Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga angielska. 37. kolejka. Man United mistrzem Anglii!!!

- Nie będę oglądał meczu Arsenalu, bo mam w tym czasie urodziny wnuczka - stwierdził menedżer MU Alex Ferguson, po tym jak jego drużyna wygrała w sobotę z Charlton 4:1. A trzeba było oglądać, "Kanonierzy" przegrali bowiem na własnym boisku 2:3 z Leeds, dzięki czemu "Czerwone diabły" po raz 8. w ostatnich 11. latach zostały mistrzami Anglii.
W sobotę na Old Trafford dzięki hat-trickowi Ruuda van Nistelrooy'a MU pokonało Charlton. W razie wygranej Arsenalu w niedzielę na własnym stadionie z Leeds, "Czerwone diabły" musiałby czekać na tytuł jeszcze tydzień, do ostatniego spotkania sezonu z Evertonem. Okazało się jednak, że "Kanonierzy", którzy jeszcze niedawno mieli w lidze osiem punktów przewagi nad MU, bez walki zrzekli się tytułu wywalczonego przed rokiem. Przegrali na Highbury z drużyną walczącą o utrzymanie i trapioną kryzysem finansowym, z której w trakcie sezonu odeszło pięciu podstawowych zawodników. Ci najważniejsi - Australijczycy Harry Kewell i Mark Viduka jednak zostali w klubie i to oni uratowali Leeds przed spadkiem, obaj zdobywając po golu (Viduka ze spalonego).

Tymczasem fani Arsenalu opuszczali trybuny zapłakani. MU zdobył 15 w karierze tytuł (więcej - 18 - ma na Wyspach tylko Liverpool) ale już po raz piąty został mistrzem, bo ktoś przegrał, a nie dzięki własnemu zwycięstwo. W dodatku tylko raz - w 1999 roku - "Czerwony diabłom" udało się wywalczyć tytuł przed własną publicznością na Old Trafford.

- Źle zaczęliśmy sezon, ale największy dołek przyszedł gdy w listopadzie przegraliśmy z Manchesterem City. Ale i wtedy tylko głupcy skreślali MU z walki o tytuł - stwierdził Ferguson, którego z przyjęcia urodzinowego wnuczka wyrwał Sky Sports. - To wielki powód do dumy dla moich piłkarzy. Od grudnia wygrali 14 spotkań i zremisowali trzy. Wykazali olbrzymią determinację. Wtedy po porażce z City pytałem ich czy nadal są godni sukcesu. Odpowiedzieli, że tak. Mówili prawdę - dodał sir Alex, który zdobył 27. trofeum w trwającej 29 lat karierze menedżera, co czyni go najbardziej utytułowanym szkoleniowcem na Wyspach.

Odzyskany po roku tytuł nie był jedyną dobrą wiadomością dla fanów "Czerwonych Diabłów" tego weekendu. Po meczu z Charlton uradowany van Nistelrooy ujawnił dziennikarzom, że w lecie na Old Trafford przejdzie z Barcelony jego partner z reprezentacji Holandii Patrick Kluivert (obaj urodzili się tego samego dnia). - Uważam, że ma nie mniejszy talent niż Henry, Owen, Raul czy Vieri. Jak dotąd rozegraliśmy w reprezentacji Holandii tylko 18 spotkań. Gdybyśmy jednak trenowali razem codziennie, mielibyśmy szansę stać się najskuteczniejszą parą napastników w historii europejskich rozgrywek - powiedział van Nistelrooy.

Trwa walka o czwarte miejsce w tabeli, premiowane grą w eliminacjach Ligi Mistrzów. Obaj rywale - i Liverpool i Chelsea przegrały swoje mecze. Pierwsi z Manchesterem City (1:2), drudzy z West Ham (0:1). Sprawcami dotkliwej porażki Liverpoolu byli piłkarze "The Reds", których na Anfiled Road nie chciano - Robbie Fowler (116 goli w barwach Liverpoolu) i Nicholas Anelka. Francuz dał się sfaulować na polu karnym Djimi'emu Traore i sam wykorzystał "jedenastkę", a w ostatniej minucie po akcji Fowlera pokonał Jerzego Dudka strzałem z woleja. - Ten gol będzie kosztował City paręset funtów premii dla Anelki, ale Liverpool może kosztować parę milionów funtów, jeśli "The Reds" nie zakwalifikują się do Ligi Mistrzów - skomentował Sky Sports.

