Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Belgia - Polska 3:1 (1:0)

Wy takich goli w lidze dziennikarzy chyba nie tracicie. Aż prezes belgijskiej federacji był zaskoczony i dziękował mi za to, jesteśmy tacy mili i rozdajemy prezenty - podsumował mecz z Belgią prezes PZPN Michał Listkiewicz. Polska przegrała w Brukseli 1:3 z Belgią. Największym pozytywem tego spotkania był występ Tomasza Zdebla w środku pomocy.
Ten mecz miał dać Pawłowi Janasowi kilka odpowiedzi na wątpliwości, jakie selekcjoner ma półtora miesiąca przed kluczowym meczem eliminacji ME ze Szwecją (11 czerwca w Sztokholmie). Pod nieobecność przynajmniej czterech podstawowych zawodników, którzy - jeśli będą zdrowi - na Rasundzie zagrają na pewno (Dudek, Bąk, Olisadebe, Żurawski) Janas sprawdził dublerów. Niedoświadczona reprezentacja zagrała tak, że lepiej raczej nie mogła. Bo: nie umiała, nie rozumiała się ze sobą, każdy chciał się pokazać selekcjonerowi i czasem grał zbyt indywidualnie... Ale najgorsze w tym spotkaniu było to, że błędy popełnili ci, na których Janas stawia od początku, od kiedy prowadzi reprezentację.

Przy pierwszym golu Mirosław Szymkowiak niepotrzebnie sfaulował rywala, a Wesley Sonck świetnie wykonał rzut wolny. Pomocnik Wisły, kreowany na lidera kadry, wczoraj zawiódł. - Miał problemy ze zdrowiem, nie trenował z nami w poniedziałek, we wtorek ćwiczył na rozruchu. Był gotowy tylko na pół meczu - tłumaczył go Janas.

Ale i pół meczu to było za dużo, bo Szymkowiak, środkowy pomocnik, był przy piłce właściwie tylko przy dwóch stałych fragmentach. I wykonał je źle.

Przy drugim golu zawiódł najbardziej utalentowany polski środkowy obrońca - Arkadiusz Głowacki. - Nie pamiętam takiego zagrania Arka - mówił kolega z Wisły Kamil Kosowski. - Nie widziałem Belga, próbowałem zagrać piłkę w bok, podałem jemu. To mój najgorszy mecz w reprezentacji. Zawaliłem bramkę - przyznał Głowacki.

Przy trzeciej bramce Mariusza Liberdę spotkało coś najgorszego. Wybijając piłkę tak trafił w Toma Soataersa, że belgijski rezerwowy był sam przed pustą bramką. - I wciąż szukamy drugiego bramkarza, bo numerem jeden jest Dudek - mówił odpowiedzialny za przygotowanie bramkarzy trener Jacek Kazimierski. - Liberda popełnił błąd, powinien wybijać piłkę do boku. Rywalowi pomógł przypadek. Za pierwszego gola Mariusz nie odpowiada. Strzał był bardzo mocny, precyzyjny i ciężki do obrony.

To były najpoważniejsze błędy Polaków. Błędy, które kosztowały utratę goli. Ale, niestety, to nie jedyne minusy w grze kadry Janasa w Brukseli. Zawiódł Kosowski. - Mogłem strzelić dwa gole. Za pierwszym razem powinienem uderzyć z pierwszej piłki, lewą nogą, ale przekładałem sobie na prawą, bo na linii strzału stał obrońca. I piłka mi uciekła, gdyby tak się nie stało okazja byłaby lepsza. Jeśli jeszcze raz będę miał taką okazję, strzelę lewą nogą z pierwszej piłki. Przy drugim uderzeniu, z powietrza, źle trafiłem w piłkę. I to jedyne, co mogę powiedzieć dobrego o swojej grze - mówił Kosowski.

W ogóle wszyscy piłkarze Wisły to cień zawodników z jesiennych meczów w Pucharze UEFA czy wiosennych potyczek z Lazio - to następny minus. I zarówno ci z młodzieżówki (Kuzera, Strąk), jak i z pierwszej reprezentacji. Ospali, nerwowi, przygaszeni. - Gramy co trzy dni, we wszystkich możliwych meczach - usprawiedliwiał się Kosowski. - W sobotę graliśmy z Amiką, w niedzielę jechaliśmy do Warszawy. W poniedziałek wstaliśmy o piątej rano i lecieliśmy do Belgii. Potem dwa dni spaliśmy, a to też nie jest najlepsze i graliśmy mecz. W czwartek znowu była pobudka o piątej rano, lot do Polski, pociąg do Krakowa. W piątek trenujemy i wyjeżdżamy do Ostrowca na mecz ligowy. Trzy dni później gramy finał Pucharu Polski, za następne trzy dni spotkanie ligowe, potem rewanż PP i znowu liga. I tak to wszystko się kręci...

