Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Nicolas Anelka - gwiazda Manchesteru City

Jest leniwy, myśli tylko o pieniądzach, grach komputerowych i łatwych sukcesach. Wkrótce rozmieni swój talent na drobne - mówił o nim parę lat temu Arsene Wenger. - Dorósł. Wkrótce stanie się najlepszym napastnikiem świata - mówi dzisiaj Kevin Keegan o najlepszym zawodniku Manchesteru City Nicolasie Anelce
Gdyby charakter miał taki jak umiejętności, byłby dziś na piłkarskim szczycie. Kilka razy i tak był blisko, ale za każdym razem się staczał. Wygląda jednak na to, że Nicolas Anelka znów się na szczyt wdrapuje.

24-letni zawodnik Manchesteru City, który dziś zagra przeciwko Groclinowi w Pucharze UEFA, doskonale wpisuje się we francuski gwiazdozbiór piłkarzy kontrowersyjnych. Przetarli mu szlak Eric Cantona i David Ginola - niechciani w reprezentacji geniusze futbolu, którzy przyjęli się na Wyspach Brytyjskich. O całej trójce głośno było w mediach nie tylko z powodu ich gry, ale konfliktów z kolegami, kibicami, trenerami. Wszyscy wiedli wystawny i pretensjonalny styl życia.

Francuski Ronaldo

Rodzina Anelki przyjechała do Francji z Martyniki. Pięć lat później w Wersalu urodził się Nicolas. Miał dwóch starszych braci. Od małego grał z nimi w piłkę. Z Didierem, który został później lekkoatletą, ścigał się wokół boiska. Te treningi dały mu szybkość, cechę niezbędną dla napastnika. Obaj bracia mają wpływ na Nicolasa do dziś. Są jego agentami. Francuska prasa właśnie w nich upatruje źródła kłopotów Anelki. Oni załatwiali jego transfery, w tym ten najgłośniejszy - z Arsenalu do Realu Madryt w 1999 roku, który z punktu widzenia sportowego okazał się klapą.

Pierwszym klubem Anelki był maleńki Trappes, w którym przez trzy lata ćwiczył też Patrick Vieira. Ale przełomem w jego karierze było przejście w 1993 roku do prestiżowej szkółki piłkarskiej INF Clairefontaine. To tam piłkarskie szlify zbierał Thierry Henry (dziś Arsenal), Louis Saha (Fulham) czy Philippe Christanval (Olympique Marsylia). W Clairefontaine Anelkę wypatrzyli działacze Paris Saint Germain. Miał 17 lat, kiedy zadebiutował w lidze francuskiej, strzelając gola w meczu z Lens.

Ale trener PSG Luis Fernandez nie wierzył w niego. Sadzał na ławce rezerwowych. Kiedy weszło w życie prawo Bosmana, Anelka nie podpisał jeszcze zawodowego kontraktu z PSG. Gdy nadeszła oferta z Arsenalu, jego bracia wynajęli adwokatów. "Kanonierzy" zapłacili za niego 750 tys. franków (mniej niż 200 tys. dol.). Dwa lata później sprzedadzą go za 28 mln dol i będą jeszcze żałować.

W Arsenalu pod ręką francuskiego menedżera Arsene'a Wengera Anelka rozkwitł. W 65 meczach strzelił 23 gole. W 1998 roku, mając 19 lat, zdobył z "Kanonierami" mistrzostwo i Puchar Anglii, pogrążając wielki Manchester United. Na mistrzostwa świata jednak nie pojechał. Był podobno pierwszym na liście rezerwowych. A Aime Jacquet powiedział mu: - Jeszcze masz czas, aby wygrywać. Nie minęło pół roku, a już był gwiazdą mistrzów świata. W towarzyskim meczu Anglia - Francja strzelił gospodarzom dwa gole. Francja po raz pierwszy wygrała na Wembley. - To nasz Ronaldo - powiedział o nim po meczu kapitan "Trójkolorowych" Didier Deschamps.



Skończony na Highbury

Wtedy zaczęły się problemy. Triumfy przewróciły w głowie 20-letniego Francuza. Do jego brata Claude'a zaczęli się zgłaszać pośrednicy oferujący bajeczne kontrakty w najlepszych klubach Europy. Gazety pisały jednego dnia, że pieniądze na stół rzuca FC Barcelona, drugiego, że Juventus Turyn będzie się bił o niego z Interem Mediolan, trzeciego - że sprowadzenia utalentowanego piłkarza na Old Trafford zażądał sam Alex Ferguson.

Prezesi zainteresowanych klubów dementowali, a Wenger zapewniał, że "rok temu Anelki jeszcze nikt nie znał i musiałem wszystkim tłumaczyć, że to będzie świetny napastnik. Teraz najpotężniejsze zespoły chcą go mieć w składzie, a ja muszę powtarzać, że on nie jest na sprzedaż". Tymczasem Nicolas, grając na playstation, coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że choć zupełnie niedawno przedłużył kontrakt z Arsenalem, to jest to klub zbyt mały dla jego formatu.

