Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Maciej Nalepa dla Gazety: Chcę się uczyć od Dudka

Moja pozycja w kadrze nie jest teraz dla mnie najważniejsza. Powołania traktuję jak zaszczyt, a dzięki treningom z Jerzym Dudkiem mogę się uczyć i rozwinąć - mówi Maciej Nalepa, który wczoraj przyjechał na zgrupowanie kadry Pawła Janasa we Wronkach.


Michał Pol: Jest Pan u Pawła Janasa numerem... ile?

Maciej Nalepa: Nie wiem i na razie nie ma to dla mnie znaczenia. Wiadomo, że numerem 1 jest teraz na pewno Jerzy Dudek, a mnie jest wszystko jedno, czy jestem numerem dwa, trzy czy cztery. Niby każdy chce stać w hierarchii jak najwyżej, ale dla mnie w tej chwili najbardziej liczy się samo powołanie. Traktuję je jak zaszczyt i wielkie wyróżnienie.

Gdy trenerem kadry był Zbigniew Boniek, gry w reprezentacji odmówił Grzegorz Szamotulski, mówiąc, że nie interesuje go pozycja numer trzy...

- To była prywatna sprawa Grześka, musiał ją widocznie przemyśleć. Ja bym tak sprawy nigdy nie postawił. Dla mnie przyjazd na zgrupowanie, nawet jeśli nie zagram w meczu ani minuty, i tak wiele daje, np. możliwość trenowania z najlepszymi polskimi piłkarzami. I tymi z polskiej ligi i tymi z silnych lig zagranicznych. To dla bramkarza możliwość zdobycia nowego doświadczenia. A ja chcę się rozwijać. Z każdego z dotychczasowych przyjazdów na kadrę wywiozłem coś dla siebie.

Statusu Jerzego Dudka - bramkarza numer 1 w reprezentacji - Pan nie kwestionuje?

- Absolutnie! To najlepszy obecnie polski bramkarz. Wiem, że zarzucano mu wiele błędów - część zresztą niesłusznie - ale te przydarzają się przecież najlepszym golkiperom świata - to już taki zawód. Jurek bez wątpienia jest też najbardziej doświadczony z nas wszystkich. Gra w najlepszym klubie ze wszystkich polskich graczy i w najsilniejszej lidze. Ma możliwość występowania na co dzień przeciwko najlepszym napastnikom. Ja chcę się od niego jak najwięcej nauczyć. Wszystkiego - techniki, zachowania w bramce, ustawiania się, odpowiedniego podejścia psychicznego do meczów o ważną stawkę, którego nauczył się w Lidze Mistrzów i Premier League.

Myśli Pan, że podzieli się z Panem wiedzą i doświadczeniem?

- Pierwszy raz się z nim spotkam. Jeszcze nigdy nie trenowaliśmy wspólnie, bo za każdym razem, kiedy dostawałem powołanie, jego nie było. Mam nadzieję, jeżeli tylko będzie okazja, popytam go, jak to jest grać przeciwko Thierry'emu Henry albo Ruudowi van Nistelrooyowi. My, bramkarze, często się wspieramy, a nawet przyjaźnimy. Słyszałem, że Jurek bardzo dobrze żyje ze swoim zmiennikiem w Liverpoolu Chrisem Kirklandem. Ja mam podobny układ w Karpatach z Andrijem Tłumakiem. Często jest tak, że ja bronię, a on stoi z boku i potem mówi mi: "Maciek, to a to zrobiłeś źle, tu taki błąd, trzeba było tak i tak". Wszystko jest kwestią szczerości.

Dudek ma niewyleczoną kontuzję pachwiny i jeszcze dolegliwości, których nie chce zdradzić. Gdyby nie mógł jednak wystąpić w Sztokholmie przeciwko Szwedom, Pan byłby na siłach, żeby go zastąpić w takim meczu?

- Podjąłbym wyzwanie i choć jeszcze nie debiutowałem w kadrze. Na pewno jestem teraz w niezłej formie fizycznej. Co do psychicznej - ciężko mi powiedzieć. Na pewno będę wiedział więcej po meczu z Kazachstanem, bo dotarły do mnie informacje, że mam zagrać jedną połowę. Sam chcę się przekonać, jak będę współpracować z kolegami z kadry, jak na to wszystko zareaguję. Jednak czuję się silny.

Jakie są atuty, a jakie słabe punkty Macieja Nalepy?

- O wadach nie mówmy, po co mają usłyszeć rywale. Zalety? Ze względu na wzrost [191 cm - przyp. red.] chyba gra na przedpolu, ale na linii też czuję się nie najgorzej. Nic więcej nie powiem, niech się w tej sprawie wypowiadają trenerzy.

W 26 meczach tego sezonu w barwach Karpat przepuścił Pan 31 goli. Czy ligę ukraińską można porównać z polską? Wisła Kraków miałaby szansę wywalczyć tam mistrzostwo?

- Trudno mi powiedzieć, ponieważ ja nigdy w polskiej lidze nie grałem, znam ją tylko z telewizji. Na Ukrainie jest kilka drużyn naprawdę silnych i świetnie zorganizowanych, jak Dynamo Kijów, Szachtar Donieck czy Arsenal Kijów. Grają w nich dobrzy piłkarze, którzy poradziliby sobie w Europie. Reszta to średniacy. Wisła pewnie byłaby w czubie, ale przypomnę, że to Dynamo co rok kwalifikuje się do rozgrywek grupowych Ligi Mistrzów.

Czy jest Pan wart 5 mln funtów - tyle zażądał za Pana prezes Karpat, gdy pojawia się oferta z londyńskiego Arsenalu.

- Prezes wyjaśnił mi, że postawił cenę zaporową, ponieważ chciał zatrzymać mnie w klubie, a kontrakt mam podpisany do czerwca 2004 roku. Nowy trener Iwan Gołac - były zawodnik Sunderlandu - chce tu zbudować silną drużynę i prezes obiecał mu, że nie da mi odejść. Dla mnie wielką sprawą było już to, że taki klub się mną zainteresował. Aż nie chciałem wierzyć, bo takie kluby sięgają raczej po renomowanych bramkarzy z nazwiskiem i sprawdzoną klasą. Wiem jednak od Andrzeja Szarmacha, że rozmowy prowadził francuski menedżer, który sprowadził do Arsenalu wszystkich francuskich zawodników. A wiadomo, że "Kanonierzy" szukają następcy dla Davida Seamana. Pewnie, że chciałbym kiedyś przenieść się do dobrego, zachodniego klubu. Ostatnio znów klub dostał propozycje, ale nie powiedziano mi konkretów, żeby mnie nie dekoncentrować. I ja też postanowiłem nie zaprzątać sobie tym głowy, tylko spokojnie grać do końca sezonu. Wierzę, że kariera i wielkie kluby jeszcze przede mną.