Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Środa w Lidze Mistrzów. Wieczór szaleństwa

"Wieczór szaleństwa" - zatytułował relację z meczu Monaco - Deportivo francuski dziennik sportowy "L'Equipe". Piłkarze z Księstwa rozgromili zespół z La Corunii 8:3. To absolutny rekord, jeszcze nigdy w LM nie strzelono w jednym meczu 11 goli
"Dwa razy super" - to z kolei tytuł z dziennika "Le Parisien" piszącego głównie o wyczynach stołecznego PSG. Dziennikarze nad Sekwaną prześcigają się w komplementach dla Monaco, a także Olympique Lyon, który dzięki bramce Giovanne Elbera pokonał Bayern Monachium 2:1.

Elber zostałby zapewne bohaterem Francji, gdyby nie chorwacki napastnik Monaco Dado Prso, który strzelił w środę aż cztery bramki i jest na ustach wszystkich. Zrównał się w ten sposób z Marco Van Bastenem i Simone Inzaghim, jedynymi, którzy w Lidze Mistrzów strzelili po cztery bramki w jednym meczu. Francuska prasa podkreśla jednak, że Prso jest od nich lepszy, bo gole strzelał najszybciej - w 29 minut.

- Marco jest moim idolem, to dla mnie wielki zaszczyt znaleźć się w takim towarzystwie - mówił po meczu Prso, który w dniu spotkania obchodził 29. urodziny. Francuskie gazety podkreślają, że Chorwat jeszcze nigdy w karierze nie strzelił nawet hat tricka. W środę pierwszą bramkę strzelił w 25. minucie, a przed przerwą miał na koncie już trzy. W niecałe pół godziny (czwartego gola zdobył tuż po przerwie) Prso wskoczył też na pierwsze miejsce klasyfikacji strzelców Champions League, które dzieli z innym graczem z Francji Didierem Drogbą z Olympique Marsylia (obaj trafili pięciokrotnie). Prasa francuska zastanawia się też, czy wyczyn Chorwata skłoni trenera Didiera Deschampsa do wystawiania go w pierwszym składzie. W środę grał bowiem od początku jedynie dlatego, że kontuzjowany był Fernando Morientes (w towarzystwie kolegi z Realu Madryt Raula Gonzalesa oglądał mecz z trybun). Hiszpan jest jego fatum od poprzedniego sezonu - choć Prso strzelił w nim dla Monaco 12 goli w 20 meczach ligowych, stracił miejsce w podstawowej jedenastce, gdy tylko sprowadzono Morientesa.

Zupełnie odmienne nastroje panują w Hiszpanii. "Katastrofa" - wieści na czerwono pierwsza strona dziennika "Marca". Na okładce tym razem nie ma Ronaldo, Figo czy innego gwiazdora Realu. Są natomiast uśmiechnięci piłkarze Monaco cieszący się po zdobyciu jednej z bramek. "Największe nieszczęście w historii klubu" - pisze "Marca". Jeszcze nigdy w historii hiszpański klub nie stracił w europejskich pucharach ośmiu goli. Deportivo pobiło niechlubny rekord Valencii, która w sezonie 93/94 dała sobie strzelić siedem bramek niemieckiemu Karlsruher w drugiej rundzie Pucharze UEFA. Dziennikarze wyliczają dalej - to najwyższa porażka klubu z La Corunii od 51 lat, nawet jeśli uwzględnić pojedynki w lidze. Wtedy Deportivo uległo na San Manes Baskom z Athletic Bilbao 2:8.

Prasa w tonie gorzkiej ironii próbuje też znaleźć przyczynę tak fatalnej postawy Deportivo. "Winny jest prezes Augusto Cesar Lendoiro" - pisze "Marca". Dlaczego? Bo mecz na stadionie Louisa II w Monaco był pierwszym, na jaki osobiście pofatygował się szef klubu od 2000 r. Kiedy trzy lata temu wybrał się do Londynu, Deportivo przegrało z Arsenalem aż 1:5. "Lepiej siedź w domu" - radzi prezesowi "Marca". - Po meczu pogratulowałem księciu Albertowi zwycięstw jego drużyny, ale powiedziałem też, że liczę na rewanż w finale Ligi Mistrzów - mówi niewzruszony atakami prasy Lendoiro. - Jestem pewien, że pokonamy AEK, a Monaco wygra z PSV, dlatego z wyjściem z grupy nie powinno być problemu - uspokaja prezes.

Fakty są jednak przygniatające. Do przerwy Hiszpanie przegrywali już 2:5. Szkoleniowiec Deportivo Javier Irureta w akcie desperacji zdjął nawet z boiska bramkarza Molinę. Nic to jednak nie dało, a obrona mająca w Primera Division świetną reputację była w środę wieczorem dziurawa niczym sito. - Po prostu trudno mi oddychać, nie mogę w to uwierzyć - mówił po spotkaniu Deschamps.

- Osiem goli... Boże, nie wiem, jak to wytłumaczyć - zastanawiał się natomiast Irureta. - To był dziwny mecz. Mieliśmy sporo okazji, ale nasza obrona grała katastrofalnie i stąd taki wynik - dodał.

Powodów do świętowania nie mieli też Niemcy. Bayern Monachium po słabej, pełnej brutalnych fauli i fatalnych dośrodkowań grze zasłużenie przegrał z mistrzem Francji Olympique Lyon 2:1. "Krise statt Klasse", czyli kryzys zamiast klasy - to tytuł z niemieckiego "Kickera". Prasa nie pozostawia suchej nitki na piłkarzach Bayernu - za wolni, za słabi, za mało zaangażowani - wylicza. Najwięcej dostało się pomocnikom, w tym Michaelowi Ballackowi. "Poza kartką za bezmyślny faul nie pokazał nic" - pisze "Kicker". Jedynym piłkarzem, którego wyróżnia gazeta, jest strzelec decydującej bramki dla Lyonu Giovanne Elber, który jeszcze przed rokiem grał w Monachium (był nawet królem strzelców), ale prezesi z niego zrezygnowali, sprowadzając młodszego Roya Makaaya. Brazylijczyk opuszczał w środę stadion żegnany przez 60 tys. fanów Bayernu owacją.

Kolejnym zespołem po Realu Madryt, który zapewnił już sobie awans do 1/8 finału, jest Juventus Turyn. Włosi zremisowali bezbramkowo w meczu na szczycie grupy D w San Sebastian z Realem Sociedad.