I wyruszając z nim na opisaną wyżej wojnę z Mastercard.

W pierwszej instancji sąd w Nowym Jorku uznał FIFA za winną tej wojny, za co Valcke zapłacił posadą. "Nie możemy tolerować takiego zachowania naszych pracowników" - głosił komunikat federacji. Ale w drugiej instancji FIFA się obroniła, konflikt z Mastercard zakończyła ugodą, VISA została jej sponsorem, a Valcke niedługo później wrócił do pracy. I to z awansem: na stanowisko sekretarza generalnego. W pewnym sensie FIFA potwierdziła w ten sposób, że w negocjacjach sponsorskich Valcke był kłamcą na zlecenie.

Persona non grata w Brazylii

Teraz Blatter wybacza mu wszystko, a trzeba do tego grubej skóry, bo Valcke dyplomatą nie jest i trzeba gasić pożary, które wywołuje swoimi gafami. To nie jest Gianni Infantino, sekretarz generalny UEFA, który gra ostro, ale z szelmowskim uśmiechem i zaczaruje rozmówcę. Valcke to zły policjant FIFA, bywa arogancki. Przed mistrzostwami w RPA pozwolił sobie na sugestię, że miejscowi nie są wzorem pracowitości i dobrego planowania, przed mundialem w Brazylii stał się tam na pewien czas persona non grata, bo jako nadzorujący przygotowania ogłosił, że Brazylijczykom przydałby się "kop w tyłek". Gospodarze zażądali wtedy od FIFA, by wyznaczyła kogoś innego do nadzorowania przygotowań. Ostatecznie do tego nie doszło, i iskrzyło cały czas. Valcke najpierw w imieniu FIFA przeforsował zmianę prawa tak, by na stadionach Brazylii można było podczas meczu sprzedawać piwo, a potem w czasie mundialu dziwił się w wywiadzie, że jest na trybunach tylu pijanych ludzi. W innym wywiadzie mówił, że im bardziej demokratyczny kraj, tym trudniej się razem z nim organizuje mundial i zapowiadał, że z Władymirem Putinem powinno być łatwiej.

W spółce nadzorującej przygotowania w Brazylii Valcke zatrudnił swojego syna, ale akurat to w świecie FIFA nie jest żadnym nadużyciem, tylko normą. A lojalny sekretarz generalny to ktoś, komu szef wiele wybacza. Zwłaszcza szef Blatter, który już raz został przez swojego człowieka numer dwa zdradzony. Michel Zen-Ruffinen przed kongresem wyborczym w 2002 roku zaczął wojnę z Blatterem na kwity, oskarżył go o dyktatorskie rządy i preparowanie bilansów FIFA. Blatter przetrwał ten czas i wygrał wybory głównie dzięki Warnerowi, Bin Hammamowi, Grondonie. Można powiedzieć, że Zen-Ruffinen popchnął go wtedy jeszcze głębiej w ramiona tych sojuszników, od których Blatter się dzisiaj odcina. A już Zen-Ruffinen opowiadał o regularnych przelewach do CONCACAF i rozkradaniu tych pieniędzy przez Warnera. Tyle że wtedy sprawie nie przyglądało się jeszcze FBI. Jeśli informacje "New York Timesa" się potwierdzą, to najtrudniejsza próba lojalności jest dopiero przed Valcke'em.

Złotousty. Najgłupsze wypowiedzi Seppa Blattera