Zawiedli, po raz kolejni, napastnicy. Artur Wichniarek jeszcze próbował, starał się, ale efektów nie było. W kluczowym momencie - po podaniu Marcina Zająca - nie trafił w piłkę w polu karnym. Potem nie wygrał żadnego pojedynku jeden na jednego. Andrzej Niedzielan właściwie w tym meczu nic nie pokazał. Wydaje się, że tak dla niego, Rafała Lasockiego czy Arkadiusza Radomskiego poprzeczka zawieszona na wysokości pierwszej jedenastki narodowej reprezentacji to zdecydowanie za wysoko. Egzaminu nie zdał chyba także Marcin Baszczyński, który w pierwszych kilkunastu minutach nie poradził sobie z Tomasem Buffelem i "spięty" oraz niepewny i niewidoczny był do samego końca. Mieszane uczucia wzbudzała także gra Marcina Zająca na prawej pomocy. Jedna, dwie dobre akcje to za mało, by ostatecznie do siebie przekonać. Ale Zając możliwości oraz umiejętności do gry w kadrze ma.

Martwiła także koncepcja gry, a właściwie jej brak. - Wiadomo, że belgijscy obrońcy są wysocy, więc należało grać po ziemi. A my graliśmy górą i napastnicy z góry skazani byli na niepowodzenie - mówił Jacek Krzynówek.

Wciąż ta reprezentacja nie ma stylu, ale chyba tego nie można było oczekiwać, skoro w takim składzie zagrała po raz pierwszy i raczej ostatni. Za mało jednak było indywidualnych zagrań, akcji, podań - choćby zawodników z jednego klubu (Wisła lub Groclin) - które mogłyby dać nadzieję na lepszą przyszłość.

Pozytywy meczu w Brukseli? Na pewno gra Tomasza Zdebela. Przecieraliśmy oczy patrząc na to, co robi w drugiej fazie pierwszej połowy oraz po przerwie. Początek miał niepewny, nerwowy, faulował, tracił piłkę. Ale potem wpadł w swój rytm. Takiego strzału, z powietrza, jaki miał na początku drugiej połowy (piłka spadła na siatką za bramką) Piotr Świerczewski nie miał w kadrze chyba nigdy. Do tego Zdebel nie tracił prawie wcale piłek. Umiejętnie się zastawiał, kiedy trzeba przewracał i sędzia dyktował rzut wolny, potrafił minąć kilku rywali, zagrać technicznie, niekonwencjonalnie. Jasne, że brakowało mu zrozumienia z napastnikami, ale wiele zagrać miał świetnych. To nie był Zdebel z poprzedniej kadry, Jerzego Engela, zagubiony, przygaszony, bez miejsca na boisku, wiary w siebie. W Brukseli zagrał tak, jakby w tej reprezentacji występował od dawna. Szkoda tylko, że po meczu zachował się po amatorsku. Kiedy grał słabo, chętnie z dziennikarzami rozmawiał. W środę, po dobrym meczu, odmawiał wywiadów. - Dajcie mi spokój, i tak napiszecie, co będziecie chcieli - pomocnik Gencebirligi odganiał się od trzech dziennikarzy, jak od natrętnych much.

Cieszy powrót do formy i bramka Jacka Krzynówka, który choć grał na lewej pomocy dwa razy krócej niż Kosowski, był o 200 procent efektywniejszy i pożyteczniejszy (dwa celne strzały i bramka). Do tego dochodzi współpraca z innym rezerwowym, lewym obrońcą Michałem Żewłakowem. - Akcja po której padła bramka była jak z książki, jak za starych dobrych czasów - wzdychał komentujący ten mecz dla Polskiego Radia napsatnik Excelsioru Mouscron Marcin Żewłakow.

- Na mecz ze Szwecją dojdą Dudek, Bąk, Olisadebe oraz Żurawski i będzie lepiej - pocieszali się po meczu polscy piłkarze, trenerzy i działacze. Innego wyjścia nie ma. Lepiej być musi, bo inaczej Polska straci szanse na awans do finałów ME z pierwszego miejsca. Wydaje się, że gdyby mecz ze Szwecją miał odbyć się za parę dni, Polska zagrałaby w składzie: Dudek; Baszczyński (może Kłos, bo odzyskał miejsce w podstawowym składzie Kaiserslautern), Głowacki, Bąk, Żewłakow; Zając (może Karwan, jeśli zacznie grać w Hercie Berlin), Szymkowiak, Zdebel, Krzynówek (może Kosowski); Żurawski, Olisadebe. Bo lepszych, w tej chwili, Janas i Polska chyba nie ma.



Belgia - Polska 3:1 (1:0).

Bramki: dla Belgii - Wesley Sonck (28), Thomas Buffel (56), Tom Soetaers (85); dla Polski - Jacek Krzynówek (82).

Sędziował Douglas McDonald (Szkocja). Widzów 25 tysięcy.

Belgia: Geert de Vlieger - Olivier De Cock (83-Tom Soetaers), Timmy Simons, Joos Valgaeren (46-Daniel Van Buyten), Peter Vander Heyden (87-Gaetan Englebert), Mbo Mpenza (75-Sandy Martens), Gaby Mudingayi, Walter Baseggio (87-Eric Deschacht), Bart Goor, Thomas Buffel, Wesley Sonck.

Polska: Mariusz Liberda; Rafał Lasocki (46-Michał Żewłakow), Arkadiusz Głowacki, Mariusz Jop, Marcin Baszczyński (83-Tomasz Jarzębowski); Tomasz Zdebel, Mirosław Szymkowiak (46-Arkadiusz Radomski), Kamil Kosowski (58-Jacek Krzynówek), Marcin Zając (73-Tomasz Dawidowski); Artur Wichniarek, Andrzej Niedzielan.