Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Z Azji ze wsparciem Platiniego? Jest kolejny rywal Blattera

Wiceprzewodniczący FIFA, książę Ali ibn Husajn z Jordanii, ogłosił, że zamierza wystartować w tegorocznych wyborach prezydenckich i zastąpić w tej roli Seppa Blattera. Jego kandydatura pokazuje, jak skomplikowana jest polityka wewnątrz światowej federacji, nawet jeśli pokonanie niekwestionowanego faworyta wciąż wydaje się niemożliwe.
Osierocony w wieku dwóch lat książę Ali ibn Husajn przeszedł edukację na elitarnym amerykańskim Uniwersytecie Princeton oraz w brytyjskiej Royal Military Academy w Sandhurst. Od 2000 roku jest szefem rodzimej federacji piłkarskiej, a cztery lata temu został wiceprzewodniczącym FIFA reprezentującym Azję. Jednak kilka miesięcy temu zmieniono zasady i w maju swoje wpływowe stanowisko straci. Niektórzy tym tłumaczą jego chęć startu do nierównej walki z Seppem Blatterem.

- [Ta zmiana zasad] to kwestia protokołu. A mnie protokół nic nie obchodzi, jestem tu dla futbolu - mówił latem 2014 roku książę Ali. Interesujący jest również fakt, że obecny prezydent azjatyckiej federacji piłkarskiej szejk Salman bin Ebrahim z Bahrajnu kilka razy otwarcie deklarował poparcie dla kolejnej, piątej kadencji Seppa Blattera. Dlatego książę Ali wcale nie powinien być rozpatrywany jako przedstawiciel Azji, ale Europy, która stawia się w opozycji do Szwajcara, choć nie potrafiła wybrać własnego kandydata - zarówno Michel Platini (prezydent UEFA), jak i Wolfgang Niersbach (szef niemieckiej federacji) odmówili startu w wyborach.

- Znam go bardzo dobrze, posiada on wiarygodność, by sprawować to stanowisko - mówi Platini o 39-letnim księciu z Jordanii. Dopiero 29 stycznia kandydaci muszą przedstawić poparcie pięciu krajowych federacji, ale dla UEFA książę Ali to również sposób zdobycia głosów na innych kontynentach. Europa ma jedynie 53 z 209 głosów, a i tak sądzi się, że Rosja i kilka krajów z byłych republik sowieckich będą wspierać Blattera.

Plany? Jak zwykle chęć zmian

- Jednym z powodów mojego startu w wyborach jest chęć przeniesienia uwagi wszystkich z kontrowersji dotyczących działań FIFA na sam sport - oświadczył książę Ali po ogłoszeniu decyzji. - To nie był łatwy wybór, ale przyszedł po ostrożnych rozważaniach oraz wielu dyskusjach z moimi kolegami w FIFA w ostatnich miesiącach. Cały czas słyszałem, że to odpowiedni moment na zmiany - dodawał.

Jednak, podobnie jak Sepp Blatter, wciąż nie przedstawił pełnego programu wyborczego. Do ich opublikowania i merytorycznej debaty nawoływał Jérčme Champagne, trzeci z kandydatów na prezydenta FIFA. - To nie powinna być walka osobowości, ale pomysłów na przyszłość - wciąż twierdzi Francuz ( jego wywiad dla Sport.pl z października zeszłego roku), który również pracował dla światowej federacji, choć nigdy nie osiągnął tak wysokiego stanowiska, jak książę Ali.

Jego szczęście polega na tym, że został wybrany na wiceprzewodniczącego FIFA już po wyborze Kataru na organizatora mistrzostw świata w 2022 roku. Wokół niego nie krążą zarzuty czy kontrowersje dotyczące korupcji przy tym procesie, choć otwarcie wspierał pracę Michaela Garcii, który jeszcze do niedawna był prokuratorem FIFA. Raport amerykańskiego prawnika wciąż nie został ujawniony, a w skróconej, opublikowanej wersji przewodniczącego komitetu ds. etyki Hansa-Joachima Eckerta znalazło się wiele mylnych czy też spreparowanych wniosków. Jednak książę Ali nie jest przeciwny organizacji mistrzostw świata w Katarze, choć znacznie ostrzej od Blattera wypowiadał się na temat odpowiedzialności FIFA za to, jak wyglądają przygotowania do imprezy. Chodziło m.in. o wykorzystanie niewolników przy budowie miast i stadionów.

Zakład o zwycięstwo

Jeszcze rok temu książę Ali witał Seppa Blattera i jego świtę w trakcie wizyty w Jordanii i mówił o "drugim domu" Szwajcara, dziękując mu za wsparcie i pomoc w rozwijaniu futbolu w jego kraju oraz całej zachodniej Azji. Jednak między nimi dochodziło również do sporów, choćby w kwestiach sposobów walki z korupcją czy pozwolenia kobietom z krajów islamskich na grę w specjalnie zaprojektowanych nakryciach głowy. To właśnie inicjatywa oraz działania księcia Aliego spowodowały, że FIFA w tej drugiej sprawie zniosła wieloletni zakaz.

Jednak komentarze dotyczące kandydatury 39-letniego księcia Jordanii przedstawiają smutny obraz wyborów w FIFA. Chociaż po raz pierwszy Blatter będzie musiał zmierzyć się z aż dwoma rywalami, to nikt nie daje im większych szans. Szwajcar, który przewodzi światowej federacji od 1998 roku, wsparciem finansowym oraz różnymi układami zbudował sobie lojalną, obszerną grupę związków, które niemal ślepo wspierają jego działania.

- Chociaż ta kandydatura z pewnością wstrząśnie polityką wewnętrzną federacji, to nie ma mowy o żadnej wojnie domowej w FIFA - pisze Paul Hayward z "Daily Telegraph". James Masters, dziennikarz "The Times", dodaje, że książę Ali "ryzykuje utratę wszystkiego, co wypracował". Jeśli przegra, jego pozycja nawet w samej Azji może zdecydowanie osłabnąć. Szejk Ahmad Al Fahad Al Sabah, przewodniczący azjatyckiego komitetu olimpijskiego, twierdzi, że dla księcia Jordanii jest jeszcze zbyt wcześnie na taką rolę w światowej grze. A sam Ali ibn Husajn w wywiadzie z 2012 roku zakładał, że najpierw chciałby popracować w komitecie wykonawczym przynajmniej osiem lat.

Chociaż jego kandydatura wygląda na przyspieszoną lub nie w pełni przygotowaną, to pojawiają się również głosy, że książę Ali - ze swoją pozycją, bogactwem oraz wykształceniem - nie podejmowałby się misji niemożliwej. Brak cierpliwości piłkarskiej społeczności do działań Seppa Blattera i jego świty narasta, ale póki co nikt nie mówi o zagrożeniu jego piątej kadencji w tegorocznych wyborach. Chyba że stanie się coś nieoczekiwanego. Dzień po ogłoszeniu decyzji księcia Aliego angielski bukmacher Betfair wycofał zakłady na rezygnację 78-letniego Szwajcara ze startu po "wyjątkowym wydarzeniu".