Zaczął rozpowiadać, że czuje się w Londynie samotny, nie ma przyjaciela w drużynie, a np. w Juventusie spotkałby kolegę z reprezentacji Francji Thierry'ego Henry. W dodatku marnie zarabia - tylko 14 tys. funtów tygodniowo. Robił, co mógł, żeby opuścić Anglię, aż w końcu Wenger trzasnął pięścią w stół. - Niech Anelka już stąd odchodzi. Na Highbury jest skończony. Dopóki ja tu jestem, nie włoży koszulki Arsenalu - powiedział, dodając, że swoją postawą Anelka obraził barwy klubowe i londyńskich fanów.

Francuzowi pozwolono na pertraktacje z potencjalnymi nabywcami, ale na przeszkodzie stanął kapryśny charakter i pazerność piłkarza. Stawiał wciąż nowe warunki. Już, już dogadywał się Juventusem lub Lazio, które oferowały mu 100 tys. dol. tygodniowo, gdy w ostatniej chwili żądał jeszcze dodatkowych 6 milionów dla swoich braci agentów. Wściekłe władze Arsenalu oświadczyły, że wybryki Anelki zakłócają przygotowania do sezonu, i ogłosiły, że zawodnik nigdzie nie pójdzie. Na to Anelka napisał list, że jest w depresji, i... wyjechał na wakacje do Paryża.



Jak psa

W końcu dopiął swego. - To ze względu na prasę angielską i jej wtrącanie się w moje prywatne sprawy wyjeżdżam - tłumaczył powody odejścia do... Realu Madryt. - Nicolas ma duży kłopot. Kupił sobie willę, w której garaż jest za mały dla jego wszystkich porsche - relacjonowali w Madrycie kłopoty brata Claude i Didier.

Prawdziwe problemy dopiero miały się zacząć. Już po sześciu miesiącach w Madrycie miał dosyć. Był nielubiany przez kolegów z drużyny, nie rozmawiał z nikim. Starł się z trenerem Vincente del Bosque. Za krytykowanie taktyki szkoleniowca i odmowę udziału w "głupich" treningach został zawieszony na 45 dni (największa kara w ponadstuletniej historii klubu) i ukarany grzywną w wysokości 360 tys. dol. Obrażony piłkarz postanowił, że będzie trenował indywidualnie, ale gdy przyszedł do klubu, szatnia była dla niego zamknięta. - Byłem grzeczny dla wszystkich. Ściskałem ręce, uśmiechałem się, uczyłem się hiszpańskiego, by udzielać wywiadów, których nie cierpię. Rezultat? Traktuje się mnie jak psa. Zarzucili mi, że spędzam zbyt wiele czasu przy telefonie. To już nie wolno zadzwonić do rodziny i przyjaciół? - żalił się dziennikarzom "France Football".

Ostatecznie strzelił dla Realu tylko trzy gole i choć dwa z nich dały "Królewskim" awans do finału Ligi Mistrzów, a trzeci stał się pierwszą bramką w historii klubowych mistrzostw świata, Hiszpanie uznali jego transfer za niewypał i z radością przyjęli ofertę kupna piłkarza.



Kwestia dojrzałości

Nadeszła z Paris Saint Germain. Paryżanie zapłacili za niego 32 mln dol., co jest największą sumą, jaką klub francuski wydał na piłkarza. Stamtąd wrócił w ubiegłym sezonie na Wyspy Brytyjskie. Wypożyczył go Liverpool Jerzego Dudka, skąd do Leeds odszedł właśnie Robbie Fowler. Gerard Houllier nie zdecydował się jednak skorzystać z opcji pierwokupu. Anelkę kupił do Manchesteru City Kevin Keegan odbudowujący dawną potęgę klubu, który ściągnął zresztą także Fowlera. Pod okiem "Mr. Motivatora" Francuz odżył. W tym sezonie w 10 meczach zdobył 11 bramek, w tym raz popisał się hat trickiem.

W listopadzie ubiegłego roku odmówił gry w reprezentacji Francji. Możliwość powołania zamknął sobie wywiadem w "Paris-Match", w którym skrytykował trenerów "Trójkolorowych:: - W czasach Jacqueta to kolega kolegi grał w reprezentacji. Nie liczyły się kwalifikacje. Roger Lemerre powołał mnie w ostatniej chwili na Euro 2000, co nie przeszkodziło nam wygrać. Santini bierze tylko swoich. Nawet ze mną nie porozmawiał, gdy był w Manchesterze. Gdyby uklęknął przede mną, przeprosił mnie, może bym się zastanowił, ale teraz postawiłem krzyżyk na Euro 2004. Nie potrzebuję reprezentacji Francji, bo też nie mogę w niej grać z zamkniętymi ustami - oświadczył.

Ostatnio jednak złagodniał. Znów udziela wywiadów. Jest ostrożniejszy. I znowu strzela gole. - To kwestia dojrzałości. On wcześnie wszedł w wielką piłkę. My w jego wieku i przy takiej presji zachowalibyśmy się tak samo - usprawiedliwia Anelkę kapitan reprezentacji Francji Marcel Desailly.