Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Lech Poznań - Groclin Grodzisk 1:3

?Albo Pala, albo my? - krzyczeli kibice Lecha Poznań, bo ich zespół spadł na przedostatnie miejsce w lidze. Szefowie klubu stanęli po stronie ich oraz skonfliktowanych ze szkoleniowcem piłkarzy. Libor Pala stracił w niedzielę pracę, a zajęcia jego stanowiska odmówił były szkoleniowiec Legii Warszawa Dragomir Okuka
Odmowną odpowiedź Okuka przysłał do Lecha w sobotę, tłumacząc, że nie chce brać drużyny w środku rozgrywek. Inni trenerzy zagraniczni są w tej chwili poza możliwościami finansowymi poznańskiego klubu. Niewykluczone, że w tej sytuacji nowym szkoleniowcem Lecha zostanie były trener Groclinu Bogusław Kaczmarek. Na razie - do następnej kolejki - drużynę poprowadzi dyrektor sportowy i asystent Pali Bohumil Panik.

Na pożegnanie wszyscy razem...

Kibice Lecha ostatni kwadrans meczu spędzili na manifestacji swego zdania o obecnej grze Lecha i osobie trenera Pali. Wykorzystali chusteczki higieniczne, które przed meczem rozdała im wchodząca właśnie we współpracę z poznańskim klubem firma Velvet. Rozłożyła ona paczuszki na krzesełkach i przy stanie 1:3 kibice zaczęli machać Pali na pożegnanie. Śpiewali też: "Libor Pala niech sp...", "Wracaj do siebie, hej Pala, wracaj do siebie" i "Pala na pociąg". W stronę ławki rezerwowych Lecha posypały się przedmioty. - Trafili z tą promocją jak ulał - uśmiecha się gorzko wiceprezes Lecha Radosław Sołtys. - To był jednak przypadek - dodaje szybko.

Pala zapytany o to, czy w tych warunkach może jeszcze cokolwiek zrobić i podjąć jakąkolwiek dalszą współpracę z zespołem, milcząco zgodził się, że jest to raczej niemożliwe. W niedzielę wspólnie z szefami klubu uzgodnił, że poda się do dymisji. Czy to jednak spowoduje poprawę gry Lecha? Wielu w to wątpi. - Kto w zamian? - rozkładają ręce sami działacze poznańskiego zespołu. Do wyboru mają bowiem tylko osoby pozwalniane właśnie z innych polskich klubów.

Kibice: Mamy dość słabego Lecha

O Lechu mówi się, że jest jednym z najtrudniejszych do prowadzenia klubów w Polsce. Presja sukcesu jest tutaj ogromna. Kibice są świetnie zorganizowani - na każdym meczu jest ich przynajmniej kilkanaście tysięcy, o czym inne zespoły mogą jedynie pomarzyć - i mają wiele do powiedzenia, bo wpływy ze sprzedanych biletów są jedną z najpoważniejszych pozycji w budżecie klubu. Ostatnio jawnie deklarują, że mają już dosyć czekania na zbudowanie dobrej drużyny, dosyć apeli o czas i cierpliwość, i swą siłę i niechęć do tolerowania dłużej słabego lub co najwyżej przeciętnego Lecha zademonstrowali w sobotę.

Członkowie zarządu Lecha w kuluarowych rozmowach tylko kręcili głowami i mamrotali: - Szkoda, szkoda... Zatrudnienie czeskich trenerów w Lechu było bowiem jakimś pomysłem na unowocześnienie tej drużyny. Nie można tego z pewnością powiedzieć o doraźnych ruchach w postaci zatrudniania polskich szkoleniowców, którzy krążą po całym kraju i zmieniają tylko klub za klubem, posadkę za posadką. Nie proponują przy tym polskiej piłce żadnych nowych rozwiązań.

Piłkarze: Bo trener nas nie wpuszczał

Niechęć kibiców to jednak nie wszystko. W Poznaniu tajemnicą poliszynela był konflikt piłkarzy z trenerem Palą. Kilku z nich, np. Łukasz Madej (najlepszy zawodnik Lecha w zeszłym sezonie), Rafał Grzelak czy Piotr Jacek miało pretensje o to, że nie znajdowali się w podstawowym składzie, że za szybko schodzili z boiska. Sami zawodnicy nieoficjalnie mówili nam, że w zespole istnieją poważne podziały, a z tak apodyktycznym trenerem jak Pala trudno się dogadać.

