Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga angielska. 10. kolejka. Porażka Manchesteru United

- Byli jak w letargu: bez życia, bez ruchu, bez wyrazu - mówił o piłkarzach Manchesteru United Alex Ferguson po porażce z Fulham 1:3. Obrońcy tytułu przegrali na własnym stadionie po raz pierwszy od 13 miesięcy.
Dla gości z Londynu sobota też była dniem absolutnie wyjątkowym. Ostatnie zwycięstwo na Old Trafford odnieśli bowiem w 1964 roku. Wczoraj objęli prowadzenie tak szybko jak "Czerwone Diabły" w środowym meczu Ligi Mistrzów z Glasgow Rangers. Już w trzeciej minucie Tima Howarda pokonał Lee Clark (błąd popełnił Mikael Silvestre) i był to pierwszy gol stracony przez gospodarzy u siebie w tym sezonie. Wydawało się jednak, że wszystko wróci do normy, bo Diego Forlan najpierw trafił w poprzeczkę, ale tuż przed przerwą wyrównał.

W drugiej połowie jednak nikt nie miał prawa się dziwić, że Urugwajczyk trafił do siatki po raz pierwszy od stycznia. Marnował bowiem okazję za okazją, aż nastąpił "ten dziwny moment, po którym nic już gospodarzom nie wychodziło", jak to ujął trener Ferguson. Fatalna chwila to 66. minuta, kiedy gola dla gości strzelił Steed Malbranque.

- Po 45 minutach, w szatni, byłem zdumiony, że nie wygrywamy - opowiadał później szkocki szkoleniowiec. - Z czasem jednak było coraz gorzej, w końcówce nie wypracowaliśmy sobie żadnej możliwości do zdobycia bramki. Nie mam żadnych wątpliwości, że Fulham w pełni zasłużyło na sukces - dodał Ferguson, który absencję Roya Keane'a i Paula Scholesa, czyli kluczowych graczy środka pola, tłumaczył lekkimi urazami i przemęczeniem. To ich nieobecność mogła przesądzić o porażce, zwłaszcza że w porównaniu z ostatnim sezonem druga linia MU zmieniła się całkowicie - z klubu odeszli przecież David Beckham i Juan Sebastian Veron.

- Po takim występie moi chłopcy nie będą bali się jechać na żaden stadion na świecie. To najlepszy moment w mojej karierze, a grę drużyny polecam tym, którzy widzieli we mnie żółtodzioba skazanego na dymisję po dwóch miesiącach - powiedział trener Cole Coleman, jeszcze w minionym sezonie piłkarz Fulham. Szkoleniowiec londyńczyków promieniał, oceniając swój zespół używał tylko wielkich słów, ale na mistrza wciąż typuje "Czerwone Diabły". W sobotę nie pomogli im jednak lokalni rywale (Manchester City), którzy ulegli w Londynie innemu pretendentowi do tytułu - Chelsea. Zwycięskiego gola rywalom Groclinu w II rundzie Pucharu UEFA strzelił Jimmy Floyd Hasselbaink, a trener Claudio Ranieri cieszył się, że jego piłkarze podnieśli się po pechowej porażce z Arsenalem w minionym tygodniu (po kuriozalnym błędzie bramkarza Carlo Cudiciniego). - W końcówce przeżywaliśmy bardzo ciężkie chwile - mówił włoski szkoleniowiec. - Przetrwaliśmy, ale najważniejsze, że przetrwaliśmy je jako drużyna. Nasz duch nie upadł - dodał Ranieri.

Ranieri ciągle czuje na plecach oddech selekcjonera reprezentacji Anglii Svena Gorana Erikssona, jego kolega po fachu z ławki Liverpoolu spokój ducha zawdzięcza chyba tylko anielskiej cierpliwości szefostwa Liverpoolu. Od 2001 roku, kiedy "The Reds" wywalczyli pięć trofeów, Gerard Houllier nie trafił chyba z ani jednym transferem (Salif Diao, El-Hadji Diouf, Bruno Cheyrou itp.), a o jego drużynie można powiedzieć wiele, ale nie to, że robi jakiekolwiek postępy. W sobotę pokonali Leeds 3:1, i było to ich pierwsze zwycięstwo od 20 września. Po kontuzji wrócił do drużyny Michael Owen i od razu zdobył bramkę.

Liderem pozostał Arsenal, który zremisowął z Charltonem. W Premier League "Kanonierzy" jak zwykle radzą sobie dobrze, jednak po kolejnym niepowodzeniu w Lidze Mistrzów (1:2 z Dynamem w Kijowie) wrócił temat wzmocnień, które umożliwiłyby sukcesy międzynarodowe. Arsenal wszystko inwestuje jednak w nowy stadion i trener Arsene Wenger doniesienia o ewentualnym pozyskaniu Patricka Kluiverta z Barcelony skomentował krótko: - Jeśli Holender chce do nas przyjść, musi zadzwonić do Jezusa i pomodlić się o cud na Boże Narodzenie [kupować graczy można w styczniu - red.]. Pieniędzy nie ma, możemy liczyć tylko na prezent - stwierdził z uśmiechem. Gorzkim uśmiechem.

Wyniki 10. kolejki:

MANCHESTER UNITED - FULHAM 1:3 (1:1): Forlan (45.) - Clark (3.), Malbranque (66.), Inamoto (79.);

ASTON VILLA - EVERTON 0:0;

BOLTON - BIRMINGHAM 0:1 (0:1): Forssell (31.);

CHELSEA - MANCHESTER CITY 1:0 (1:0): Hasselbaink (34.);

LIVERPOOL - LEEDS 3:1 (1:1): Owen (35.), Murphy (57.), Sinama Pongolle (84.) - Smith (42.);

NEWCASTLE - PORTSMOUTH 3:0 (2:0): Speed (17.), Shearer (28., karny), Ameobi (61.);

SOUTHAMPTON - BLACKBURN 2:0 (0:0): Beattie (59.), Griffit (87.);

WOLVERHAMPTON - LEICESTER 4:3 (0:3): Cameron (52., 60., karny), Rae (68.), Camera (86.) - Ferdinand (12., 15.), Scimeca (35.);

CHARLTON ATHLETIC - ARSENAL 1:1 (1:1): Di Canio (27. ,karny) - Henry (39.).

TOTTENHAM HOTSPUR - MIDDLESBROUGH 0:0

1. Arsenal 10 24 19-8
2. Chelsea 10 23 20-9
3. MU 10 22 18-6
4. Birmingham 10 19 9-5
5. Fulham 10 18 20-13
6. Southampton 10 16 10-5
7. MC 10 15 20-12
8. Newcastle 10 15 15-12
9. Charlton 10 15 14-13
10. Liverpool 10 14 15-11
11. Portsmouth 10 12 11-12
12. Tottenham 10 12 10-13
13. Everton 10 10 12-14
14. Aston Villa 10 10 8-12
15. Wolverhampton 10 9 7-21
16. Blackburn 10 8 15-19
17. Bolton 10 8 8-19
18. Middlesbrough 10 8 7-15
19. Leeds 10 8 9-21
20. Leicester 10 5 14-21


Liczba weekendu

530

po tylu minutach gry piłkarze Manchesteru stracili gola na Old Trafford. Poprzedniego strzelił im 3 maja Jensen z Charlton