Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Uche już trenuje, ale czy zagra?

Bez kontuzjowanego Mauro Cantoro, ale z Kalu Uche i prawdopodobnie młodzieżowym mistrzem Europy sprzed dwóch lat Łukaszem Nawotczyńskim jako stoperem, zagra w środę krakowska Wisła w pierwszym meczu II rundy eliminacji Ligi Mistrzów z Omonią Nikozja


Uche wziął udział we wczorajszym treningu, ale nie chciał jeszcze zdradzić, czy zagra w eliminacjach Ligi Mistrzów w barwach Wisły, czy jednak przeniesie się do Ajaksu Amsterdam. Wszystko jednak wskazuje na to, że Nigeryjczyk zostanie w Krakowie.

- Proszę nie pisać, że sprzedaję samochód, bo wcale nie zamierzam pozbyć się mojej skody - zwrócił się do dziennikarza "Gazety" Uche. - Kalu jest nasz, jest u nas w klubie na kontrakcie - zapewniał trener Henryk Kasperczak.

Błyskotliwy Nigeryjczyk wziął też udział w sesji zdjęciowej, jaką przeprowadzono wczoraj po południu. Cała drużyna należycie ustawiona do fotografii kilka minut czekała właśnie na Kalu i trenera Kasperczaka. W końcu obaj wyszli, a Uche zrobił hollywoodzki uśmiech do zdjęcia.

Im bliżej eliminacji, treningi Wisły stają się coraz mniej intensywne. Wczorajszy sprowadził się do rozgrzewki, ćwiczenia stałych fragmentów gry i gierki, w której każdy piłkarz we własnej strefie defensywnej mógł zagrać tylko na dwa kontakty piłki. Za to w strefie ofensywnej nie miał ograniczeń i mógł piłkę prowadzić, ile chciał. Po tym ćwiczeniu widać, że Kasperczak szczególny nacisk kładzie na wyeliminowanie błędów w defensywie.

Od niedzieli wiślacy trenują na nowej murawie założonej za blisko 3 mln zł przez niemiecka firmę TWS. Mirosław Szymkowiak i jego koledzy cieszą się, że teraz piłka nie skacze na wszystkie strony. - Bez wątpienia mamy najlepsze boisko w Polsce - chwalił nawierzchnię Szymkowiak.

- Najważniejsze, żebyśmy nie stracili bramki w pierwszym meczu z Omonią - mobilizował siebie i kolegów bramkarz Adam Piekutowski. - Wprawdzie rok temu mieliśmy dłuższy okres przygotowawczy, sparingpartnerzy byli silniejsi, ale czuję po sobie, że teraz szybciej uzyskamy wysoką formę - stwierdził reprezentacyjny obrońca Marcin Baszczyński. - Nie ma co kalkulować. W środę trzeba będzie walczyć na całego i wypracować zaliczkę przed meczem rewanżowym.

- Nie wiem, skąd się wzięła opinia, że przyjdzie nam się zmierzyć ze słabymi zespołami w eliminacjach - protestował otoczony kamerami i mikrofonami trener Henryk Kasperczak. - Na razie mogę powiedzieć tyle: odbyło się losowanie trzeciej rundy, ale czy było ono dla nas dobre, to się dopiero okaże.

Po bliźniaczo podobnych przygotowaniach w zeszłym roku krakowianie kiepsko zainaugurowali sezon wymęczonym remisem 1:1 z Garbarnią/Szczakowianką Jaworzno. Kibice obawiają się, że teraz może być podobnie, ale trener-fizjolog wiślaków Ryszard Szul uspokaja: - Przeprowadziłem badania i mogę powiedzieć, że u większości chłopaków wytrzymałość, szybkość i moc są na optymalnym poziomie, jak w okresie najlepszych występów pucharowych poprzedniego sezonu.

- Z każdą minutą rośnie w nas poziom adrenaliny. Nie ma obawy, że zabraknie nam mobilizacji w starciu z Omonią - zapewnia Baszczyński. - Każdy z nas chce udowodnić, że ciągle jesteśmy silną drużyną, dlatego chcemy rozpocząć nowy sezon od zwycięstwa.