Dudek bronił dobrze, m.in. świetnie wybił piłkę po strzale Nichlasa Jensena, który próbował go przelobować. Na piłkarza meczu wybrano jednak jego rywala z przeciwnej bramki - Petera Schmeichela. Duńczyk, który ogłosił, że po sezonie definitywnie kończy karierę, znakomitymi paradami bronił w kluczowych momentach.

Wyniki:

MANCHESTER UNITED - CHARLTON ATHLETIC 4:1 (3:1): Beckham (11.), van Nistelrooy (32., 37., 53.) - Jensen (13.)

ASTON VILLA - SUNDERLAND 1:0 (0:0): Allback (80.)

BLACKBURN - WEST BROMWICH 1:1 (1:0): Duff (11.) - Koumas (54.)

FULHAM - EVERTON 2:0 (2:0): Stubbs (34., samobójcza, Wright 43., samobójcza)

LIVERPOOL - MANCHESTER CITY 1:2 (0:0): Baros (59.) - Anelka (74. karny, 90.)

MIDDLESBROUGH - TOTTENHAM 5:1 (3:0): Christie (23., Juninho 26., Nemeth 28., Maccarone 51., 75.) - Redknapp (60.).

NEWCASTLE - BIRMINGHAM 1:0 (1:0): Viana (42.)

WEST HAM - CHELSEA 1:0 (0:0): Di Canio (71.)

SOUTHAMPTON - BOLTON 0:0

ARSENAL - LEEDS UNITED



1. Man United 37 80 72-33
2. Arsenal 36 72 75-41
3. Newcastle 37 68 61-46
4. Chelsea 37 64 66-37
5. Liverpool 37 64 60-39
6. Everton 37 59 47-47
7. Blackburn 37 57 48-43
8. Man City 37 51 47-53
9. Tottenham 37 50 51-58
10. Middlesbrough 37 49 47-42
11. Southampton 36 49 41-40
12. Charlton 37 49 45-55
13. Birmingham 37 47 39-47
14. Aston Villa 37 45 41-44
15. Fulham 37 45 40-50
16. Leeds 37 44 55-56
17. Bolton 37 41 39-50
18. West Ham 37 41 40-57
19. WBA 37 25 27-63
20. Sunderland 37 19 21-61


Najskuteczniejsi

24 - van Nistelrooy (MU)

23 - Beattie (Southampton)

Henry (Arsenal)



LICZBA KOLEJKI

43

już tyle goli dla Manchesteru United zdobył we wszystkich rozgrywkach tego sezonu Ruud van Nistelrooy



Liverpool wierzy

Steven Gerard nie miał wesołej miny po porażce z MC, ale menedżer Liverpoolu nadal wierzy w grę w Champions League. - Wciąż wszystko zależy od nas. Los sprawił, że w ostatniej kolejce zmierzymy się z naszym jedynym rywalem - Chelsea - na ich boisku. Fatalnie gramy w tym sezonie u siebie, ale statystykę meczów wyjazdowych mamy jedną z najlepszych w Premier League - stwierdził Gerard Houllier.



Paolo płacze

Chelsea niespodziewanie przegrała w sobotę 0:1 z West Ham, pazurami broniącym się przed spadkiem. Jedynego gola zdobył 35-letni włoski weteran Paolo Di Canio, który aż się popłakał z radości. Do utrzymania jego drużyna potrzebuje wyjazdowej wygranej z niegrającym już o nic Birmingham, podczas gdy mające tyle samo punktów Bolton gra z Middlesbrough.