Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Rafał Stec: Geniusz bez właściwości

Gwiazdy formatu Raula Gonzaleza Hiszpanie, którzy bardziej od nas kochają futbol, więc i opisujący go język mają bogatszy, nazywają galactico.
We wtorkowy wieczór ten nieziemski talent przyćmił nawet Ronaldo, choć w przeciwieństwie do trzykrotnie uznanego za najlepszego na świecie Brazylijczyka nigdy nie zdobył tego tytułu. Przyćmił Beckhama, choć nigdy nie będzie tak rozpoznawaną ikoną futbolowej popkultury, jaką jest Anglik. Przyćmił Roberto Carlosa, Figo, Zidane'a, ale ich też być może nigdy nie przebije popularnością. Dlaczego? Bo jest doskonały w każdym calu.

Jak przystało na rasowego łowcę goli goniącego w klasyfikacji wszech czasów ligi hiszpańskiej legendarnego Alfredo di Stefano, wspaniale strzela. Czasem uderza z całej siły, czasem lekko trąca piłkę, czasem podejmuje decyzję błyskawicznie, czasem pozwala stadionowi wstrzymać oddech i zwodzi bramkarza w sposób, który nawet na podwórku wydałby się zbyt bezczelny, by mógł być skuteczny. Nie musi przekładać piłki ze stopy na stopę, bo nie sposób wybrać, którą operuje z większym wyczuciem. Jest szybki, zwrotny, ruchliwy, silny, niesamowicie przyśpiesza, świetnie gra głową, bez piłki, nieźle drybluje, haruje za dwóch, przemierza kilometry, by zniechęcić obrońców, a potem jeszcze wystarcza mu sił, by pognać za nimi i odebrać im piłkę. W dodatku nigdy nie był pazerny na bramki, zdobywa je seriami, choć nie irytuje nagminnym u snajperów egoizmem. Słowem, ucieleśnia pojęcie "piłkarza kompletnego", idealnie wpisującego się w potrzeby współczesnego futbolu, w którym zacierają się różnice między wyszkoleniem obrońcy, pomocnika i napastnika. Drużyna złożona w polu z dziesięciu Ronaldo świata by pewnie nie zawojowała. Dziesięciu Raulów mogłoby dokonać rzeczy wielkich.

Mimo to napastnika Realu nie wybierano na najlepszego na świecie, nie otrzymał również Złotej Piłki "France Football". Byłoby to niezrozumiałe, gdyby nie jeden drobiazg - perfekcyjna wszechstronność, która czyni go wielkim na boisku, stanowi problem marketingowy. O niepowtarzalności Raula stanowi brak wad, ale nie ma on jednej wybijającej się cechy, atutu, który czyniłby go wyrazistym. Takiego jak soczysty strzał Roberto Carlosa, chirurgiczna precyzja Beckhama czy nieograniczona wyobraźnia Zidane'a w świadomości fanów pozostającego ostatnim rozgrywającym, który nie będzie miał już następcy. Wszyscy oni dysponują czymś w rodzaju znaku firmowego czyniącego ich łatwo rozpoznawalnymi, co - jak wie każdy spec od tworzenia wizerunku - jest absolutnie niezbędne, by wypromować medialną osobowość. Kiedy więc myślimy "Figo", natychmiast przypominamy sobie sensacyjną historię transferu z Barcelony do Realu. A Raul? Ani myśli o wyjeździe i kiedy może, przysięga dozgonną wierność królewskim barwom. Kiedy myślimy o Beckhamie, przypominamy sobie jego irokeski czub, wylansowaną w MTV żonę czy umiejętne pozyskiwanie nowych rzesz fanów - w Anglii idol nastolatek często spogląda też z okładek pism dla gejów. A Raul? Ani myśli szokować, nie uległ modzie na niekonwencjonalne fryzury, rzadko się odzywa. Jest grzecznym chłopcem z dobrego domu, który chyba tylko raz zdradził cień skłonności do futbolowego gangsterstwa - kiedy dwa lata temu strzelił gola ręką w LM. Dyrektor sportowy Jorge Valdano obwołał go co prawda boiskowym caudillo Realu, ale 26-letni napastnik cechy przywódcze traci z ostatnim gwizdkiem, w szatni rządzi ponoć Fernando Hierro (o ile w tak gwiazdorskim towarzystwie to w ogóle możliwe). Kiedy myślimy o Zidanie, przypominamy sobie fenomenalnego gola z ostatniego finału Ligi Mistrzów. A Raul? Strzela mnóstwo, czasem pięknie, ale nie w finale. Kiedy wreszcie myślimy o Ronaldo, przypominamy sobie heroiczną walkę o powrót do zdrowia i tytuł króla strzelców mundialu. A Raul? Reprezentowanie Hiszpanii skazuje go na bycie wiecznym przegranym, bo jego rodacy tak lubią grać ładnie, że czasem zapominają, iż wynik też ma znaczenie. Dotyczy to nawet kolekcjonujących trofea Królewskich, którzy mogli znokautować Manchester, lecz nie zadali decydującego ciosu, jakby nie chcieli upokorzyć bezradnych rywali. Takiej postawy muszą się wyzbyć, jeśli Madryt marzy, by Raula wreszcie okrzyknięto najlepszym na świecie. Ten rok jest idealnym momentem. Nie ma mundialu, nie ma mistrzostw Europy, na których Hiszpanie zawiodą tym boleśniej, im bardziej będzie się na nich liczyć. Pozostaje Champions League. Jeśli Raul utrzyma formę i zostanie bohaterem finału, w grudniu obwołają go bohaterem całego roku.



Liczba tygodnia

37 - w tym wieku Roberto Carlos chce zakończyć karierę. "Widzieliście, jak grałem z Manchesterem? Nigdy nie byłem w takiej formie i do głowy by mi nie przyszło, że jestem stary" - powiedział Brazylijczyk, który swoje plany ogłosił w czwartek, kiedy skończył 30 lat. Pewnie dopnie swego, bo być może sam nie pamięta, kiedy ostatnio leczył kontuzję (kontuzję, nie np. lekkie stłuczenie), i w światowej czołówce rozgrywa najwięcej meczów w sezonie.



Stoiczkow wiecznie żywy

Roberto Carlos może być dobrej myśli, bo Christo Stoiczkow, jego dawny rywal z Barcelony, skończył 37 lat już w lutym, ale atutów sprzed lat nie zatracił. W 10. min sparingu przed sezonem amerykańskiej MLS (gra w DC United) złamał dwie kości w prawej nodze rywala. Faul był tak brutalny, że sędzia przerwał mecz i już go nie dokończył. Bułgara zdyskwalifikowano na dwa mecze, więc mający sporo wolnego czasu piłkarz opowiada w wywiadach, jak głęboko wciąż nienawidzi Królewskich. W zbliżającym się meczu Real - Barcelona nie zagra i to jest kolejna wiadomość dla Roberto Carlosa...