Dlatego przed spotkaniem z Groclinem Pala zabrał drużynę na zgrupowanie do Szamotuł. Miało tam dojść do integracji zespołu. - Konfliktu nie ma, atmosfera się poprawia - stwierdził potem Piotr Jacek. Nawet jednak piłkarski laik mógł w sobotę zauważyć, że Lech nie walczył o posadę swego trenera tak jak mógł, a sytuacje, po których padały bramki, były co najmniej dziwne.

W I połowie przewaga gości była miażdżąca. Gol dla Lecha, który wbił do szatni Piotr Reiss, był zdecydowanie dopustem Bożym. Ten niesprawiedliwy remis utrzymywał się bardzo długo, a mecz rozstrzygnął się dopiero kwadrans przed końcem. Gole na 1:2 i 1:3 padły przy zupełnej bierności obrońców Lecha. Pozwolili oni np. Andrzejowi Niedzielanowi bezkarnie wbić piłkę do siatki i nie wykonali w jego stronę kierunku żadnego ruchu.

Po meczu z Groclinem żaden z piłkarzy nie chciał się wypowiadać na temat przyczyn zapaści w Lechu i na temat trenera Pali. - Najgorsze jest to, że nam nie wychodzi, przez co utrudniamy sprawę zarządowi i powodujemy, że odwracają się od Lecha sponsorzy - przyznał kapitan drużyny Piotr Reiss, mając na myśli pojawiające się od dłuższego czasu informacje o zainteresowaniu Lechem najbogatszego Polaka, Jana Kulczyka.



LECH POZNAŃ 1 (1)
GROCLIN GRODZISK 3 (1)
STRZELCY BRAMEK:

LECH: Reiss (45., po podaniu Grzelaka);

GROCLIN: Sobolewski (9., bez asysty), Rasiak (75., po podaniu Kozioła), Niedzielan (78., po podaniu Rasiaka)

Widzów: 16 tys.

LECH: Piątek Ż - Kaczorowski Ż (68. Kryger), Wójcik, Bosacki, Lasocki - Madej Ż (67. Zakrzewski), Scherfchen, Świerczewski, Grzelak - Ślusarski Ż (73. Nawrocik), Reiss.

GROCLIN: Liberda Ż - Kriżanac, Pawlak Ż, Kozioł, Mynar - Piechniak (66. Zając), Mila, Sobolewski Ż (70. Wieszczycki), Sedlacek Ż (90. Prusek) - Niedzielan, Rasiak.

Lech - Groclin
6 strzały 24
2 strzały celne 14
0 słupki i poprzeczki 0
4 rzuty rożne 8
15 faule 15
5 spalone 6
Gracz meczu

Waldemar Piątek

Gdyby nie on, mogłoby skończyć się dwucyfrówką. Intuicyjnie obronił nawet strzał Rasiaka z metra!



Dla Gazety

Grzegorz Rasiak

napastnik Groclinu

Chciałbym zadedykować to zwycięstwo mojemu tacie, który dokładnie tydzień temu zmarł, a w piątek miał pogrzeb. Wierzę, że patrzył z góry na ten mecz i dopingował mnie. Zresztą on chodził na wszystkie mecze zarówno w Poznaniu, jak i w Grodzisku.

Jestem poznaniakiem i żal mi kibiców "Kolejorza", którzy muszą oglądać Lecha przegrywającego. Może w przyszłości zostanę jego piłkarzem i wtedy przyniosę im trochę radości?



Piotr Reiss

napastnik Lecha

Szwankuje wyprowadzanie ataku pozycyjnego. Śmiem twierdzić, że wszystkie akcje, jakie stwarzamy, wynikają z przypadku. Mielibyśmy na pewno większe szanse, gdyby nasze formacje były ustawione bliżej siebie. Gdyby obrońcy podeszli nieco wyżej, moglibyśmy podjąć walkę w środkowej strefie boiska, która okazała się kluczowa. Natomiast u nas było widać dużą lukę między formacją obronną a formacją pomocy. To miało główny wpływa na taki przebieg meczu. Z Bartkiem Ślusarskim wielokrotnie się irytowaliśmy, że nie dostajemy dobrych podań. Próbowaliśmy sami stwarzać sobie sytuacje, ale było to bardzo trudne, bo przeciwko nam było czterech obrońców Groclinu.

not. rana, pele