Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Mała Liga Mistrzów Polakom niepotrzebna

Słynne europejskie firmy się do niej garną, bo to doskonała szkoła dla młodych piłkarzy, ale nasze czołowe kluby wolą ?poczekać?. Prawdopodobnie na święty nigdy.
Tak się kibicuje! Trybuna Kibica otwarta dla wszystkich

W zakończonych przed tygodniem rozgrywkach NextGen Series uczestniczyli piłkarze do lat 19 z 16 klubów, wśród nich z Barcelony, Sportingu Lizbona, Manchesteru City, Tottenhamu, Celticu, Glasgow, Olympique Marsylia, Liverpoolu, Ajaksu Amsterdam, Interu Mediolan. Cel: skopiować dorosłą Champions League, przyzwyczaić młodych do prawdziwej rywalizacji. A ponieważ jej szef Mark Warburton od początku chciał rozlać juniorskie igrzyska na możliwie wiele krajów, to z renomowanymi firmami grali m.in. młodzi z norweskich Molde oraz Rosenborga.

Szefowie polskich klubów, jak się okazało, o istnieniu małej Ligi Mistrzów nawet nie słyszeli, więc w grudniu zaapelowaliśmy w "Gazecie", żeby zgłosili do niej swoich juniorów. Czym prędzej, zanim rosnące zainteresowanie nie zmusi organizatorów do ostrej selekcji.

Rozgrywki robią bowiem karierę. Kiedy tydzień temu triumfowali w nich juniorzy Interu Mediolan, ich trener Andrea Stramaccioni został pasowany na szefa seniorów. Frank de Boer z pokonanego w finale Ajaksu ideą NextGen Series wyłącznie się zachwyca. - To niesłychana przygoda dla chłopców. Podróż samolotem, trzydniowe zgrupowanie, odmienni niż zazwyczaj rywale i ich styl gry. Czyli rzeczy, których normalnie nie przeżywają. Czuli się wyjątkowo, zabawa wyciągała z nich wszystko, co najlepsze. Zdobyli doświadczenie, które zazwyczaj zdobywa się dopiero w dorosłej drużynie - mówił holenderski triumfator prawdziwej Ligi Mistrzów z 1995 roku.

Dla polskich juniorów byłyby to doświadczenia szczególnie bezcenne. Kiedy osiągają pełnoletność, powinni uczyć się męskiej gry na poważnie. W Polsce często bywa jednak odwrotnie, czołowe drużyny w regionalnych ligach wielobramkowo znęcają nad słabszymi. A w skrajnych przypadkach w ogóle nie uczestniczą w rozgrywkach -na Mazowszu działaczowscy geniusze tak je poszatkowali, że Legia, Polonia, Wisła Płock czy Radomiak w ogóle swoich juniorów starszych do rywalizacji nie zgłosili.

Dlatego w grudniu wszystko wyłożyliśmy działaczom na tacy. Obawiali się o koszty, więc zadzwoniliśmy do NextGen Series, by dowiedzieć się, że przeloty i zakwaterowanie opłacają organizatorzy. Organizatorzy, którzy deklarowali otwartość na Polskę. Zapowiadali też, że w przyszłym sezonie turniej rozrośnie się do 32 drużyn, zatem przybędzie sporo miejsc do obsadzenia.

Niestety, obsadzą je prawdopodobnie: Arsenal, AC Milan, Athletic Bilbao, Chelsea, Paris Saint-German, Olympiakos, CSKA Moskwa, Real Madryt. I nawet nie dowiemy się, czy polskie kandydatury - rozgrywki liczą tylko 24 drużyny - zostały odrzucone. W ogóle nie zostały bowiem zgłoszone, choć w grudniu działacze zareagowali na akcję "Gazety" entuzjastycznie.

Andrzej Dawidziuk z Lecha mówił mi, że nie wyklucza, iż już w styczniu złoży ofertę szefom NextGen Series. Od tamtej pory stracił posadę dyrektora sportowego, a poznański wiceprezes naszemu reporterowi Radosławowi Nawrotowi rzucił: "A co to za rozgrywki, bo mało o nich wiemy? Musimy się zastanowić. Nie mam jeszcze zdania, ale pochylimy się nad tym i omówimy sprawę w zarządzie". Pomysł spodobał się też w Legii, która miała się nim "zainteresować".

Dziś Leszek Miklas twierdzi jednak, że się wstrzyma, "aż rozgrywki przejmie UEFA". I prosi o informację, kto się do nich zgłosił. Panie dyrektorze, czy pan nie rozumie, że łatwiej dostać się do juniorskiej elity teraz, gdy nie poprzedzają tego eliminacje? Że jeśli konkurencja wzrośnie, to łatwiej będzie się w nich utrzymać, niż wprosić z zewnątrz?

W Zagłębiu Lubin w grudniu niemal się obrazili, że listu otwartego nie skierowałem przede wszystkim do nich - bo wymieniłem w apelu Legię i Lecha - i obiecywali prędko ustalić, jak się do NextGen Series dostać (inwestują tam w młodzież obficie). Dziś tłumaczą dziennikarzowi "Gazety" Arturowi nBrzozowskiemu, że "czekają na zaproszenie". Czekają na zaproszenie, zamiast nintensywnie się wpraszać, ozdabiając swoją ofertę opowieścią o Akademii Młodego Piłkarza KGHM, którą otwierają w maju.

Do Wisły Kraków nie warto nawet zaglądać, bo tam właściciel jak zwykle nod grudnia wymienił wszystkich - od prezesa, przez wiceprezesa do spraw sportowych, po trenera i specjalistę od przygotowania fizycznego. Chaos.

Słowem, polski działacz futbolowy wciąż poraża innowacyjnością i przebojowością. Wobec nieuleczalnego uwiądu PZPN liczyliśmy, że naszą piłkę będą dynamicznie unowocześniać kluby należące do biznesmenów z dorobkiem. Unowocześniają w swoim tempie. Jednostajnie rozleniwionym.