Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Anderlecht - Wisła 3:1 (2:0): Zaszachowani

Wisła Kraków przegrała w Brukseli z Anderlechtem 1:3 w eliminacjach Ligi Mistrzów. Rewanż za dwa tygodnie. Po stracie trzeciego gola spocony Henryk Kasperczak stał bezradnie oparty o ławkę rezerwowych. Docierało do niego, że w starciu z zespołem średniej klasy, jakim jest Anderlecht Wisła nie jest w stanie nic wskórać.
- Wygraliśmy na tyle wysoko, że w Krakowie awans nie powinien nam uciec z rąk - cieszył się trener Belgów Hugo Broos

Pierwsza połowa była dla Wisły jak zły sen. Najlepsza polska drużyna mogła stracić w niej przynajmniej pięć bramek i Henryk Kasperczak nie miałby prawa narzekać na pecha. Jego armia została rozbrojona i to prostymi sposobami. Krakowianie nie byli w stanie utrzymać się dłużej przy piłce. Nie istniała współpraca między linią defensywy, pomocy a napastnikami. Zgodnie z oczekiwaniami Maciej Żurawski został otoczony przez trójkę Belgów, Mirosław Szymkowiak nie miał już tyle swobody co w Nikozji czy Polkowicach. Tak wiślacy znaleźli się w szachu. Właściwie jeszcze w I połowie reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej Aruna Dindane mógł powiedzieć Wiśle "szach mat", ale w 42. i 45. min zmarnował sytuacje sam na sam. Co się odwlecze... 14 minut po przerwie, po prostej stracie w środku pola Brasilii, Aruna położył Adama Piekutowskiego i czar prysł.

- Nie ma się co oszukiwać - gdybyśmy byli w składzie z ubiegłego sezonu, to bez problemu poradzilibyśmy sobie tutaj. A tak musimy liczyć na szczęście w rewanżu - denerwował się po meczu Żurawski, po czym dodał, że "Wisła wychodziła już z nie takich opresji".

Stadion im. Constanta Vanden Stocka to o wiele chłodniejsze miejsce niż boisko w Nikozji, na której grali krakowianie tydzień temu. Po wtorkowych upałach wczoraj wieczorem temperatura spadła do 25 st. Celsjusza, a i kibice Anderlechtu nie są tak żywiołowi jak fani z Cypru. Za to piłkarze Hugo Broosa są o dwie klasy lepsi od Omonii i to chyba zaskoczyło wiślaków najbardziej (większość piłkarzy z Krakowa mówiła: "Nawet po osłabieniach Wisła i Anderlecht to porównywalne zespoły").

Na wczorajsze spotkanie bilety były znacznie tańsze niż na mecze ligowe Anderlechtu, ale przyjazd mistrza Polski nie wywołał dreszczyku emocji wśród fanów "Fiołków" i na trybunach pozostało sporo wolnych miejsc. Polscy kibice w czerwonych koszulkach wypełnili trzy sektory. Było ich około tysiąca. Już podczas rozgrzewki zagrzewali krzycząc: "Biała Gwiazda! Jazda! Jazda! Jazda!". Fani Anderlechtu odezwali się po raz pierwszy głośnymi gwizdami, gdy spiker prezentował skład Wisły.

Pod bramką Wisły groźnie było od 3. min, gdy Baseggio został w ostatniej chwili zablokowany przez Łukasza Nawotczyńskiego, a przy dobitce Aruny Dindana instynktownie interweniował Adam Piekutowski.

- Trzeba będzie uważać na boki, bo Anderlecht większość goli strzela po dośrodkowaniach - mówił przed meczem Nawotczyński, ale on i jego koledzy szybko o tym zapomnieli. Już w 13. min po akcji oskrzydlającej z lewej strony Seola (nie zdążył za nim Grzegorz Pater) Nenad Jestrović strzałem z powietrza w lewy róg nie dał szans Piekutowskiemu i doping Belgów stawał się coraz głośniejszy.

- Za dośrodkowania z boku nie mogą odpowiadać stoperzy, a Jestrovicia nie ja miałem wtedy pilnować - tłumaczył się Łukasz Nawotczyński.