Sytuacja byłaby bardziej różowa, gdyby jutro mógł zagrać Arkadiusz Głowacki. Jednak najlepszy stoper Wisły po kontuzji więzadeł chodzi na razie w specjalnym aparacie ortopedycznym stabilizującym kolano. - Na razie próbuję zginać nogę w kolanie do 60 stopni. Tak co tydzień dokładam 30 stopni. Za tydzień będę mógł już zgiąć nogę całkowicie, czyli o 90 stopni, i wtedy zacznę rehabilitację - mówi "Gazecie" Głowacki. Jutro zastąpi go najpewniej 21-letni Łukasz Nawotczyński.

Żadnych spacerków

Michał Białoński: Czy awans do Ligi Mistrzów osłabionej kadrowo Wisły jest realny?

Maciej Żurawski: Opuścił nas Kosowski, nie ma Marcina Kuźby, Arek Głowacki jest kontuzjowany, nie może dojść do siebie Mauro Cantoro. Zatem wypada nam czterech ludzi z podstawowego składu ubiegłego sezonu. Z pozoru sytuacja jest kiepska. Ja jednak jestem optymistą. Liczę na Brasilię, on powinien być wzmocnieniem. Poza tym nie można się przecież z góry skazywać na porażkę. Musimy pokazać, że nadal tworzymy kolektyw. Trzeba wszystko zrobić, żeby grać przynajmniej w takim stylu, jak w minionym sezonie. A stać nas na to.

Strzelał Pan ponad połowę goli po podaniach Kosowskiego i mówi Pan, że nie należy się przejmować?

- Takie jest życie. Teraz inni moi koledzy będą mieli na barkach ciężar dogrywania piłek do mnie i Tomka Frankowskiego. Inni pomocnicy też potrafią dokładnie podać. Podkreślam - trzeba być optymistą,i wierzę, że na zmianach kadrowych nasz zespół nie straci na wartości i nadal będziemy zdobywać dużo bramek. Dopiero po meczach z Omonią zobaczymy, czy brakuje Marcina Kuźby i Kamila.

Jeden z najlepszych zawodników polskiej ligi ląduje w zespole z ogona Bundesligi. Nie było dla Pana rozczarowaniem, że Kamil Kosowski trafił do Kaiserslautern?

- Nie doradzałem mu. Nie ingeruję w decyzje moich kolegów. Każdy jest kowalem własnego losu i powinien samodzielnie o nim decydować.

Nie tak dawno Pan również miał ofertę ze słabego klubu Bundesligi - Hannover 96 - i nie przyjął jej Pan.

- To była zupełnie inna sytuacja. Mój kontrakt z Wisłą nie był bliski wygaśnięcia, jak to się działo w wypadku Kamila, więc klub chciał za mnie dosyć duże pieniądze. Głównie dlatego transfer spełzł na niczym. Kto wie, może jeśli kluby wówczas porozumiałyby się, wylądowałbym w Hanowerze?

Po odejściu Kuźby odpowiedzialność za strzelanie goli spadnie głównie na Pańskie barki.

- Odpowiedzialność to ja czuję na sobie nie tylko ze względu na to, że byłem kiedyś królem strzelców. Każdy pamięta, ile splendoru spadło na mnie w różnych plebiscytach za ubiegły rok i z tego powodu przede wszystkim czuję dużą odpowiedzialność. Jeżeli wybrano mnie na piłkarza roku, to teraz również muszę prezentować wysoki poziom.

Podczas przygotowań we Francji nie udało się Wam wygrać żadnego meczu.

- Przygotowania i tak przebiegały po naszej myśli, chociaż we Francji przegraliśmy prawie wszystkie sparingi. Jednak trzeba pamiętać, że mieliśmy silnych rywali. Doświadczenie po spotkaniu z nimi będzie procentowało.

Mimo osłabienia składu będziecie faworytami w konfrontacji z Omonią.

- Ale nie ma mowy o spacerku. Wręcz przeciwnie - musimy być gotowi na ciężką walkę. Pamiętam, że zimą strzeliłem cypryjskiemu Apollonowi siedem goli, ale Omonia jest silniejsza. Trzeba ją potraktować poważnie. Grę mistrza Cypru będziemy jeszcze analizować. Mamy zapis wideo spotkania Omonii z Irtyszem.