Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ruud van Nistelrooy: Goal phenomenon

W meczu z Charltonem miał zdaniem Aleksa Fergusona jedną szansę na gola. Strzelił trzy. Brzmi fantastycznie? Dla najskuteczniejszego w Premier League Ruuda van Nistelrooya to było najzwyklejsze ligowe popołudnie...
Jako junior Heerenveen jeździł 200 km do Amsterdamu, by oglądać Dennisa Bergkampa i chłonąć każdy szczegół jego gry. Tak kazał trener. Dziś kariera jego poprzednika w reprezentacji Holandii gaśnie, a van Nistelrooy w 101 występach w koszulce "Diabłów" zdobył 80 bramek. W tym sezonie 44, czyli o dwa mniej niż klubowy rekordzista Denis Law. Szkot dokonał tego jednak w latach 50., gdy futbol stawiał nieco niższe wymagania. Holender zbliżył się do jego osiągnięcia, gdy Manchester zdobył tytuł, trafiając do siatki najrzadziej od 11 lat. A z czasem pewnie przebije wszystkich poprzedników, bo obiecał, że zostanie na Old Trafford do końca kariery. Jego dumy nie uraża nawet nieobecność w 20 najlepiej opłacanych piłkarzy świata, opublikowanej przez "France Football". - Nie ma mowy, by prosił o wyższą gażę - oświadczył agent Holendra. - Dwa lata temu podpisał pięcioletni kontrakt i jest z niego zadowolony.

Historię van Nistelrooya jednak - jak wszystko, co jest związane z Manchesterem - trzeba zacząć od sir Aleksa. Napastnik Heerenveen wpadł mu w oko w 1998 r., zanim PSV zapłaciło za niego rekordowe wówczas w Holandii siedem milionów dolarów, zanim strzelił w jego barwach 31 goli i zyskał przydomek "Goal phenomenon". Dwa lata później Manchester miał zapłacić za niego blisko cztery razy więcej, jego przejście było niemal uzgodnione, gdy okazało się, że piłkarz musi przejść skomplikowaną operację kolanowych więzadeł. Zamiast zostać gwiazdą najsłynniejszego obok Realu klubu świata, działacze obu klubów zaczęli rzucać Holendrem jak gorącym ziemniakiem (szefowie PSV Eindhoven byli wściekli, kiedy "Diabły" postanowiły wycofać się z transakcji).

Ferguson, który nigdy nie stosował powszechnej w wielkich klubach zasady "potrzebuję gwiazdy, jak nie ta, niech będzie tamta" (byle sprzedać koszulki), postanowił cierpliwie czekać. - Zadzwoniłem do Ruuda. Chłopak był kompletnie rozbity, ale powiedziałem mu, że pewnego dnia zostanie zawodnikiem Manchesteru - opowiadał wówczas trener. A potem dzwonił do Holendra przez cały okres rehabilitacji, by podtrzymywać go na duchu. Minęło półtora roku i padł kolejny transferowy rekord, tym razem na Wyspach - PSV dostało za van Nistelrooya 30 mln dol.

Wtedy chciał go już także Real, ale Holender był emocjonalnie związany z "Diabłami". To zresztą stara metoda sir Aleksa, osobiście odwiedzającego domy chłopców, w których upatruje przyszłe gwiazdy. Kolejną może stać się Philippe Mexes, stoper dostrzeżony przez niego jako 16-latek. Minęło pięć lat i w wychowanku Auxerre Francuzi widzą następcę Marcela Desailly'ego w reprezentacji. Teraz chrapkę na niego ma także Arsene Wenger. Chyba jednak zdaje sobie sprawę, iż może szukać tylko wśród tych, którymi nie interesuje się Manchester...