Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Bereś i Skoczylas: Austriackie sędziowanie

Tego meczu Wisła nie mogła przegrać. Nawet przeszłość historyczna stała po naszej stronie.
UEFA na sędziów lekkomyślnie przysłała trójkę Austriaków, jakby nie wiedziała, że my tam w Krakowie mamy z potomkami cesarza Franciszka Józefa swoje układy. No i sędziowie widzieli wszystkie spalone piłkarzy Lazio, a rzuty karne dla wiślaków odgwizdywali z dokładnością pracowników kolei warszawsko-wiedeńskiej.

Włosi, dla których gra w Pucharze UEFA jest mniej więcej tym, czym dla nas praca w kopalni pod ziemią, codzienne mycie albo wręcz bycie trzeźwym w sobotni wieczór, wystawili skład w połowie rezerwowy. Myśleli, że to i tak wystarczy na przybłędów z dzikich krajów.

Nie bardzo też było wiadomo, czy mecz rozgrywany jest w Rzymie czy w Krakowie. - Na stadionie pustki - powiedzieli sprawozdawcy - przyszło tylko 18-20 tysięcy kibiców. Bo jak wiadomo, w Polsce na byle mecz przychodzi 30 tysięcy widzów. Przez trzy lata. Boisko - fatalne, uniemożliwiające szybkie ataki. Trener Lazio przebąkiwał nawet, że należałoby przenieść mecz na lepszy stadion. No tak, dla bywalców stadionów w Płocku, Warszawie czy Szczecinie taka murawa (dwa dni po innym pucharowym meczu) to po prostu skandal.

Z Krakowa przyjechało dwa i pół tysiąca kibiców. Widać mieli jakieś przecieki, co do liczby strzelonych bramek i końcowego wyniku.

Po naszej stronie byli też kibice Romy, którzy tych z Lazio mają za (pik-pik), albo nawet za (pik-pik-pik). Nawet Papież jasno zasugerował, że woli Wisłę, a główny napastnik włoski nazywa się Chiesa, czyli Kościół. W tej sytuacji Chiesa niewiele miał do zrobienia, a za tę jedną strzeloną bramkę dostanie taką pokutę, że ruski miesiąc popamięta.

Były też akcenty polityczne. Na ławce koło trenera Manciniego siedział wykapany Lew Rywin, tyle że młodszy. Pod nieobecność posła Ziobro rolę błyskotliwego śledczego umiejętnie odegrał komentator Janusz Basałaj. - Włosi to mistrzowie prowokacji - powiedział.

I faktycznie, Włosi złośliwie prowokowali. A to specjalnie kładli stopę w miejsce, gdzie akurat polski piłkarz umyślił sobie świsnąć fantazyjnie butem, a to wywracali się z byle powodu.

Ale krakowianie też wiedzą, co to zagrywki psychologiczne. Wszak wszyscy wiemy, że kibice Lazio słyną z faszystowskich sympatii. Dlatego pierwszą bramkę dla Wisły specjalnie strzelił blondyn Kalu Uche.

Przy stanie 3:2 dla Wisły trener Mancini wreszcie wpuścił na boisko najlepszych zawodników. Trochę za późno. Jeżeli myśli, że w rewanżu pójdzie mu lepiej, to się myli. W Krakowie pokażemy im, jak wygląda prawdziwe lodowisko. I niech się nie tłumaczą, że zamiast łyżew zabrali buty korkowe.