Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Po środowych meczach Ligi Mistrzów

Po porażce 0:2 na własnym boisku z grającym przez prawie połowę meczu w dziesiątkę Besiktasem jest tylko kwestią czasu, kiedy posadę straci menedżer Chelsea Claudio Ranieri - uważa angielska prasa. Właściciel klubu czeka tylko na moment, w którym do wzięcia będzie Sven Goran Eriksson
Hellski - zatytułował relację z meczu Chelsea - Besiktas "The Sun", zmieniając nazwę londyńskiego klubu tak, by było w niej słowo "piekło". Nie chodzi nawet o to, że piłkarze "The Blues" przeżywali w meczu z Turkami piekielne męki. To oni atakowali przez większość spotkania, tyle że nieskutecznie. Bramki stracili zaś po błędach w obronie. Piekło zaczęło się po ostatnim gwizdku sędziego. Każdy w klubie wie bowiem, że wzmocniona przed sezonem gwiazdami za 180 mln euro drużyna - mająca w kadrze Hernana Crespo, Juana Verona, Adriana Mutu czy Damiena Duffa - nie może przegrywać u siebie w tak słabym stylu z europejskim średniakiem, grającym do tego przez prawie połowę meczu w dziesiątkę.

Choć to dopiero pierwsza porażka Chelsea w sezonie, zdaniem brytyjskich mediów jej skutki będą miały dla menedżera Ranieriego poważne konsekwencje. Zarówno w tym, jak i w poprzednich meczach pokazał bowiem, że nie potrafi wybrać właściwych piłkarzy z 24-osobowej "kadry marzeń każdego trenera".

W sobotę, po wygranym 1:0 w mizernym stylu ligowym meczu z Aston Villą, Ranieri tłumaczył, że jego pełna nowych twarzy Chelsea jest jak uczące się chodzić dziecko, które potrzebuje czasu, a nie presji. Nie wolno od niego wymagać, żeby od razu zaczęło biegać. Po meczu z Besiktasem użył innego porównania - jest jak rzeźbiarz, który z pięknej bryły marmuru powoli wyciosa przepiękną rzeźbę, ale potrzebuje do tego czasu i skupienia. - Nie jesteś Michałem Aniołem, Ranieri. Będziesz musiał oddać dłuto prawdziwemu artyście, zanim kompletnie spaprzesz robotę - napisał komentator "Daily Mirror". Jego zdaniem Włoch nie tylko nie nauczył jeszcze swoich piłkarzy współpracy na boisku i komunikacji, ale też popełnił takie szkolne błędy jak wyczerpanie limitu zmian już w 46. minucie. W efekcie obrońca William Gallas, który nabawił się kontuzji, nie mógł zejść z boiska, tylko kuśtykał do końca spotkania. Na konferencji prasowej Ranieri zirytował się na dziennikarza, który zapytał o zmiany. - Yes, very good, you are right, well done - wołał ("tak, bardzo dobrze, masz rację, o to chodzi"), dodając, że po meczu to każdemu łatwo mówić.

Prasa spekuluje, że nowy właściciel Chelsea rosyjski miliarder Roman Abramowicz zastąpi Ranieriego Svenem Goranem Erikssonem, kiedy tylko ten ostatni będzie do wzięcia. Być może nastąpi to szybciej, niż się ktokolwiek spodziewa - w przyszłą środę Anglia gra w Stambule z Turcją. Zwycięzca zapewni sobie awans do mistrzostw Europy w Portugalii. Jeśli Anglia zostanie zmuszona do występu w barażach, Eriksson może zrezygnować, tym bardziej że FA już od lata ma dla niego następcę (nieoficjalnie mówi się, że ma nim być Steve McLaren).

Angielscy dziennikarze pocieszają się, że nie ma co wyciągać wniosków z triumfu tureckiego klubu nad angielskim w kontekście kluczowego dla awansu do Euro 2004 meczu w Stambule. Tradycyjnie w barwach "The Blues" zagrało tylko dwóch Anglików - Frank Lampard i John Terry.

Po porażce z Besiktasem jedynym komentarzem Abramowicza było jednak: - Stało się. Oczekuję teraz właściwiej reakcji w niedzielnym meczu z Middlesbrough.

Nie musi się lękać o swą posadę menedżer Manchesteru United Alex Ferguson, choć jego zespół przegrał w Stuttgarcie z VfB 1:2 - dzień przed meczem klub, w którym Szkot panuje od 1986 roku, przedłużył z nim umowę do roku 2007. Po spotkaniu Ferguson nie potrafił ukryć wściekłości. - Błędy w obronie były przyczyną porażki. Przegraliśmy zasłużenie, bo kto gra tak niedbale, nie ma prawa zwyciężyć - powiedział na łamach "Manchester Evening News". - Stuttgart nas zaskoczył - przyznał. - To bardzo młoda i niedoświadczona drużyna, a kilku moich piłkarzy w tym meczu powinno brać przykład z ich zaangażowania i koncentracji.

Ferguson nie wymienił z nazwiska piłkarza, który zawalił spotkanie, zrobiły to za niego media. - Aż przykro było patrzeć na grę Rio Ferdinanda. Takie błędy może popełniać przedszkolak, a nie reprezentant Anglii. Gdyby nie Tim Howard, bramek byłoby więcej. Dobrze, że został zdjęty z boiska, oszczędziło mu to jeszcze większego wstydu - napisał "Daily Mirror". - Dla MU słaba forma Ferdinanda nie będzie miała konsekwencji - "Czerwone Diabły" grają jeszcze dwa mecze u siebie i z pewnością wywalczę awans z grupy. Gorzej dla Anglii - kto w tej sytuacji powstrzyma ataki tureckich napastników?