Jeszcze w tym okresie Polacy próbowali się odgryzać. Żurawski uderzył z dystansu, piłka odbita rykoszetem szczęśliwie dla Daniela Zitki zmierzała w środek bramki. Za moment mogło być już 2:0 po kolejnej akcji lewą stroną, ale podanie wzdłuż bramki lewego obrońcy Oliviera Deschachta przeciął Nawotczyński. Za moment - po kolejnym prostopadłym podaniu - zablokował Jestrovicia. Kolejne bramki krakowianie mogli stracić w 20. min (sędzia nie odgwizdał karnego po faulu Paszulewicza na Arunie), w 27. min (Jestrovicia cudem powstrzymał Nawotczyński) i trzy minuty później (Baseggio skiksował).

Anderlecht robił, co chciał, i na nic zdawały się okrzyki zza pleców Piekutowskiego: "Jesteśmy z wami, Wisełko, jesteśmy z wami!". Kibice Wisły oprócz pozytywnego dopingu kompromitowali się rasistowskimi okrzykami pod adresem Aruny czy nawet nazistowskimi ("Anderlecht! Jude! Jude! Jude").

Bramy Ligi Mistrzów przymknęły się, gdy nieobstawiony Goran Lovre, strzelając na raty, zdobył drugiego gola. Jedyna groźna akcja, jaką stworzyła Wisła w I połowie, to prostopadłe podanie Mirosława Szymkowiaka i strzał z kąta Tomasza Frankowskiego. Ale sędzia odgwizdał spalonego.

Zmiany w przerwie (za Frankowskiego Lantame Ouadje, a za Patera Daniel Dubicki) na niewiele się zdały. Po stracie trzeciego gola spocony Henryk Kasperczak stał bezradnie oparty o ławkę rezerwowych. Docierało do jego świadomości, że w starciu z zespołem średniej klasy, jakim jest Anderlecht, jego chłopcy nie są w stanie nic wskórać. Tylko bronić się, i to bezładnie.

Gdy Aruna był bliski ostatecznego pogrzebania Wisły, w 75. min sektory zajęte przez wiślaków milczały. Akcja ostatniej nadziei nastąpiła w 77. min - gdy Szymkowiak z Dubickim i Żurawskim "rozklepali" obronę, a za faul na Dubickim Żurawski mógł kopnąć w prawy róg z rzutu karnego. "Jeszcze jeden!" - domagali się fani Wisły. I Żurawski był bliski spełnienia ich marzeń, ale w 86. min kopnął obok siatki, zamiast podać do Dubickiego.

Chwilę później kibice Anderlechtu z niedowierzaniem kręcili głowami, po tym jak Aruna nie trafił do pustej bramki z dziesięciu metrów.

W rewanżu Wisła musi wygrać przynajmniej 2:0. - Jestem spokojny, że możemy Belgom strzelić dwa gole w Krakowie. Ale czy zagramy "na zero" w tyłach, tego nie wiem - martwił się Paweł Strąk. - Chociaż piłka lubi płatać różne figle.



Anderlecht Bruksela - Wisła Kraków 3:1 (2:0)

BRAMKI. DLA ANDERLECHTU: Nenad Jestrović (13.), Goran Lovre (38.), Aruna (59.); DLA WISŁY: Maciej Żurawski (77. karny).

ANDERLECHT: Daniel Zitka - Oliver Doll, Hannu Tihinen, Vincent Kompany, Olivier Deschacht, Besnik Hasi Ż, Walter Baseggio, Ki-Hyeon Seol, Goran Lovre (86. Per Zetterberg), Aruna Dindane Ż, Nenad Jestrović (40. Christian Wilhelmsson).

WISŁA: Adam Piekutowski - Marcin Baszczyński, Łukasz Nawotczyński, Mariusz Jop, Jacek Paszulewicz, Grzegorz Pater (46. Lantame Ouadia), Paweł Strąk, Brasilia, Mirosław Szymkowiak Ż, Maciej Żurawski, Tomasz Frankowski (46. Daniel Dubicki).

Sędziował: Arturo Dauden Ibanez (Hiszpania).