Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Widzew Łódź - Wisła Kraków 1:3

Żeby wygrać z Wisłą, trzeba zagrać nie na 100 proc. zaangażowania, ale na 125 proc. - zapowiadał przed meczem Jerzy Kasalik, szkoleniowiec Widzewa. Jego podopieczni dali z siebie wszystko, ale nie mieli w swoich szeregach takich indywidualności jak Maciej Żurawski i Adam Piekutowski.
Obecny Widzew i były Widzew - tak można określić drużyny, które spotkały się w Łodzi. W Wiśle występuje bowiem aż sześciu zawodników, którzy kiedyś grali w łódzkim klubie. Jednak tylko jeden z nich jest przyjmowany przez łódzkich kibiców nawet lepiej niż obecni widzewiacy. To Mirosław Szymkowiak. - Tak gorącego dopingu nie mam nawet w Krakowie - mówił po meczu. - Na pewno kiedyś tutaj wrócę, bo dla takich kibiców warto grać.

Z pozostałych ekswidzewiaków najlepiej spisał się Adam Piekutowski, który uratował swojej drużynie trzy punkty. W pierwszej połowie trzykrotnie obronił w sytuacji sam na sam. W 46. min nie miał już szans na udaną interwencję po woleju Piotra Włodarczyka, ale piłka trafiła w słupek. Skapitulował dopiero w końcówce.

- Widzew nas zaskoczył. Nie spodziewaliśmy się, że zagra tak dobrze - mówił Szymkowiak. Wisła już w 4. min objęła prowadzenie i później mogła grać tak, jak lubi - z kontrataku. W pierwszej połowie nie bardzo jej to wychodziło. Za to gospodarze atakowali naprawdę pomysłowo. - Nasza drużyna zaczyna grać dopiero wtedy, kiedy straci gola - mówi Tomasz Łapiński, drugi trener Widzewa. - Piłkarze mają nóż na gardle, więc dają z siebie wszystko. Przy słabszym przeciwniku udawało się odrobić straty, ale Wisła była za silna.

Łodzianie stworzyli więcej sytuacji niż mistrz Polski. Zdaniem Żurawskiego brakowało im szczęścia, a przede wszystkim spokoju pod bramką. Za to Wisła grała bardzo mądrze i - w przeciwieństwie do Widzewa - szczęśliwie. Kasalik: - Po strzale Włodarczyka piłka odbiła się od słupka i wyszła poza boisko, zaś kopnięta przez Jopa uderzyła w słupek, poprzeczkę i wpadła do siatki.

Prezes Wisły Bogdan Basałaj i jej piłkarze zgodnie podkreślali, że tak jak zwykle obie drużyny stworzyły wielkie widowisko. To prawda, że emocji nie brakowało, ale widać było różnicę w umiejętnościach piłkarskich. Goście przede wszystkim mieli w swoich szeregach indywidualności, a zwłaszcza Żurawskiego. Reprezentant Polski w pierwszej połowie był mało widoczny, ale wystarczył jeden błąd pilnującego go Radosława Becalika, by omal nie zaskoczył Zbigniewa Robakiewicza. W drugiej połowie był najlepszy na boisku, co potwierdził wspaniałym golem. Po kontrze strzelił w słupek, a później kopnął do siatki z niemal zerowego kąta, na dodatek z prawej strony i prawą nogą. - Wiedziałem, że piłka wpadnie, bo tak chciałem uderzyć - tłumaczył.

W 63. min sędzia Marcin Borski pokazał czerwoną kartkę innemu byłemu widzewiakowi Maciejowi Stolarczykowi za faul z tyłu na Juliano. Łódzki zespół zaatakował, ale kontaktową bramkę udało mu się strzelić dopiero w końcówce. - Muszę przyznać, że wtedy zatrzęsły nam się nogi - mówił Szymkowiak.

Nadzieje Widzewa na remis rozwiał w doliczonym czasie gry Mariusz Jop, który też kiedyś grał w Łodzi.

W Widzewie nikt nie robił tragedii z porażki. - Wisła budowana jest od kilku lat za miliony złotych, a nasza drużyna powstaje od trzech miesięcy, i to z zawodników, którzy przyszli za darmo - twierdzi Andrzej Grajewski, menedżer Widzewa. - Żurawski i Szymkowiak płacą większe rachunki telefoniczne niż Juliano i Lelo zarabiają miesięcznie.

Niestety, najgorszy na boisku był sędzia Borski z Warszawy. W pierwszej połowie nie zauważał fauli krakowskich piłkarzy, zaś po przerwie zagubił się zupełnie. Nie podyktował ewidentnego rzutu karnego dla Widzewa (Juliano był ciągnięty za koszulkę), a przede wszystkim dopuścił do tego, że zawodnicy zaczęli sami wymierzać sobie sprawiedliwość. M.in. w 68. min Grzegorz Pater ściął bez piłki Juliano, który padając kopnął wiślaka w brzuch. Zamiast wyrzuć obu z boiska, sędzia ukarał ich tylko żółtymi kartkami.

Casus Choto

Wisła zamierza zwrócić się do PZPN, aby anulować czerwoną kartkę Macieja Stolarczyka. - Mam informacje od ludzi, którzy oglądali mecz w telewizji, że Maciej wcale nie faulował Brazylijczyka - mówił Bogdan Basałaj, prezes krakowskiego klubu.

Stolarczyk tłumaczył, że podciął Juliano, ale lekko.

- Zasłużyłem najwyżej na żółtą kartkę - twierdził.

- Mam nadzieję, że PZPN potraktuje mnie tak, jak Dicksona Choto z Legii, któremu anulowano czerwoną kartkę z meczu z Lechem Poznań.

Okrągły stół

Przed meczem z Wisłą w Widzewie doszło do pierwszego od bardzo dawna spotkania wszystkich działaczy i udziałowców klubu. Inicjatorem był Jerzy Porczyński, nowy prezes łódzkiego klubu. Po meczu szef RTS wychodził ze stadionu zadowolony. - Mam tutaj porozumienie z podpisami wszystkich ważnych ludzi - pokazywał na zieloną teczkę.

- Myślę, że w naszym klubie wreszcie zapanuje spokój i piłkarze wreszcie będą mogli skoncentrować się tylko na grze - dodaje Grajewski. - Ja już zaczynam szukać wzmocnień.

We wtorek do widzewiaków ma dołączyć Bogdan Zając, były obrońca Wisły Kraków, a ostatnio Zagłębia Lubin.