Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Mówi Michał Listkiewicz: Listy ewidencjonujemy

Rafał Stec: Kto to jest Piotr Trochowski?

Michał Listkiewicz, prezes PZPN: Trochowski? Hmm... To nazwisko nie jest mi obce... ale kto taki, nie jestem w stanie sobie w tej chwili skojarzyć... A co?

Spytam inaczej: zna Pan zdolnych polskich piłkarzy lub polskiego pochodzenia grających za granicą?

- A, już wiem. To jest chłopak, który gra - zdaje się - w Niemczech, tak?

Konkretnie w Bayernie i jest wielką nadzieją tamtejszej piłki...

- Takich nadziei to mieliśmy już wiele, bo np. Maciej Terlecki też był wielką nadzieją polskiej piłki. Tak czy owak, FIFA zmieniła przepisy i "palenie" piłkarzy, do czego nas namawiano, nie ma już sensu, co nagminnie robią Turcy. Dziś wszystko zależy do zawodnika, wybór należy do niego.

Rozmawiałem już z Trochowskim, który chce pozostać lojalny wobec Niemców, dlatego mam do Pana, jako prezesa PZPN, pretensje. Jego mama mówi, że słała listy do związku, ale nie dostała żadnej odpowiedzi...

- Jeśli tak było, to pretensje są słuszne. Ale ja o listach nic nie wiem, musiałbym spytać w Wydziale Szkolenia, bo jeśli list był, musiał trafić tam. W każdym razie żadnego listu nie wyrzucamy, wszystkie ewidencjonujemy. To łatwe, trzeba spytać wiceprezesa Henryka Apostela.

Spyta Pan?

- Obiecuję, że tak. Ale przecież nie wiadomo, czy mama piłkarza mówi prawdę. Jeżeli tak było, wyrażam ubolewanie i dojdę do tego, kto przysnął.

Dla mnie to historia bulwersująca, ten chłopak się świetnie rozwija.

- Ale gdyby zagrał w naszych juniorach, dzisiaj i tak mógłby sobie wybrać Niemcy.

Kiedyś zapowiadał Pan, że ktoś będzie penetrował rynek niemiecki...

- Trener Edward Klejndinst robił to nie tylko w Niemczech, ale i krajach skandynawskich. Ma cały zeszyt z nazwiskami Polaków grających za granicą. Może kogoś przeoczył, ale z drugiej strony to przede wszystkim zawodnik musi chcieć grać dla naszego kraju.

Ale trzeba go spytać, czy chce.

- Powie, że wybiera Polskę, a później i tak stwierdzi, że woli pierwszą reprezentację Niemiec. Ekonomicznie z potęgami będziemy zawsze przegrywać. Trener Klejndinst mówi, że z Polonią rozmawia się na te tematy bardzo ciężko. Kiedy zapadły decyzje w Doha, z niepokojem pomyślałem o Ebim Smolarku. Na szczęście przypomniałem sobie, że zagrał już w pierwszej reprezentacji, więc Holendrzy go nam nie zabiorą.

Obiecywał Pan, że sprawdzi grającego w Bundeslidze Argentyńczyka Diego Klimowicza [jego dziadek urodził się na terenie Polski - red.]. Skontaktował się Pan z nim?

- Nie wiem... Ktoś na pewno z nim rozmawiał. Ale on jasno stwierdził, że nie jest zainteresowany. Poza tym były problemy formalne, bo Klimowicz nie ma polskiego obywatelstwa. Dziś sprawa jest zupełnie nieaktualna, bo w przepisach FIFA zmieniła słowo "citizenship" (obywatelstwo) na "nationality" (narodowość). A Klimowicz nie jest narodowości polskiej.