Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Dariusz Wołowski: Krakowskie skrzydła

Kamil Kosowski i Kalu Uche mieli być i byli bohaterami meczu Wisła - Legia. Ich akcje skrzydłami rozstrzygnęły zacięty i dramatyczny pojedynek, w którym wicemistrz Polski odebrał już chyba mistrzowi szanse na obronę tytułu.


Kosowski powiedział przed meczem dwie ciekawe rzeczy: jedną prawdziwą, drugą nie. Po pierwsze stwierdził, że jeśli Wiśle wyjdzie mecz, to bez względu na taktykę Legii goście muszą przegrać. Po drugie ogłosił, że jest zmęczony. Oby jednak każdy polski przemęczony piłkarz biegał tyle, co wczoraj kapitan Wisły. Mimo kosmicznego kiksu, po którym Legia zdobyła prowadzenie, kapitan Wisły szybko zmienił się w bohatera pozytywnego. Miał kilkanaście doskonałych zagrań ze skrzydła, z których partnerzy wykorzystali zaledwie jedną. Drugą bramkę wypracował Uche, ośmieszając Kiełbowicza. W ogóle pojedynki na skrzydłach były kluczem do sukcesu. A w nich Wisła dominowała zdecydowanie. Ani Kiełbowicz, ani Nuhi, ani Sokołowski, nie prezentują klasy choć trochę zbliżonej do bocznych pomocników Wisły. Dlatego nawet pudła Kuźby nie przeszkodziły Wiśle zwyciężyć.

Legia zaczęła dobrze i odważnie. Długo prowadziła, grając mądrze i ofiarnie wykorzystywała każdą okazję do kontry. I nawet katastrofalne błędy na przedpolu, grającego drugi mecz w lidze bramkarza Mijanovicia długo pozostały bez konsekwencji. Legia pokazała wielkie serce do gry, ale też i nieporadność w rozgrywaniu piłki: nie tylko skrzydłami, ale i środkiem. Zawiódł Vuković, zawiódł Surma, a Dudek to gracz wybitnie defensywny. Po meczu Surma przyznał, że legioniści zamiast rozegrać, nerwowo wykopywali piłkę do przodu, oddając ją Wiśle za darmo. Dodając do tego braki kondycyjne Kucharskiego Legia miała wczoraj za mało atutów, by wygrać. Za mało, by choć zremisować. Do końca goście zagrażała bramce Wisły, ale determinacja nie mogła wystarczyć na przeciwnika, który po prostu więcej umie. Wisła nie zagrała wielkiego meczu, ale zwyciężyła pewnie. W jej grze nerwowości i chaosu było więcej niż zwykle, ale mimo to gospodarze rzadziej tracili głowę i piłkę.